Archiwum kategorii ‘Podróże’
Egipt. Bezpieczeństwo, pieniądze, czy coś innego jeszcze … ( Wnuki moje czekajcie na babci opowieść)
EGIPT/ Kto by to przewidział, że tak się potoczą okoliczności akurat dla tej podroży, do Egiptu ? Z początku bałam się tam pojechać, jak to kobieta polecieć sama do kraju arabskiego, potem bałam się już coraz bardziej, a napięcie wzrastało z dnia na dzień, żeby przy bramkach na lotnisku, usłyszeć głos rozsądku; Masz wybór.
To chyba najgorsze co mi się mogło przytrafić: - Wybierać !
Większość turystów która miała tę przyjemność, żeby tak jak ja wstrzelić się w rewolucję, wiosnę ludu arabskiego, przewrót Nilowy itd. Zastanawiała się jak odzyskać swoje pieniądze za nie najtańszych pobyt, zważywszy, że ludzie wylatywali całymi rodzinami. Dla nie których była to podroż życia, pierwszy raz samolotem, na kontynent inny niż Europa, a tu masz babo placek, Rewolucja ! Do łez rozbawiało mnie apelowanie do Polaków, żeby się już do tego Egiptu nie pchały, że takie to nie odpowiedzialne ludzie, co oni wyrabiają.
A ja się pytam ? Czemu w takim razie nasz premier i MSZ nic nie wspomniało o tym, że biura podroży przy rezygnacji, na dzień przed zwrócą “Kowalskiemu” z 5 procent tego co zapłacił ? Wiadomo, że ludzie którzy wykupili wczasy w Egipcie dla pięciu osób, po 3 tys od głowy, mieli potężny zgryz;
- Co robić, a może to chwilowe, w końcu w Arabii tłuką się codziennie ?!
Mnie takie wybory nie dotyczyły. Po pierwsze trafiła mi się “okazja” za połowę tego co inni płacili za tydzień pobytu, po drugie, było nas tylko dwie, a po trzecie, jedyny wybór jaki mnie męczył to wyłącznie, czy zostać w naszej zimie, czy jednak skusić się egipskim latem, pustynią, morzem z rafą i rybami, dobrym jedzeniem w kilku restauracjach w cenie biletu wejściowego, kwitnącymi przyhotelowymi ogrodami i super wypasionym Aqua Parkiem. To były moje wybory. Pieniądze ? Cóż i tak przepadły. Przecież już je wydałam bezpowrotnie, nie było więc żadnego wyboru, poza: Lato i rewolucja w Kairze, nie w Hurghadzie, czy spokojna zima przy kaloryferze, przed komputerem i z książką na kolanach z widokiem na oblodzoną szarą rzekę, z ponurymi badylami wyrastającymi z brzegu. Ot i był dylemat. Straszny. Wybrałam chciwie, wybrałam lato. Kocham lato, urodziłam się w gorące lipcowe południe. Po raz kolejny przeżyć lato w zimie, rozebrać się z ciężkiej kurtki i wełnianej czapki, w ubranka bez rękawów, w klapeczki zamiast kozaków z kożuchem, i zanurzyć się szmaragdowym morzu czerwonym, wyjątkowo ciepłym w tym roku, 28 stopni : )
Wybrałam Egipt, nie żałuję, nie żałowałam, choć miałam chwilę załamania na miejscu, gdybym się do tego nie przyznała, skłamałabym. Gdy któregoś wieczoru po kolacji zobaczyłam kilku policjantów z miasta przy basenie, w czarnych egipskich mundurach z bronią, a w wieczornych wiadomościach usłyszałam, że uzbrojeni kryminaliści Arabowie uciekli z kairskiego więzienia ta wiadomość dopełniła swego. Wstrzeliła się we mnie niczym pocisk, w samo centrum paniki. Z wyobraźni powiało grozą i autodestrukcyjnym pędem zmierzającym ku samozagładzie, zanim cokolwiek mi zagrozić miało, serce i głowa szarpały jak oszalałe. Poczułam się niegodziwie. Żeby z kraju spokojnej egzystencji wybrać się na wojnę i to nie sama, a z dzieckiem!

