Posts tagged ‘Azja’
Bajeczna Tajlandia
I ZNÓW SŁOŃ
?
A co na to dobrzy ludzie, co tak licznie przybyli na to widowisko ?
Oj Bardzo rożnie
Zobaczcie ba miny tych panów …

Ta pani przestrzegała nas przed czerwonym robactwem, a i tak mnie coś bardzo mocno ugryzło i to bardzo czerwonego.
Ależ to była frajda napatrzeć się do woli, naprzyglądać ludziom i zwierzakom.
Przez moment nawet przyszło mi do głowy że ludzie na widowni i ich reakcje są o wiele ciekawsze niż zmagające się z siłą grawitacji słonie chodzące na dwóch tylnych nogach.
Baśniowa Tajlandia, taka była piękna egzotyczna czasem niepokojąca i cudowna.
Świat jak z bajki, przynajmniej dla turysty, świat zdumiewający i tak odmienny od dobrze nam znanego w Europie, że człowiek ma wrażenie iż przeniósł się na inną planetę. Tamtejszy świat jest tak urozmaicony i niezwykły a jednocześnie tak ludzki jak mało gdzie.
Cudowne jedzenie, nigdzie nie jadłam tak pysznego rosołu z kalmarów ! I pewnie już nie zjem …
Co najbardziej podobało mi się w Azji ? W zasadzie nie miałam czasu żeby się zastanowić, po pierwszej wizycie w tym miejscu w zasadzie wszystko, oprócz zmuszania słoni żeby chodziły na dwóch nogach, wszechobecnego ulicznego smrodku, bardzo dziwacznych potraw, prostytucji i ludzi trzymający na uwięzi “jakieś” zwierzątka albo ptaszki w drewnianych klateczkach maleńkich , że ledwie się ten ptaszek nie udusił w oczekiwaniu na dolara za którego można było nie tylko zwrócić owemu zwierzątku wolność co jeszcze zyskać dobrą karmę, no i jeszcze ta straszna duchota i prawie non stop zachmurzone niebo.
Podobną zmorą co duszność, był tam wszechobecny bardzo pozorny bałagan. Żeby w Pattaya w sobotni wieczór przejść na drugą stronę ulicy, odstawałam przy krawężniku około 15 minut, albo i więcej.
Kogo to obchodziło że chciałam przejść? Absolutnie nikogo. Stałam tak zniecierpliwiona, ja po jednej stronie ulicy a mąż po drugiej próbując mnie skłonić do wejścia na ulicę. Próbowałam wpakować się na silę jak w Warszawie, ale to była porażka i tylko moje ryzyko – nikt absolutnie nigdy się nie zatrzymał widząc moją determinację, a co najwyżej przejechał po nogach. Natomiast co ciekawe przez cały ten czas nie dostrzegłam też pogotowia ratunkowego policji i wypadku. Niesamowite.
No właśnie ten pierdolnik i syf uliczny był pozorny, bardzo pozorny ( zupełnie na odwrót jak u nas) bo gdy się troszkę tam zadomowiłam z przerażeniem spostrzegłam, że to ja jestem nerwowa, rozbałaganiona i cały czas pobudzona do działania – spięta jak agrafka, nieprzytomna, a Tajlandczycy pod tym pozornym zamieszaniem ukrywają wręcz niesamowity jakiś wewnętrzny spokój i kompletny brak nerwowości oraz mimiki twarzy. Przez cały swój pobyt przebywając w bardzo różnych miejscach nie spotkałam nikogo kto by się irytował, gdzieś spieszył albo z kimś kłócił, co jest nie do pomyślenia nawet w moim bardzo spokojnym mieście.
Nigdy nie zgadłabym jak szybko po drodze napotkam grupkę buddyjskich mnichów.
Ledwie wysiadłam z samolotu w drodze do hotelu na małym przystaneczku na siusiu, poszłam nie gdzie indziej jak do męskiej toalety.
