Przeskocz do treści

Archiwum kategorii ‘Z życia wzięte’

Magiczne lampiony w Poznaniu i Noc Kupały

Jak prasa donosi, poznański pomysł na uświetnienie Nocy Kupały i lampionami szczęścia, był strzałem w przysłowiową dziesiątkę !!! Pomysł był oryginalny, ale jak sądzę trochę zainspirowany (być może) niewiarygodnie podobną do poznańskiego nieba z lampionami w Noc Kupały, finałową scenką, z nie tak dawno wyświetlanej w kinie bajki Disneya, pt. Zaplątani.

Zjawiskowością tegoż pomysłu w realu, zachwycił się cały świat. Ku mojej radości i z prawdziwą przyjemnością o tym przeczytałam. Tu Link

Trochę klimatu  tamtego wieczoru w Poznaniu i na Wielkopolsce na ziemiach Lecha, w miejscu w którym tryska niewyczerpane źródło polskiej słowiańskiej tradycji.

A przy okazji bacząc na znaną wszystkim otwartość poznaniaków wobec innych tradycji i obyczajów, to i trochę Azji, pojawiło się nad Wartką i wielką polską rzeką :)

Słowa i jakikolwiek komentarz, myślę że będą zbędne dla tego cudownego spektaku …
Poraz pierwszy , podziwiałam magiczne lampiony , mające przynieść mi szczęście i opiekę czuwajacych nade mną opiekuńczych duchów przodków w Tajlandi na plaży w Pattaya. To właśnie tam zobaczyłam lampiony na nocnym niebie i poprosiłam o wypuszczenie jednego na szczęście dla mnie i dla całej mojej rodziny, tej dalekiej i tej bliskiej .
Pięknie było w Tajlandii wtedy na plażach w Pattaya,  i egzotycznie, ale w Poznaniu nieziemsko i magicznie było na wzgórzu św. Wojciecha nad Wartą.

Wprost Fantastycznie. Sami zobaczcie

Magia czar nocy letniej nad Wartą, czyli Poznań jest Ok :)

Egipt. Bezpieczeństwo, pieniądze, czy coś innego jeszcze … ( Wnuki moje czekajcie na babci opowieść)

EGIPT/ Kto by to przewidział, że tak się potoczą okoliczności akurat dla tej podroży, do Egiptu ? Z początku bałam się tam pojechać, jak to kobieta polecieć sama do kraju arabskiego, potem bałam się już coraz bardziej, a napięcie wzrastało z dnia na dzień, żeby przy bramkach na lotnisku, usłyszeć głos rozsądku; Masz wybór.

To chyba najgorsze co mi się mogło przytrafić: - Wybierać !

Większość turystów która miała tę przyjemność, żeby tak jak ja wstrzelić się w rewolucję, wiosnę ludu arabskiego, przewrót Nilowy itd. Zastanawiała się jak odzyskać swoje pieniądze za nie najtańszych pobyt, zważywszy, że ludzie wylatywali całymi rodzinami. Dla nie których była to podroż życia, pierwszy raz samolotem, na kontynent inny niż Europa, a tu masz babo placek, Rewolucja ! Do łez rozbawiało mnie apelowanie do Polaków, żeby się już do tego Egiptu nie pchały, że takie to nie odpowiedzialne ludzie, co oni wyrabiają.

A ja się pytam ? Czemu w takim razie nasz premier i MSZ nic nie wspomniało o tym, że biura podroży przy rezygnacji, na dzień przed zwrócą “Kowalskiemu” z 5 procent tego co zapłacił ? Wiadomo, że ludzie którzy wykupili wczasy w Egipcie dla pięciu osób, po 3 tys od głowy, mieli potężny zgryz;

- Co robić, a może to chwilowe, w końcu w Arabii tłuką się codziennie ?!

Mnie takie wybory nie dotyczyły. Po pierwsze trafiła mi się “okazja” za połowę tego co inni płacili za tydzień pobytu, po drugie, było nas tylko dwie, a po trzecie, jedyny wybór jaki mnie męczył to wyłącznie, czy zostać w naszej zimie, czy jednak skusić się egipskim latem, pustynią, morzem z rafą i rybami, dobrym jedzeniem w kilku restauracjach w cenie biletu wejściowego, kwitnącymi przyhotelowymi ogrodami i super wypasionym Aqua Parkiem. To były moje wybory. Pieniądze ? Cóż i tak przepadły. Przecież już je wydałam bezpowrotnie, nie było więc żadnego wyboru, poza: Lato i rewolucja w Kairze, nie w Hurghadzie, czy spokojna zima przy kaloryferze, przed komputerem i z książką na kolanach z widokiem na oblodzoną szarą rzekę, z ponurymi badylami wyrastającymi z brzegu. Ot i był dylemat. Straszny. Wybrałam chciwie, wybrałam lato. Kocham lato, urodziłam się w gorące lipcowe południe. Po raz kolejny przeżyć lato w zimie, rozebrać się z ciężkiej kurtki i wełnianej czapki, w ubranka bez rękawów, w klapeczki zamiast kozaków z kożuchem, i zanurzyć się szmaragdowym morzu czerwonym, wyjątkowo ciepłym w tym roku, 28 stopni : )