uprowadzona
Cóż ja sobie takiego wyobraziłam ? Wszystko co może spotkać kobietę z dzieckiem w arabskim świecie i choć zza okna dochodziły do mnie dźwięki przyjemnej spokojnej muzyki i śmiechy turystów, moja dusza szalała. Tytanic ożył w mojej wyobraźni, odprężeni ludzi przy barze jawili mi się jako nieświadomi zagłady wariaci. W pewnym momencie przyszło mi na myśl, że może by zafundować sobie jakieś antidotum, kupić talizman , jakieś oko Horusa, czy krzyż Nilu ( tonący brzytwy się chwyta). Wyszłam, żeby uspokoić nerwy i traf chciał, że rzucił mi się w oczy muzułmański medalik, z półksiężycem i gwiazdą. Weszłam żeby zapytać ile kosztuje, choć i tak wiedziałam, że go nie kupię, bo zafundują mi cenę jak za sztabę złota. Weszłam zapytałam i usłyszałam;
- Pany to ne jest zoto, ale sie nie scierac sie, tano jak w bedronce, tylko 5 dolarów.
No szok, tak tanio i jak w Biedronce ; ) To tylko brać i po sprawie.
Podczas gdy ja szukałam kasy, jakiś wielki facet za mną odezwał się po polsku ; – Niech mu pani nie daje więcej za to niż 3 dolary !
- No targuj się kobieto, to przecież szajs, nie złoto.
Kupiłam więc talizman za 10 zł, wróciłam do pokoju i zawiesiłam go na łańcuszku, a potem na szyi, nie wierzyłam, ale postanowiłam mieć coś na pamiątkę. Minęła noc i panika ustąpiła miejsca dobremu humorowi. Rano, jakbym to nie ja, ale kto inny w moim ciele się obudził. Czy ja wierzę w moc talizmanów ? I tak i nie. Coś w tym jest, będąc w kraju muzułmańskim pomódl się do Allacha. Ja tak zrobiłam, a nawet wracałam przy dźwiękach południowej modlitwy.
Specjaliści od ezoteryki nazwą to podłączeniem się do regionalnego Egregora – ducha tamtejszej wspólnoty. Ponieważ jestem agnostyczką, czasowe przejście na Islam, przyszło mi bez trudu.

Jeśli ktoś sądzi, że to zdjęcie na pustyni, to się nie myli , bo w jednej części to oczywiście jest prawdą, że ten Jeep stoi na pustyni Saharze, ale drugą prawdą jest to, że w miejsce w które spoglądam nie jest puste
Zakhyntos na plaży
/ZAKHYNTOS/ U Świętego Mikołaja
Co prawda to nie było w grudniu i nie w Mikołajki, ale będąc na tej plaży w sierpniu czułam sprawę mikołajkowych prezentów, za zamkniętą. Pięknie było pobyć tam, na tej plaży, polenić się i wygrzać w greckim słońcu, to tak jakby w środku lata dostać prezent od Św. Mikołaja, nie jakieś tam “coś”, przedmiot, upominek, ale całe morze i plażę z kościołem. Nie można tego prezentu ze sobą zabrać, oczywiście, poza kilkoma zdjęciami na pamiątkę, ale można powspominać do samej starości, gdy smutno, gdy za oknem ziąb i mróz, w łóżku grypa, a w nosie katar.
Miałam przyjemność w tym roku pokąpać się w kilku innych pięknych morzach na świecie, ale woda w zatoce Św. Mikołaja urzekła mnie i stwierdzam, że jest wyjątkowa.
Zatoka oprócz walorów naturalnych, czyściusieńkiej wody, pięknej plaży, ma jeszcze jeden atut – sakralny. Zaraz nieopodal morza szmaragdowego, na skałach stoi kościółek pod wezwaniem patrona zatoki Św. Mikołaja.
Szczególnie więc polecam tę plażę ludziom głęboko wierzącym i praktykującym.
To jedno z niewielu miejsc w którym można mieć przyjemność, zarówno skorzystania z bogactwa szmaragdowej i wręcz niebiańskiej aury oraz doznań religijnych. Widok kościółka wprost z plaży, czy z morza i dochodzące z niego modlitwy i śpiewy wiernych oraz głośno dzwoniące dzwony, są prawdziwie mistycznym przeżyciem.
Oczywiście mam tę świadomość, że w kościele prawosławnym adoracja i kult Św. Mikołaja są nieco inne niż obchodzenie naszego Mikołajowego święta z 6 grudnia. Tamten święty, nie jest postacią wymyśloną z bajki, nie ubierał się na czerwono jak krasnal, nie mieszkał na biegunie i nie latał z reniferami, ale był zwyczajnie, człowiekiem, jak i my, żył dobrze, umarł godnie, a za swoje bogobojne i cnotliwe życie został po śmierci uznanym za świętego.
Mikołaj był poważnym i dobrym biskupem, serdecznym człowiekiem, który nie jednego desperata uratował przed życiem w nędzy, albo staropanieństwem z braku posagu, czy morską katastrofą, bo jest Św. Mikołaj przede wszystkim w tej zatoce patronem marynarzy, nad którymi sprawuje pieczę i troszczy się o ich szczęśliwe powroty z morza do domu.