Co prawda mnisia grupa próbowała na migi i BARDZO SPOKOJNIE odwieść mnie od zamiaru wchodzenia dalej, żeby ostatecznie kompletnie mnie zignorować.
Tak więc grupę pomarańczowych mnichów spotkałam zaraz po przylocie w drodze do w męskiej toalety i pomyśleć, że zawsze gdy rozważałam możliwość takiego spotkania, przez myśl by mi nie przeszło, że będzie to spotkanie w męskiej toalecie.
W marzeniach i duchowych oczekiwaniach, była to pachnąca kadzidłami świątynia gdzieś na szczytach niedostępnych gór i jaskiń, albo ocieniona drzewami magiczna dolina – a tu masz babo publiczny wychodek. Powyżej na zdjęciu to oczywiście nie są mnisi z mojej “przygody” ( nie śmiałabym takim młodym mnichom robić zdjęć przed toaletą … nie, nie), a przed wejściem do jednej ze świątyń w Bangkoku
Powiem tylko, że byłam tak nieprzytomna i ani trochę nie czułam się rozczarowana, a ta toaleta tylko nazywała się TOALETĄ i zdecydowanie nie pachniała kadzidłami
, A już do niej trafić było dla mnie wyższą szkołą jazdy, zdecydowanie nie po kilkunastu godzinach w samolocie i z -25 w Polsce na + 35 tam.
Czułam się jakbym mnie wysadzili na Marsie.
Przyznam szczerze. Ten ich spokój i brak emocjonalnych reakcji trochę mnie irytował, a zwłaszcza w ostatni dzień w który jakieś złe licho kazało mi położyć prawą rękę akurat tam gdzie siedział sobie jakiś dziwny czerwony i co normalne egzotyczny niezidentyfikowany pajączek, około centymetrowej średnicy. Tak mi się przypiął do ręki na poziomie kciuka i tak mocno mnie ugryzł, iż myślałam, że z bólu oszaleję ( na szczęście co odkryłam dopiero w domu nie był jadowity i nie śmiertelny).
Wpadłam w prawdziwy obłęd i panikę, ratowałam się o wiele lepiej niżbym kiedykolwiek przypuszczała, że potrafię. Na początek omal nie odgryzłam sobie kawałka ciała wysysając to co wpuścił mi do środka obrzydliwy czerwony robal, potem zawiązałam ugryzioną dłoń, na poziomie przegubu, następnie włożyłam rękę do lodówki hotelowego zamrażalnika , a potem pobiegłam na miasto szukać pomocy.
To nic, że było aż 40-45 stopni w słońcu i że po drodze śmierdziały grzały przydrożne grille.- i kopciły samochody. Nikt w żadnej aptece ani zielarni w ogóle się mną nie przejął , a spotykałam się wyłącznie z wyrozumiałym spokojem i jakąś tam oferowaną maścią na ugryzienia oraz tabletkami hydroxizinum na uspokojenie i wręcz nienaturalnym kamiennym spokojem buddy na twarzy ( bez uśmiechu, co mnie niepokoiło).
Pomyślałam, że to chyba nie są ludzie, tacy jak ja czy Ty. Nic dziwnego, że uważa się Chińczyków za potomków kosmitów i najstarszą rasę ludzi na świecie ( nie wiem tego na pewno) , a Tajowie zdecydowanie przywędrowali z południowych Chin i pochodzą właśnie od Chińczyków.
Ich oczy przemawiały w zrozumiałym dla mnie, duchowym dialekcie i brzmiały jak szyderstwo losu;
- No cóż moja droga, jeśli taka twoja karma, to umrzesz, ale nie przejmuj się, przecież umrze tylko twoje ciało nie Ty !