Wybrałam Egipt, nie żałuję, nie żałowałam, choć miałam chwilę załamania na miejscu, gdybym się do tego nie przyznała, skłamałabym. Gdy któregoś wieczoru po kolacji zobaczyłam kilku policjantów z miasta przy basenie, w czarnych egipskich mundurach z bronią, a w wieczornych wiadomościach usłyszałam, że uzbrojeni kryminaliści Arabowie uciekli z kairskiego więzienia ta wiadomość dopełniła swego. Wstrzeliła się we mnie niczym pocisk, w samo centrum paniki. Z wyobraźni powiało grozą i autodestrukcyjnym pędem zmierzającym ku samozagładzie, zanim cokolwiek mi zagrozić miało, serce i głowa szarpały jak oszalałe. Poczułam się niegodziwie. Żeby z kraju spokojnej egzystencji wybrać się na wojnę i to nie sama, a z dzieckiem!

uprowadzona

Cóż ja sobie takiego wyobraziłam ? Wszystko co może spotkać kobietę z dzieckiem w arabskim świecie i choć zza okna dochodziły do mnie dźwięki przyjemnej spokojnej muzyki i śmiechy turystów, moja dusza szalała. Tytanic ożył w mojej wyobraźni, odprężeni ludzi przy barze jawili mi się jako nieświadomi zagłady wariaci. W pewnym momencie przyszło mi na myśl, że może by zafundować sobie jakieś antidotum, kupić talizman , jakieś oko Horusa, czy krzyż Nilu ( tonący brzytwy się chwyta). Wyszłam, żeby uspokoić nerwy i traf chciał, że rzucił mi się w oczy muzułmański medalik, z półksiężycem i gwiazdą. Weszłam żeby zapytać ile kosztuje, choć i tak wiedziałam, że go nie kupię, bo zafundują mi cenę jak za sztabę złota. Weszłam zapytałam i usłyszałam;

- Pany to ne jest zoto, ale sie nie scierac sie, tano jak w bedronce, tylko 5 dolarów.

No szok, tak tanio i jak w Biedronce ; ) To tylko brać i po sprawie.

Podczas gdy ja szukałam kasy, jakiś wielki facet za mną odezwał się po polsku ; – Niech mu pani nie daje więcej za to niż 3 dolary !

- No targuj się kobieto, to przecież szajs, nie złoto.

Kupiłam więc talizman za 10 zł, wróciłam do pokoju i zawiesiłam go na łańcuszku, a potem na szyi, nie wierzyłam, ale postanowiłam mieć coś na pamiątkę. Minęła noc i panika ustąpiła miejsca dobremu humorowi. Rano, jakbym to nie ja, ale kto inny w moim ciele się obudził. Czy ja wierzę w moc talizmanów ? I tak i nie. Coś w tym jest, będąc w kraju muzułmańskim pomódl się do Allacha. Ja tak zrobiłam, a nawet wracałam przy dźwiękach południowej modlitwy.

Specjaliści od ezoteryki nazwą to podłączeniem się do regionalnego Egregora – ducha tamtejszej wspólnoty. Ponieważ jestem agnostyczką, czasowe przejście na Islam, przyszło mi bez trudu.

Jeśli ktoś sądzi, że to zdjęcie na pustyni, to się nie myli , bo w jednej części to oczywiście jest prawdą, że ten Jeep stoi na pustyni Saharze, ale drugą prawdą jest to, że w miejsce w które spoglądam nie jest puste ;)

Niby zwyczajna Beduinka, a wygląda jak duch na pustyni

Piękne miejsce w hotelu Titanic. Sprzedaż dywanów

Wakacje Po nowobogacku

EGIPT/ Okiem Turystki hotelowej

Ewakuacja z Titanica, dobrze, że szalup nie zabrakło i miejsca.

Podobał mi się ten hotel, piękny był i idealnie taki jak filmowy Titanic, z maleńką różnicą, że ten pływał sobie po pustyni egipskiej na której brak było co prawda gór lodowych, za to trwała rewolucja. Daleko od niego, ale któż mògł przewidzieć kiedy mogła nadejść ta niespodziewana fala przemocy z Kairskich ulic, albo brak w dostawach picia i jedzenia. A pustynia Sahara, to jak morze, tylko wysuszone. Tu i tam zderzenie się z “górą lodową”, jest bardzo niebezpieczne.

Przyznam się, że zamiast pławić się w egipskim słońcu i dawać nurka na rafie ( cudna w tym miejscu) szukałam drogi ewakuacyjnej . I przychodziło mi do głowy kilka pomysłów. Pierwszy, żeby uchodzić na pustynię w męskim przebraniu. Drugi, żeby przebrać się za muzułmańską kobietę. Trzecim, były oględziny różnych przyhotelowych zakamarków. A ostatnim telefon do ambasady “zabierzcie mnie stąd helikopterem i to szybko”

Swojego dopełniła moja ciekawość, narażona co prawda ryzykiem kosmicznego rachunku za telefon komórkowy, ale co tam, w końcu gra toczyła się o moje życie. Weszłam więc na moment do sieci, i poczytałam sobie, co też na nasz temat  wypoczywających nad morzem Czerwonym piszą w komentarzach, zatroskani o losy turystów, kochani rodacy.