Tak czy inaczej, być na plaży św. Mikołaja to jak otrzymać prezent z nieba. Dlatego też sprawę tegorocznych Mikołajek, po wykąpaniu się w tym morzu i wygrzaniu na tej plaży uważałam za całkowicie zamkniętą.
Okres szkolny i Mikołajki, wspominam źle. Miałam w dzieciństwie jakiegoś dziwnego niefarta do wylosowanych na loterii prezentów. Rok w rok dostawało mi się coś tak nie ciekawego, jak książka o budowie kwiatostanu , albo układanka, ale taka dla chłopczyków, szaro-bury samochodzik z plastiku w wielkości 2 cm, który za nim go złożyłam do kupy rozpadł mi się w rękach.
I wszystkie Mikołajki, jak jedno wielkie “Nie kocham cię”, zawsze takie samo z prezentem z przeceny, aż zaczęłam podejrzewać, że albo Mikołaj mnie nie kocha tak jak innych dzieci, albo wcale go nie ma. Trudno nie być rozczarowaną gdy inni przytulają do siebie miękkie pluszaki a ty wciąż masz czytać, albo składać mikro-układankę.
Tak więc co roku spoglądałam podejrzliwie w niebo, wciąż z tym samym pytaniem; – Dlaczego ?
Jednak którejś zimy Mikołaj przypomniał sobie o mnie i szczodrze obdarował, za co mu jestem stokrotnie wdzięczna, bo przede wszystkim najbardziej na świecie kocham morza.

Bardzo stara oliwka, nieopodal zatoki Św. Mikołaja. Drzewa oliwkowe na wyspie Zakhyntos były wyjątkowo magiczne.
Wyspy Zielonego Przylądka
WYSPY ZIELONEGO PRZYLĄDKA /DUCH PUSTYNI / 2008/ Żeby doświadczyć pustyni wypadałoby się wybrać się do Egiptu, jak zrobił to Santiago z “Alchemika” Paula Coelho, ja jednak nie wybrałam sobie tej akurat pustyni egipskiej dla swego ducha, a raczej to mój duch jej sobie nie upodobał, chociaż tam byłam, na tej pustyni i fajkę wodną paliłam i na wielbłądku się przejechałam z dwa razy. Lecz pomimo to, że pustynia egipską była i magiczną, jak dla mnie nazbyt “jarmarczną” jej część zobaczyłam, żeby poczuć w niej ducha – ducha mej pustyni.
Urodzona Caboverdyjka, duch Afryki, życie we Francji, Madame Cesaria Evora.
Kocham jej głos i wykonania różnych starych klasycznych standardów, a i piosenki o Afryce, czy Brazylii mnie rozmarzają. Jest wprost idealnie brzmiąca, na długie zimowe i jesienne wieczory, gdzieś w romantycznej kafejce, może w Paryżu, a może w Poznaniu, albo, gdziekolwiek indziej, byle z nią i jej muzyką i z płomieniami świec w koło siebie, z dobrym winem na stole i nie banalnym towarzystwem u boku.

Cudowne i dzikie Salinas, wygasły krater wulkanu, po brzegi wypełniony kryształami soli. Fajnie było tak unosić się w słonej wodzi i robić sobie peeling solą z dna wulkanu.
A duch pustyni to taki stan w materii gdzie nic tylko cztery żywioły w okół ciebie tańczą, pod tobą nad tobą i przed tobą, żadnego człowieka jedynie kilometrami ciągnące się połacie piachu, nad głową rozgrzane słońce, najlepiej południowe i pod nogami sucha ziemia zapiaszczona gdzieniegdzie jakimś “zielem” urozmaicona, zawsze tym samym, zielem wytrwałym.
Alcazar show Pattaya. Tajlandia
FILM/ ALCAZAR SHOW/ Wyglądali jak duet dwóch oddzielnych osób, kobiety -dziewczyny w sukience i mężczyzny – chłopca we fraku. Kiedy Ona jemu śpiewała, on ukrywał się w cieniu za kurtyną, a kiedy jej kobieca połowa wkraczała na scenę, on rozpływał się gdzieś w mroku, żeby po jakimś czasie rozwiać złudzenia widowni, co do ich wzajemnej oddzielności, ale nie odrębności . Jedno ciało, jedna osoba i dwie przeciwstawne natury.
Taniec człowieka z samym sobą i swoją podwójną naturą. Kobieta i mężczyzna jedno stanowili ciało, przynajmniej w wydaniu grupy tanecznej Alcazar.