Nie będę ukrywać, Tajlandia zrobiła na mnie ogromne i niepowtarzalne wrażenie, będę tęsknić za tymi klimatami, zupą z kalmarów, tym całym ich bałaganem i miastem ożywającym nocą, domkami duchów i pomnikami Brahmy i Buddy i już do końca swoich dni będę o niej marzyć, chyba, że uda mi się jeszcze raz złamać wszystkie swoje strachy i samolotowe lęki i odłożyć trochę kasy, nie na czarną godzinę jak się zwykło robić i najrozsądniej, tylko oszaleję raz jeszcze i polecę bez wahania, aż na koniec świata. Ale kto wie co zrobię ? Świat jest zdecydowanie za duży żeby go obrobić na szybko w jedno życie. Czy nie pora mi teraz wybrać się do Indii, do których tak mocno i przekonywująco zachęcają mnie słowa Tiziano Terzaniego z książki o pięknym tytule; “Nic nie zdarza się przypadkiem” ( kocham tego faceta i jego dzielnego i mądrego ducha) i dodam, że tak trochę dzięki niemu odważyłam się polecieć aż do Azji, zdecydowanie pod wpływem jego duchowej sugestii.
Tajlandki i turyści
W Tajskich kobietach zamieszkuje wyjątkowa dusza
Tajlandki są przepięknymi kobietami, a oprócz urody mają w sobie coś tak urzekającego od wewnątrz, że nie można im się oprzeć. Jeśli jakiemuś mężczyźnie z zachodu uda się posiąść ciało tajskiej dziewczyny, to wyłącznie ciało, nigdy nie zdobędzie jej całej, choćby i “kupił” ją sobie na własność. Mentalność Tajów, ich moralność polega na nie przywiązywaniu większej wagi do spraw cielesności, ich moralność ma niewiele wspólnego z naszą europejską, a już na pewno nie katolicką. Miłość według Tajów, to nie ciało, ono, nie jest miłością, jedynie narzędziem potrzebnym do życia, miłość może chwilowo być w ciele, jak dusza w nim jest, ale nie jest z nim tożsama. Jeśli twoje wnętrze i dusza nie kocha innego, nigdy nie dopuszczasz się zdrady.
Ciało, to seks, prokreacja i karmienie zmysłów, pojazd przez życie. Dusza jest wieczna i miłość również , obie są ponad cielesnością, nie do zdobycia. Dlatego można posiąść tajską dziewczynę i nasycić nią zmysły i pożądania, nigdy zaś nie można posiąść jej w całości. Tajskie kobiety mają klasę o jakiej jedynie mogą pomarzyć kobiety z innych części świata.
Rzadkością jest usłyszeć żeby ktoś mówił o tajskich kobietach, jako o dziwkach, nikt ich tak nie nazywa, poza swojskim “Tajka” , a dlaczego ? Bo tajskie dziewczęta nie są dziwkami, pomimo, że handlują bez skrępowania swymi wdziękami, ku uciesze mężczyzn z zachodu, tracących dla nich nie tylko głowy, ale i często dorobek życia. A jeśli nie dorobek życia, to przynajmniej sporo kasy z karty kredytowej, gdy na przykład okaże się, że dziewczyna tylko wyglądała na pełnoletnia, a zdarza się to dosyć często, gdyż prawie wszystkie Tajki z wyglądu sa dziewczynkami
Czy te naczynia nie mają z nami ludźmi, coś wspólnego ? Gliniane twarze na których malują się zupełnie ludzkie nastroje.
Tajlandia to kraj po brzegi wypełniony symboliką, nie sposób jej przegapić i przejść obojętnie, z niczym nie skojarzyć …
Gliniane głowy w ogrodzie
Wiara w duchy. Tam gdzie ludzie i duchy wspólnie mieszkają
Jak to z tymi duchami jest ? Wierzyć w nie czy nie wierzyć? A może to zależy od tej części świata w której przyszło nam się urodzić i wychować, a potem żyć i nabrać przekonań ? A Być może w naszym zachodnim klimacie ulegamy bardziej destruktywnemu wpływowi od bytów niematerialnych, niż mieszkańcy np. Tajlandii ? Ciekawe jak za 100 lat wypowie się na ten temat nauka? Ale to innym razem. Teraz jedynie obserwacja tego co jest i moje prywatne domowe eksperymenty z domkiem duchów, muszą mi wystarczyć.