To czego się doczytałam kosztowało mnie połknięcie tabletki na uspokojenie ( prawdziwej, nie kropelek z walerianki).

A w komentarzach pod “Bezpieczeństwo Polaków” było napisane mniej więcej tak;

- A niech was tak nowobogackie dla przykładu z 1000 wytłuką.

- I zaraz te bogate cwaniaczki, będą żebrać, Arabie zlituj się nie zabijaj !

I jeszcze kilka innych, aż mi żołądek pod gardło podszedł z samego czytania. Tak wchłonęłam ten jad. Wrażliwa jestem, dlatego.

Dziś sobie tak myślę skąd w was ludzie tyle pogardy dla kogoś kto co prawda nie ma bogactwa w postaci, zdrowia po dziadku koniu i nie ma 20-30 lat, ani wielgachnego chłopa przy sobie, a na przykład rozrusznik serca, nadciśnienie, albo jest kulawy, żeby pojechać sobie tanio, stopem z plecakiem ?
Zastanawiam się ilu z tych, co tak źle życzą rodakom w podroży zorganizowanej, gdy już ich już będzie stać na te wymarzone wakacje, nie tylko że nie pojadą, ale jeszcze i powiedzą tak;

- Nie pojadę, jak nie mogę z plecakiem dookoła świata i na motorze albo stopem, to wcale nie pojadę, bo na wczasy to żenada jechać. Choćbym i uczciwie zapracował na ten wyjazd do hotelu, nijak nie mogę tego uczynić bliźniemu swemu, nie pojadę, a jak już to wymknę się cichaczem, nikomu o tym nic nie powiem bo to przecie obciach, nie.

A kim jest tak zwany polski nowobogacki ? A iluż to mamy w dzisiejszej powojennej Polsce arystokratów, rasowych z błękitną krwią, nie z pod strzechy wiejskiej, nie z robotnika i z chłopa, tylko z Radziwiłów, Potockich itp. Takich z dziada pradziada dzieci szlachetnie urodzonych inteligentów, co mogą o sobie powiedzieć;

- Ja nie jestem nowo – wzbogacony, cokolwiek posiadam, płynie w moich żyłach jak rzeka szmaragdowo-błękitna, i majątek i inteligencja i kultura we mnie nie nabyta, tylko staro-zubożały szlachcic jestem, przez sowietów okradziony i polską komunę zatracony ? Ilu takich mamy? Pewnie z 80 procent Polaków…to dzieci przedwojennej inteligencji ?

Hotel Titanic Palace Resort

Mój na przykład dziad zwał się K …..cki , w jego żyłach płynęła prawdziwie błękitna krew z dziada pradziada, tyle, że jak zostawał moim dziadem, to może szlachcicem był, tyle, że zbankrutowanym, zatraconym do ostatniego złotego grosza. Nie ma czego żałować, bo socjalizm też by go złupił, a tak został normalnym obywatelem, a ja dostałam nowy start. Według oficjalnej rodzinnej wersji, zbóje go napadli i okradli gdy cały swój majątek wiózł w szkatule, żeby kupić jakąś kamienicę w Warszawie, po drodze i wszystko zabrali. Nie ważne, szczegół, dziś liczy się to nazwisko dziada w moich papierach, a owo pochodzi od samego generała Kawalerii Polskiej, który pod Warszawą dzielnie walczył jako ułan i w historii się bohatersko zapisał. Mam więc kilka mililitrów błękitnej krwi w żyłach, nie wymyślonej, a autentycznej, po matce i babci, bo od ojca z kresów mam.

A dlaczego to Rosjanie są tacy chamscy, nacjonalistyczni i nowobogaccy, wywyższają się ponad swoje moskiewskie pałace kultury, któż zgadnie?

A trzeba zgadywać?

Powodem są kompleksy narodowe spowodowane tym, że każden z ich ma przodka takiego, co koniem wjeżdżał do carskiego pałaców i bąki puszczał w butelkę, ku uciesze zgorszonej arystokracji. To nowe pokolenie Rosjan Putina, ma tego pełną świadomość, że kolorowe ciuchy z najlepszych materiałów, drogie perfumy, pieniądze to jeszcze za mało, żeby odbudować wizerunek narodowy, choć zdawałoby się, że wystarczy mieć, żeby kimś być. Jako naród Rosjanie, którzy przez ponad 70 lat trwali we wspólnocie PGR-ów w której nie można było być równiejszym, od równiejszego, dziś cieszą się jak dzieci z posiadania czegoś na własność. Proste to i takie wkurzające. Samo życie. Gdyby nie nasze diabły wewnętrzne, pazerne i zawistne, wszystkie te podziały finansowe, nie byłyby potrzebne. Gdybyśmy na ziemi potrafili cieszyć się wspólnie, budować wspólne “niebo”, żadna rewolucja nie była by potrzebna, a słowo “wojna, rewolucja” zniknęłoby ze słowników i podręczników do historii.