Show transwestytów budziło w widzach na widowni lekkie zażenowanie, chociaż nie było ku temu powodów poza wyobraźnią oczywiście i ewentualnie końcowym toples tancerzy wymalowanych na srebrno i złoto do muzyki z filmu J. Bond ; Jutro nie nadejdzie nigdy”. W tej scenie panowie ( panie?) pokazały odkryte jędrne biusty ( niektóre silikonowe).
Skupienie widzów było maksymalne, aparaty fotograficzne i kamery wystawały za każdej głowy. A na scenie show roztańczonych pięknych artystów w kolorowych błyszczących strojach z mocnym makijażem. – Popatrz widzu tak wygląda transwestyta jak idealna piękna kobieta, a ty pewnie przez cały czas zastanawiasz się gdzie ono w tych skąpych majtkach ukryło “ptaka”?
Po skończonym spektaklu oklaski były jakieś cieniuchne i nijakie, choć artyści zaprezentowali maksymalnie dobry poziom i zasługiwali nie tylko na oklaski, ale i na burzę braw ! Tajemnica tkwiła chyba w narodowości zasiadających na widowni. Większość tancerzy w Show Alcazar jest pochodzenia Rosyjskiego z tego też powodu ( jak mniemam) doceniono licznie przybyłą na przedstawienie grupę rodaków z Rosji i ostatni popisowy numer wykonano w języku i w strojach ludowych matki Rosji. Pierwsza reakcja? Totalne zaskoczenie. Przyjechać do Tajlandii i oglądać na scenie kreml i kolorową rażącą po oczach szopkę z Moskwą, to dopiero przeżycie. Druga reakcja, Rosjanie w pierwszej chwili zareagowali na to wyróżnienie z entuzjazmem, żeby po chwili zgasnąć jak świeczki na wietrze, chyba jednak po drodze coś do nich dotarło i z wrażenia nie wiedzieli czy się czuć zaszczyconymi czy obrażonymi. Pewnie dlatego końcowe oklaski były tak mizerne, jakby z połowa sali wyszła przed końcem przedstawienia (nie wyszła), aż mi się żal zrobiło pięknych “panien” .
Po skończonym spektaklu “tancerki” oczekiwały na co odważniejszych i ciekawskich turystów, wyciągając w ich stronę ponętnie ręce i z całej siły kusząc jędrną odkrytą piersią; – Choć, wezmę cię w ramiona, a sam-a sprawdzisz jaki jestem piękny z bliska.
Ale nie było zbyt wielu chętnych. Nasi wschodni sąsiedzi tak jak licznie przybyli, tak i szybko się zmyli, a to oni stanowili większą cześć widowni. Reszta przeważnie Niemcy, Francuzi i Amerykanie chętnie dali się uwieść tej chwili dla zdjęcia, omalże się przy tym nie nie kurcząc w objęciach wielgaśnych i bardzo czułych kobiecych panów. I ja dałam się ponieść upalnej nocy i wolnemu tajskiemu duchowi i przytulic do prawie obnażonych “kobiecych” wdzięków i też się trochę “skurczyłam”, ale zrobiłam i mężowi też pozwoliłam i po tym eksperymencie z całą stanowczością stwierdzam, że zdecydowanie to nie były kobiety.
A tu znajdziecie opinie innych : Długie włosy, wcięte talie, smukłe nogi i jędrne piersi. Kształtów tancerek kabaretu “Alcazar Show” nie powstydziłyby się najlepsze paryskie sceny. Jest jednak pewien drobny szczegół, który sprawia, że te aktorki są wyjątkowe. Szczegół anatomiczny (a właściwie już tylko jego pozostałość…). Bo te piękne tancerki jeszcze niedawno były mężczyznami.
Piękne tancerki po spektaklu wychodzą przed budynek teatru żeby pozować do zdjęć z wciąż oszołomionymi turystami. Zdradzają je jedynie zbyt duże, nieproporcjonalne stopy i… głos. Mimo kuracji hormonalnych wciąż niski i zbyt męski, by pasował do porcelanowych twarzyczek. Kiedy więc aktorki pozdrawiają nas swoim tubalnym głosem (w spektaklu śpiewają z play backu) czar pryska
( fragment ze strony FlashFashion.pl)
The End
Koty, wakacyjne wspomnienie z Teneryfy
/ KRÓL LEW/ i inne koty / TENERYFA
I inne koty trzymane w niewoli, poza kotem domowym. Może czasem warto nie urodzić się na króla wtedy, być może nie do końca, ale zawsze w jakimś stopniu, pozostanie się bardziej wolnym — od głów ugrzywionych i koronowanych.






















