Moja córka pochwaliła się w szkole że była mieście duchów, dzieciaki aż zaniemówiły z wrażenia. – Gdzie byłaś, a nie wróciłaś opętana przez złego ducha?
Oczywiście Pattaya to nie miasto duchów, a wręcz przeciwnie tętni w nim życie, to jednak nie sposób ominąć tej jego części, która ludziom wychowywanym w wierze chrześcijańskiej na pewno skojarzy się z czymś takim jak pogaństwo, albo wręcz szataństwo.
Chodzi o to, że w Tajlandii wierzy się w dobre i złe duchy tak jak w naszej kulturze w zastępy beatyfikowanych świętych. W każdym miejscu na ulicy w sklepie czy w urzędzie jest miejsce, na coś, co nazywa się tam domkiem dla duchów. Tajowie na bardzo poważnie i z szacunkiem traktują te duchowe miejsca.
Ten hotelowy domek, kącik dla duchów, był nadzwyczaj eklektyczny, stała w nim i choinka.

-
Domek duchów w hotelu Empress w Kambodży, w tym przypadku jest eklektycznie, w tym domku ustawiono nawet choinkę
Kiedy zaraz na początku naszej wizyty w Pattaya udaliśmy się do lokalnego fotografa żeby zrobić zdjęcia do kambodżańskiej wizy, zaskoczyła nas pewna scena. Kiedy my grzecznie czekaliśmy na sklepowych krzesełkach, aż nasze zdjęcia się zrobią , z zaplecza wyszła młoda dziewczyna ze stołkiem w ręku i podeszła do czegoś w rodzaju kilkupoziomowego ołtarzyka z rożnymi figurkami, zdjęciami i jedzeniem, po czym zabrała stamtąd szklankę z wodą i talerzyki z owocami, a na ich miejsce przyniosła nowe. Mąż spojrzał się na mnie i dodał. – No co się dziwisz ? To tak jak Ty zmieniasz kanarkowi wodę, ona duchowi.
Duchy też jedzą, jak je nakarmisz do syta, nie zjedzą ciebie
Na mieście co parę kroków można napotkać takie domostwo, stoją przy restauracjach , przyozdobione kwiatami, figurkami z buddy, albo innego bóstwa. Duchy w Tajlandii karmi się tym co i ludzi, a więc w ich domkach nie może zabraknąć jedzenia i picia, najczęściej podaje się duchom owoce i różne napoje, czasem nawet ze słomką, od zwykłej czystej wody, po napoje gazowane i piwo. Pod naszym hotelem stał domek z wizerunkiem złotego Brahmy, bóstwa z czterema twarzami. Gdy wracałam do hotelu zawsze go mijałam i miałam wrażenie, że z każdego miejsca spogląda na mnie jedną ze swoich twarzy.
Alcazar show Pattaya. Tajlandia
FILM/ ALCAZAR SHOW/ Wyglądali jak duet dwóch oddzielnych osób, kobiety -dziewczyny w sukience i mężczyzny – chłopca we fraku. Kiedy Ona jemu śpiewała, on ukrywał się w cieniu za kurtyną, a kiedy jej kobieca połowa wkraczała na scenę, on rozpływał się gdzieś w mroku, żeby po jakimś czasie rozwiać złudzenia widowni, co do ich wzajemnej oddzielności, ale nie odrębności . Jedno ciało, jedna osoba i dwie przeciwstawne natury.
Taniec człowieka z samym sobą i swoją podwójną naturą. Kobieta i mężczyzna jedno stanowili ciało, przynajmniej w wydaniu grupy tanecznej Alcazar.
Show transwestytów budziło w widzach na widowni lekkie zażenowanie, chociaż nie było ku temu powodów poza wyobraźnią oczywiście i ewentualnie końcowym toples tancerzy wymalowanych na srebrno i złoto do muzyki z filmu J. Bond ; Jutro nie nadejdzie nigdy”. W tej scenie panowie ( panie?) pokazały odkryte jędrne biusty ( niektóre silikonowe).