Czy były to niebezpiecznie wczasy, albo ile nierozsądnych rodziców wywiozło swoje dzieci na rewolucję ? Poniżej na króciutkim filmie.

Oczywiście ja tam byłam tylko w pracy. Ale to już historia na inny post.

Podobał mi się taniec tego pana i ogólny luz na statku. Zarówno u załogi jak i pasażerów Titanica.

Orkiestra grała do końca.

Rewolucja w Hurghadzie

Egipt, magia podczas zmieszek (2011)

Piękny widok, lecz tym razem postaram bardziej skupić się na odczuciach niż widokach, zobaczymy jak będzie tym razem ...

Piękna mgławica i trzy jaśniejące gwiazdy Gwiazdozbioru Oriona

Piramidy ustawione są zgodnie z położeniem trzech gwiazd w Gwiazdozbiorze Oriona , Alnitak, Alnilam i Mintaka, owe gwiazdy dokładnie odpowiadały położeniu trzech ( obecnie na skutek precesji ziemi, już nie) piramid na płaskowyżu w Gizie. Te trzy gwiazdy w pasie Oriona, są błękitnymi nadolbrzymami, których masa i ciepłota znaczenie przewyższa wielkość i gorącość naszego słońca .

Położenie piramid w Giza odpowiada położeniu pasa Oriona ok. roku 12.100 p.n.e. i wszystkie trzy budowle należy traktować jako całość, nie doliczając do nich później dobudowanych piramid królowych i piramid w Sakkarze, chociaż oficjalnie tamte piramidy schodkowe w istocie wybudowane w celach nagrobnych, są o wiele młodsze, od tych w Gizie.

Jeśli oficjalna nauka myli się, aż o 10.000 lat, to jest z nią bardzo nie dobrze.

Otóż i ja, po jakimś czasie dostosowałam się do dziwnych odczuć z początku.

Nie chcę wariować, ale z początku źle się czułam pod tą piramidą, a wręcz nie mogłam patrzeć w jej stronę. Spoglądając na nią doświadczałam dziwnych zawrotów głowy, szumu w uszach i czegoś co mogłabym porównać do uderzenia w moją głowę, strumienia światła z silnym dźwiękiem o bardzo niskich częstotliwościach.

Pod piramidami w Meksyku, które miałam okazję zobaczyć wcześniej, dotknąć i wspiąć się na ich szczyty, a które według mojego odczucia już nie pracowały i zakończyły swoje zadanie dawno temu, były “martwe”, nie doświadczyłam niczego podobnego, chociaż, piramidy w Coba, czy Chichen-Itza, robiły niesamowite wrażenie, ale bardziej jednak jak muzeum, nie “coś żywego i aktywnego”..

Czego nie mogę powiedzieć o piramidach na płaskowyżu w Gizie, byłam niemalże zaskoczona reakcją własnego umysłu. Kilka osób pochwaliło się podobnymi objawami i dziś wiem nawet co mgło być tego przyczyną. Ponoć piramidy wybudowano na skrzyżowaniu prądów ziemi, coś jak akumulatory, a nie grobowce, które magazynują w tych miejscach energię i zwiększają aktywność pola elektromagnetycznego.

Być może tak jest, a być może nie jest ?

Na temat piramid ich pochodzenia, zastosowania i użyteczności od lat trwają zaciekłe spory, co nikogo dziś już nie zadziwia, poza samymi budowlami. Ach gdyby tak kamienie potrafiły mówić ? Może potrafią, problem tkwi nie w tym, że nie “mówią”, ale, że my nie potrafimy podłączyć się do technologii “starożytnych” i odczytać tego co mogły by nam przekazać. Dziś jest podobnie, już wkrótce może okazać się, że nie będzie na czym odtworzyć kaset VHS. Ja oczywiście mam na ten temat własną, teorię, intuicję, i z całą pewnością wiem, że piramida Cheopsa, nie jest i nigdy nie była grobowcem, żadnego z Faraonów.

Nie trzeba się wiele wyobraźni, żeby domyśleć się, że każdy kolejny władca kraju nad Nilem, wielki i coraz to potężniejszy wystawiał by dla siebie równie potężny grobowiec, jak nie potężniejszy. Ale na pewno nie mniejszy, i coraz mniejszy, aż w ostateczności zmienił by wielki grobowiec na kryptę w zwyczajnej naturalnej skale. Miejsca w Egipcie nie brak, wszędzie jak okiem sięgnąć tylko pustynia, więc, skąd taka degradacja ? Odpowiedź jest prosto banalna, kolejni władcy z nad Nilu, pozbawieni wsparcia technicznego, którym dysponowano za czasów budowy piramidy Cheopsa, nie potrafili wybudować równie okazałego obiektu, zresztą nie tylko oni, bo i współcześnie nie wiemy jak tego dokonać.

Piramida Cheopsa pozbawiona jest niemalże wszystkiego co towarzyszyło królewskim pochówkom, brak wewnątrz malowideł, kartuszy, hieroglifów, poza “sarkofagiem”, który według mojej oceny, nigdy nim nie był.

Owa kamienna kadź, być może miała zupełnie inne zastosowanie? Była zbiornikiem na ciecz, czegoś z rodzaj kwasu, roztworu, elektrolitu, której zawartość wykorzystywana była poprzez inne oprzyrządowanie dziś już tam nie istniejące i wchodziła w reakcję z gazem, który uwalniał się w szybach podczas aktywnej “pracy” tegoż czegoś.

Według mojej oceny, stojąc dostatecznie blisko piramidy, czuję się ją, jako nadal pracujący na spowolnionych mocach, potężny akumulator energii, nie mający nic wspólnego z przypisywanymi im funkcjami sakralnymi, czy magicznymi. Acz jestem pewna, że co wrażliwsi mogą doświadczyć w tym miejscu tzw. wizji, ze względów na zwiększoną emisję prądów ziemi i pola elektromagnetycznego wpływającego na ich układ nerwowy.

Urządzenie, czy święty grobowiec ?

Fala elektromagnetyczna

Wspominając na ekspozycję ogromnych monumentów przedstawiających różne bóstwa wykute w kamieniu, z głowami ptaków, kotów i innych zwierząt posiadających kartusze określonych władców z różnych dynastii panujących w Egipcie za czasów starego państwa, trzeba uwzględnić poprawkę na to, że wraz ze zmianą kolejnych władców, każdy z nich zacierał działalność poprzedniego, jak w przypadku Totmesa III i Hatszepsut.

Jest prawie możliwe, że owe posągi nie są dziełem artystów, czy rzemieślników ze Starego Państwa i nie przedstawiają władców z kartuszy, ale, że są znacznie starsze, tak jak i sam Sfinks, którego głowa jest mniej skorodowana niż jego ciało, a który być może wcale nie był lwem z głową człowieka, ale Anubisem, bogiem z głową psa, szakala, strażnikiem umarłych – przy czym “umarłych” może oznaczać taki stan w którym człowiek wyglądał by jak nieżywy, podczas kiedy byłby na przykład w stanie hibernacji.

Ten pan w czerwonej koszulce który wybiega z rogu zdjęcia, był tak nieostrożny, że oddał swoją córkę arabowi na wielbłąda, a sam pędził za nimi, chyba poniewczasie zreflektowany ;) Wszystko się dobrze skończyło, ale ...

Wiele tysiącleci przed Chrystusem, okoliczne ludy pustynne podejmowały się prób podbicia starożytnego Egiptu, kiedyś udało im się to połowicznie, obecnie ludy pustyni Arabowie, Beduini i inni, pilnie strzegą tajemnic, pogrzebanych, być może na zawsze pod piaskami pustyni głęboko we wnętrzu ziemi, lecz nie są potomkami starożytnej społeczności która wzniosła piramidy i rzeźbiła zagadkowe posągi. Tak jak zamieszkujące dżunglę meksykańską obecne plemiona Majańskie, nie są Majami, którzy wznosili piramidy.

Wyspy Zielonego Przylądka

WYSPY ZIELONEGO PRZYLĄDKA /DUCH PUSTYNI / 2008/ Żeby doświadczyć pustyni wypadałoby się wybrać się do Egiptu, jak zrobił to Santiago z “Alchemika” Paula Coelho, ja jednak nie wybrałam sobie tej akurat pustyni egipskiej dla swego ducha, a raczej to mój duch jej sobie nie upodobał, chociaż tam byłam, na tej pustyni i fajkę wodną paliłam i na wielbłądku się przejechałam z dwa razy. Lecz pomimo to, że pustynia egipską była i magiczną, jak dla mnie nazbyt “jarmarczną” jej część zobaczyłam, żeby poczuć w niej ducha – ducha mej pustyni.

Urodzona Caboverdyjka, duch Afryki, życie we Francji, Madame Cesaria Evora.

Kocham jej głos i wykonania różnych starych klasycznych standardów, a i piosenki o Afryce, czy Brazylii mnie rozmarzają. Jest wprost idealnie brzmiąca, na długie zimowe i jesienne wieczory, gdzieś w romantycznej kafejce, może w Paryżu, a może w Poznaniu, albo, gdziekolwiek indziej, byle z nią i jej muzyką i z płomieniami świec w koło siebie, z dobrym winem na stole i nie banalnym towarzystwem u boku.

Cudowne i dzikie Salinas, wygasły krater wulkanu, po brzegi wypełniony kryształami soli. Fajnie było tak unosić się w słonej wodzi i robić sobie peeling solą z dna wulkanu.

A duch pustyni to taki stan w materii gdzie nic tylko cztery żywioły w okół ciebie tańczą, pod tobą nad tobą i przed tobą, żadnego człowieka jedynie kilometrami ciągnące się połacie piachu, nad głową rozgrzane słońce, najlepiej południowe i pod nogami sucha ziemia zapiaszczona gdzieniegdzie jakimś “zielem” urozmaicona, zawsze tym samym, zielem wytrwałym.