Skupienie widzów było maksymalne, aparaty fotograficzne i kamery wystawały za każdej głowy. A na scenie show roztańczonych pięknych artystów w kolorowych błyszczących strojach z mocnym makijażem. – Popatrz widzu tak wygląda transwestyta jak idealna piękna kobieta, a ty pewnie przez cały czas zastanawiasz się gdzie ono w tych skąpych majtkach ukryło “ptaka”?
Po skończonym spektaklu oklaski były jakieś cieniuchne i nijakie, choć artyści zaprezentowali maksymalnie dobry poziom i zasługiwali nie tylko na oklaski, ale i na burzę braw ! Tajemnica tkwiła chyba w narodowości zasiadających na widowni. Większość tancerzy w Show Alcazar jest pochodzenia Rosyjskiego z tego też powodu ( jak mniemam) doceniono licznie przybyłą na przedstawienie grupę rodaków z Rosji i ostatni popisowy numer wykonano w języku i w strojach ludowych matki Rosji. Pierwsza reakcja? Totalne zaskoczenie. Przyjechać do Tajlandii i oglądać na scenie kreml i kolorową rażącą po oczach szopkę z Moskwą, to dopiero przeżycie. Druga reakcja, Rosjanie w pierwszej chwili zareagowali na to wyróżnienie z entuzjazmem, żeby po chwili zgasnąć jak świeczki na wietrze, chyba jednak po drodze coś do nich dotarło i z wrażenia nie wiedzieli czy się czuć zaszczyconymi czy obrażonymi. Pewnie dlatego końcowe oklaski były tak mizerne, jakby z połowa sali wyszła przed końcem przedstawienia (nie wyszła), aż mi się żal zrobiło pięknych “panien” .
Po skończonym spektaklu “tancerki” oczekiwały na co odważniejszych i ciekawskich turystów, wyciągając w ich stronę ponętnie ręce i z całej siły kusząc jędrną odkrytą piersią; – Choć, wezmę cię w ramiona, a sam-a sprawdzisz jaki jestem piękny z bliska.
Ale nie było zbyt wielu chętnych. Nasi wschodni sąsiedzi tak jak licznie przybyli, tak i szybko się zmyli, a to oni stanowili większą cześć widowni. Reszta przeważnie Niemcy, Francuzi i Amerykanie chętnie dali się uwieść tej chwili dla zdjęcia, omalże się przy tym nie nie kurcząc w objęciach wielgaśnych i bardzo czułych kobiecych panów. I ja dałam się ponieść upalnej nocy i wolnemu tajskiemu duchowi i przytulic do prawie obnażonych “kobiecych” wdzięków i też się trochę “skurczyłam”, ale zrobiłam i mężowi też pozwoliłam i po tym eksperymencie z całą stanowczością stwierdzam, że zdecydowanie to nie były kobiety.
A tu znajdziecie opinie innych : Długie włosy, wcięte talie, smukłe nogi i jędrne piersi. Kształtów tancerek kabaretu “Alcazar Show” nie powstydziłyby się najlepsze paryskie sceny. Jest jednak pewien drobny szczegół, który sprawia, że te aktorki są wyjątkowe. Szczegół anatomiczny (a właściwie już tylko jego pozostałość…). Bo te piękne tancerki jeszcze niedawno były mężczyznami.
Piękne tancerki po spektaklu wychodzą przed budynek teatru żeby pozować do zdjęć z wciąż oszołomionymi turystami. Zdradzają je jedynie zbyt duże, nieproporcjonalne stopy i… głos. Mimo kuracji hormonalnych wciąż niski i zbyt męski, by pasował do porcelanowych twarzyczek. Kiedy więc aktorki pozdrawiają nas swoim tubalnym głosem (w spektaklu śpiewają z play backu) czar pryska
( fragment ze strony FlashFashion.pl)


































