Czytaj dalej…

Po prostu Meksyk

To To był po prostu Meksyk

Meksyk był jedną z najfajniejszych i najradośniejszych moich podróży, to właśnie do Meksyku odważyłam się polecieć po raz pierwszy w życiu. To coś znaczyło. Dziś podziwiam siebie za odwagę, a może za głupotę, ale czy nie jest tak jak powiedział Kapelusznik w nowej Alicji, “że tylko wariaci są coś warci”. Świat niczym nagroda w konkursie “dla wytrwałych” po latach uwięzienia w jednej rzeczywistości podróżowania, pociągiem, samochodem, rowerem, mój pierwszy daleki lot, właśnie do Meksyku.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że Karaiby są jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie. Półwysep Jukatan ma do zaoferowania bardzo wiele atrakcji, po wylądowaniu, na lotnisku w Cancun przywitał nas zupełnie “nowy świat”. Poza klimatyzowaną halą lotniska było niezwykle parno i gorąco. Akurat wylądowaliśmy gdy padał deszcz, wilgotność była niesamowita, mój pierwszy oddech poza lotniskiem był szokiem. Nie ma tlenu, pomyślałam. Było mi duszno łapałam powietrze jak ryba, gdy pierwszego wieczoru poszłam coś zjeść i na parasol nad stolikiem lunął prawdziwie ulewny deszcz, ogarnął mnie lęk, byłam bliska zasłabnięcia. Uduszę się nie dam rady, pewnie cały pobyt przesiedzę w klimatyzowanym pokoju, tak wtedy pomyślałam. Na szczęście tak nie było i pierwszy klimatyczny szok minął szybko po pierwszej normalnie przespanej nocy, potem już do końca czułam się jak w raju.

Wielkie ptaki, niesamowicie błękitne morze, tajemnicze ruiny majów i Azteków. Możliwość dotknięcia dawno zaginionego czasu, wdrapania się na archaiczne ruiny majańskich świątyń i do tego, niesamowicie sympatyczni faceci. Każda kobieta wsiadająca i wysiadająca z meksykańskiej taksówki, na pewno poczuje się jak dama. Nie zdarzyło się żebym, choć raz sama musiała otwierać i zamykać sobie drzwi jakiegokolwiek samochodu . Cała aura która otaczała mnie w tamtym okresie, była niezwykła, ludzie których spotkałam w Meksyku byli niezwykli i niezwykle starannie zadbali o moje szczęście.

Jeśli miałabym coś rzec, o magicznych świętych ruinach, to tylko tyle, że jak dla mnie, nie były one najmagiczniejsze na Jukatanie, ale właśnie te ryby, szmaragdowe morza, ludzie i przyroda – krokodyle w podmokłym bajorze, gadające Gwarki, kąpiel z delfinami i rekinem w basenie.

Nie jestem archeologiem, ani tym bardziej nie należę do ekipy łowcy skarbów w stylu poszukiwacze zaginionej arki itp. dlatego dla mnie wycieczka do kompleksu piramid była jedynie “lekcją historii” o kulturze Majów i Azteków, oraz setce hipotez,, co się stało z jej twórcami ? A było tychże kilkanaście, od naukowych, po niesamowite, a i ja mam swoją własną. Przechadzałam się więc i robiłam zdjęcia, różnym rozpadającym się płaskorzeźbom, gwiezdnym jeźdźcom, schodzącym z nieba bogom i rytualnym scenom, uruchamiałam wyobraźnię, wysilając szare komórki, dotykałam murów, żeby lepiej poczuć ich energię i poczułam, zmęczenie upałem.

Było jednak miejsce w centrum archeologicznym w Cobie, z bardzo wysoką piramidą, i tam poczułam się inaczej. Zero zgiełku, turystów, wręcz pusto i dziko, wszystkie szczątki zabudowań świątynnych wyłaniały się z gęsto rosnącego lasu tropikalnego i tam, spacerując w zupełnej samotności, poczułam magię. Wdrapałam się na czworaka na praktycznie niemożliwą do zdobycia, zrujnowaną, poharataną i prawie pionowo stojącą piramidę. Stanęłam na jej szczycie wyczerpana, na trzęsących nogach, oświecona południowym słońcem i zlana potem. Przed sobą spostrzegłam “klimatyzowane” i otwarte pomieszczenie, świątynne sanktuarium kapłańskie. Weszłam tam bez namysłu, żeby odetchnąć i w zupełnej ciemności i chodnej oazie, poczuć się prawie jak aztecka kapłanka. W małym zamkniętym pomieszczeniu na szczycie starożytnej piramidy, naładowałam akumulatory. Po zejściu czułam się doskonale, odświeżona i odmłodzona.

Oczywiście to czego doświadczyłam było zaledwie maleńkim fragmentem tego, po co wybierają się prawdziwi fani starożytnych kultur. Nie znalazłam ostatniej kryształowej czaszki, ani nie medytowałam pod szczytem, ani na szczycie piramid, nie snułam gawęd ze starożytnymi potomkami mieszkańców dawnej ameryki, ani nie odkryłam tajemnicy końca świata, ale przywiozłam sobie czaszkę z agatu i panią śmierć w słomianym kapeluszu i kilka innych kościotrupów z amuletem z lokalnego kasztanowca. Kościotrupki, chłopczyk i dziewczynka wiszą w kuchni, przyczepione na sznurkach pod olejną reprodukcją Fridy Kahlo i każdy kto mnie odwiedza, zadaje pytanie, czy wyznaję jakieś wudu, albo czy przez cały rok obchodzę Halloween. A obchodzę … ? Oczywiście, że nie. To tylko pamiątki.

LEGENDA

“Posłuchajcie…” – tak zaczyna się wiele opowiadanych z ogromną swadą legend pochodzących z Jukatanu. Można w nich usłyszeć o aluxes – duchach lasu, którym lepiej nie wchodzić w paradę, albo o xtabay – nadnaturalnych stworzeniach, które przyjmują często postać pięknej kobiety, by ukraść mężczyźnie duszę.
Ważną rolę odgrywają także szamani uzdrawiający chorych i celebrujący tajemnicze rytuały na polach i w wioskach. Wyśmiewani przez lekarzy akademickich uzdrowiciele wyrobili sobie jednak pewną pozycję. Meksykański system ubezpieczeń społecznych uznał tradycyjne metody leczenia i pozostawia pacjentom wolny wybór lekarza, u którego zamierzają się leczyć.
Sztuka curanderos (uzdrowicieli) jest głęboko zakorzeniona w kulturze Majów, którzy mimo przyjętego niegdyś katolicyzmu nadal wierzą w bogów i duchy, w jakie wierzyli ich przodkowie. W wielu wioskach Majów do dziś przetrwały pradawne rytuały, do dziś rozbrzmiewają tu także poetyckie modlitwy o deszcz i urodzaj, kapłani składają ofiary przy źródłach i w jaskiniach, aby przebłagać duchy błyskawicy i wiatru.
Nawet gdy pod koniec pory deszczowej rozpoczyna się karczowanie lasów w celu pozyskania nowych pól uprawnych, odbywa się ono przy wtórze licznych ceremonii połączonych ze składaniem bogom lasu w ofierze placków kukurydzianych, co ma na celu uzyskanie przyzwolenia na karczunek. Jeśli przypadkiem musi zostać ścięte duże lub stare drzewo, drwal musi najpierw poprosić duszę drzewa o wybaczenie. Podczas zbiorów, pierwsze plony poświęca się zawsze bogom lasu.
Jest to rodzaj podziękowania bogom za otrzymaną ziemię.

Matematyka Majów

Matematyka Majów zdecydowanie różni się od naszej; używali oni dziewiętnaście CYFR i zero. Jest to rodzaj matematyki kosmicznej.
Nasza cywilizacja posługuje się dziewięcioma cyframi i zerem 0), co oznacza, że nasza operatywna inteligencja zna tylko połowę tego systemu. Matematyka dwudziestkowa Majów ujmuje bardzo głęboką wiedzą kosmiczną, której nie uwzględnia „matematyka teleskopów itp. Pokazuje, jak wygląda odliczanie czasu u Majów przy wykorzystaniu 260 kinów (TZOLKIN).

Majowie wykorzystywali dwie kluczowe liczby: 13 i 20. System trzynastkowy stanowił czynnik czasowy. Aby zrozumieć, czym jest czynnik czasowy, należy pojąć dynamikę TRZYNASTKI. Reprezentuje ona wielkość matematyczną, ujmującą jakość i ilość w procesie materialnego Stwarzania. „13” to perpetum mobile napędzające cały proces tworzenia, np. 13 dni, pory roku po 13 tygodni itd. Tak więc pewien magiczny zegar, który nie jest nam jeszcze dostępny, wyznacza rytm ewolucji według liczby 13. Siła napędowa ewolucji połączona jest bardzo silnie z cyfrą 13.
Druga ważna liczba u Majów to 20, czyli dziewiętnaście liczb i zero. 20 jest związana z prawa półkulą mózgu; symbolizuje ją 20 archetypów (20 pieczęci).
Liczby 13 i 20 mają ogromny wpływ naszą biologię, co zostało potwierdzone naukowo, np. nasze geny są dwudziestkowe (20 aminokwasów). Liczba 20 odgrywa też znaczącą rolę w budowie atomów.
(Johannem Kössner)

Śmierć w Meksyku, to kulturowa codzienność, nie można przejść obok obojętnie, jej szkielet od wysokości i postury normalnej kobiety po maleńkie kościotrupki dekorują wszystkie miejsca w Meksyku, przez calutki rok. Śmierć na plaży w restauracji, w klubie tanecznym, i w centrum handlowym. Śmiem twierdzić, że meksykańskie sombrero, tequila i kostucha w tym sombrerze z cygarem w dziurawej szczęce i tequilą w kościstej łapie jest jednym z najbardziej charakterystycznych symboli Meksyku.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć, wysłuchania piosenki o miłości i nurkowania.

Pani Śmierć w galerii handlowej Węża Cuculcana

Wszechobecna Pani, coraz częściej nazywana “Świętą Śmiercią” do której modły zanosi coraz większa grupa Meksykanów. Na całym obszarze jest , istnieje obok przecudownego karaibskiego Raju, “śmierć” spotykamy wszędzie , w każdej kafejce, miejscu rozrywki, parku krajobrazowym, nad każdą kasą w której się płaci za luksusowe towary, skrycie wmanipulowana, prawie nie widoczna… zawsze pięknie wystrojona, czasem w postaci szkieletu w kapeluszu, albo z włosami na główce ( przesympatyczna). Takowych szkielecików przywiozłam kilka, na specjalne zamówienia :) Trochę głupio się leciało ze świadomością kilku czaszek w bagażu podręcznym ;)
Każdy z nas , ja i ty , jest poza cielesną powłoką – właśnie taki jak ta ” Pani” na zdjęciu- ziemska konstrukcja plus “ubranko”.


Piramida w Cobie

Piramida w Cobie, właśnie ta w okół której nie ma spędu turystów, zero tłoku można się poczuć jak archeolog odkrywca.

Meksyk to muzyka

Jest w niej klimat przejmującego romantycznego dramatyzmu, jak i energia gorącego meksykańskiego lata.

Posłuchajcie,

ileż w niej pasji i wewnętrznego przeżywania.





Ależ tam było morze.. Na skarpie Starożytne Tulum

ZEJŚCIE DO MORZA W TULUM. Tam się nie nurkowało a zażywało ciepłej kąpieli

NURKOWANIE

Nigdy nie zapomnę bezinteresownego zaangażowania pewnego człowieka, który nauczył mnie pływania z nurkowaniem w jednej z najpiękniejszych zatok Hel-Ha na morzu karaibskim. Przemiły pan przywdział na tę okoliczność nawet chustę, zapewne żeby uniknąć udaru, ale dla mnie, był to widok jak z obrazka z napisem “niech ci w tym miejscu niczego do szczęścia nie brakuje, wszystko jest, pirat też, przystojny jak sam bóg”. – “Niech się pani nie martwi, że utonie, powiedział “pirat” jestem ratownikiem, nurkiem i marynarzem “. Ależ magia. Słowa jak zaklęcie, bez wahania rzuciłam się z nim w morskie otchłanie. A pod nami był zupełnie inny świat, woda z jej skarbami, ogromnymi tuńczykami i innymi pięknymi rybami.

Zanurzając się w nim totalnie, miałam odczucie powrotu do korzeni. Ciepłe morze obejmowało mnie niczym wody płodowe na chwilę przed urodzeniem. Cisza i mój rytmiczny spokojny oddech, świat pode mną, świat we mnie, dwie rzeczywistości połączone w jedną całość, idealna harmonia podwodnego wymiaru. Przez chwilę doświadczyłam czasu przed czasem. Przybierając pozycję ludzkiego embrionu powróciłam do niebycia nikim, poza samym istnieniem. Magiczne doświadczenie.

Dobry był to człowiek, ten polski pirat, “ktoś” po godzinach pracy. Ja opowiedziałam mu co czuję w sercu piramid, a on nauczył mnie widzieć, inaczej, pod wodą.

Zdobyta umiejętność nurkowania, pozostała we mnie już na zawsze gdy bez pirata i ratownika bez wahania wskakiwałam do innych morskich otchłani i oceanów.

Niesamowity małpiszon w indiańskiej wiosce

Stanowisko Archeologiczne w Chichen Itza

Przyroda w Tulum

Rękodzieło, pamiątki itd.

Miasta Starożytnych, Tulum nad morzem Karaibskim

Jedna z Iguan licznie zamieszkujących ruiny w Tulum na Jukatanie

Wybrzeże Morza Karaibskiego w Tulum

Sala tysiąca kolumn na Jukatanie w kompleksie Chichen Itza

Widok Morze Karaibskie w Tulum. Czy ta skała nie wygląda ja słoń ?

Przyroda w Tulum

Przyroda w punktach archeologicznych, na zdjęciu Tulum

Stanowisko archeo. w Tulum na Jukatanie. Miasto centrum władzy starożytnych Majów

Uprawa Agawy na bardzo dobrą meksykańską Tequilę

Jeździec i Koń

Taniec muzyka

Meksykański cmentarz, po mimo że jaskrawo kolorowy to i tak

Schodzący bóg

Schodzący bóg, nad wejściem do mojej

Za cholerę nie wiec co ten helikopter ciągnął, bombę ?

Ruiny w Chicen - Itza

Starożytne obserwatorium astronomiczne Majów

Starożytne obserwatorium astronomiczne Majów

Sala tysiąca kolumn

Ręcznie malowana ława w sklepie z pamiątkami

Rekin pod hotelem, z rannego połowu

Chichen - Itza

Najsłynniejsza piramida na Jukatanie

Ulice Isla Mucheres

Ulice miasta na wyspie Isla Mucheres, Wyspie Kobiet

Ulice w Cancun

Ulice w Cancun

Pora deszczowa, strasznie duszno

Wielka Bogini Macierz

Plaże w Tulum