Przeskocz do treści

Archiwum kategorii ‘Podróże Różne’

Egipt. Bezpieczeństwo, pieniądze, czy coś innego jeszcze … ( Wnuki moje czekajcie na babci opowieść)

EGIPT/ Kto by to przewidział, że tak się potoczą okoliczności akurat dla tej podroży, do Egiptu ? Z początku bałam się tam pojechać, jak to kobieta polecieć sama do kraju arabskiego, potem bałam się już coraz bardziej, a napięcie wzrastało z dnia na dzień, żeby przy bramkach na lotnisku, usłyszeć głos rozsądku; Masz wybór.

To chyba najgorsze co mi się mogło przytrafić: - Wybierać !

Większość turystów która miała tę przyjemność, żeby tak jak ja wstrzelić się w rewolucję, wiosnę ludu arabskiego, przewrót Nilowy itd. Zastanawiała się jak odzyskać swoje pieniądze za nie najtańszych pobyt, zważywszy, że ludzie wylatywali całymi rodzinami. Dla nie których była to podroż życia, pierwszy raz samolotem, na kontynent inny niż Europa, a tu masz babo placek, Rewolucja ! Do łez rozbawiało mnie apelowanie do Polaków, żeby się już do tego Egiptu nie pchały, że takie to nie odpowiedzialne ludzie, co oni wyrabiają.

A ja się pytam ? Czemu w takim razie nasz premier i MSZ nic nie wspomniało o tym, że biura podroży przy rezygnacji, na dzień przed zwrócą “Kowalskiemu” z 5 procent tego co zapłacił ? Wiadomo, że ludzie którzy wykupili wczasy w Egipcie dla pięciu osób, po 3 tys od głowy, mieli potężny zgryz;

- Co robić, a może to chwilowe, w końcu w Arabii tłuką się codziennie ?!

Mnie takie wybory nie dotyczyły. Po pierwsze trafiła mi się “okazja” za połowę tego co inni płacili za tydzień pobytu, po drugie, było nas tylko dwie, a po trzecie, jedyny wybór jaki mnie męczył to wyłącznie, czy zostać w naszej zimie, czy jednak skusić się egipskim latem, pustynią, morzem z rafą i rybami, dobrym jedzeniem w kilku restauracjach w cenie biletu wejściowego, kwitnącymi przyhotelowymi ogrodami i super wypasionym Aqua Parkiem. To były moje wybory. Pieniądze ? Cóż i tak przepadły. Przecież już je wydałam bezpowrotnie, nie było więc żadnego wyboru, poza: Lato i rewolucja w Kairze, nie w Hurghadzie, czy spokojna zima przy kaloryferze, przed komputerem i z książką na kolanach z widokiem na oblodzoną szarą rzekę, z ponurymi badylami wyrastającymi z brzegu. Ot i był dylemat. Straszny. Wybrałam chciwie, wybrałam lato. Kocham lato, urodziłam się w gorące lipcowe południe. Po raz kolejny przeżyć lato w zimie, rozebrać się z ciężkiej kurtki i wełnianej czapki, w ubranka bez rękawów, w klapeczki zamiast kozaków z kożuchem, i zanurzyć się szmaragdowym morzu czerwonym, wyjątkowo ciepłym w tym roku, 28 stopni : )

Wybrałam Egipt, nie żałuję, nie żałowałam, choć miałam chwilę załamania na miejscu, gdybym się do tego nie przyznała, skłamałabym. Gdy któregoś wieczoru po kolacji zobaczyłam kilku policjantów z miasta przy basenie, w czarnych egipskich mundurach z bronią, a w wieczornych wiadomościach usłyszałam, że uzbrojeni kryminaliści Arabowie uciekli z kairskiego więzienia ta wiadomość dopełniła swego. Wstrzeliła się we mnie niczym pocisk, w samo centrum paniki. Z wyobraźni powiało grozą i autodestrukcyjnym pędem zmierzającym ku samozagładzie, zanim cokolwiek mi zagrozić miało, serce i głowa szarpały jak oszalałe. Poczułam się niegodziwie. Żeby z kraju spokojnej egzystencji wybrać się na wojnę i to nie sama, a z dzieckiem!

uprowadzona

Cóż ja sobie takiego wyobraziłam ? Wszystko co może spotkać kobietę z dzieckiem w arabskim świecie i choć zza okna dochodziły do mnie dźwięki przyjemnej spokojnej muzyki i śmiechy turystów, moja dusza szalała. Tytanic ożył w mojej wyobraźni, odprężeni ludzi przy barze jawili mi się jako nieświadomi zagłady wariaci. W pewnym momencie przyszło mi na myśl, że może by zafundować sobie jakieś antidotum, kupić talizman , jakieś oko Horusa, czy krzyż Nilu ( tonący brzytwy się chwyta). Wyszłam, żeby uspokoić nerwy i traf chciał, że rzucił mi się w oczy muzułmański medalik, z półksiężycem i gwiazdą. Weszłam żeby zapytać ile kosztuje, choć i tak wiedziałam, że go nie kupię, bo zafundują mi cenę jak za sztabę złota. Weszłam zapytałam i usłyszałam;

- Pany to ne jest zoto, ale sie nie scierac sie, tano jak w bedronce, tylko 5 dolarów.

No szok, tak tanio i jak w Biedronce ; ) To tylko brać i po sprawie.

Podczas gdy ja szukałam kasy, jakiś wielki facet za mną odezwał się po polsku ; – Niech mu pani nie daje więcej za to niż 3 dolary !

- No targuj się kobieto, to przecież szajs, nie złoto.

Kupiłam więc talizman za 10 zł, wróciłam do pokoju i zawiesiłam go na łańcuszku, a potem na szyi, nie wierzyłam, ale postanowiłam mieć coś na pamiątkę. Minęła noc i panika ustąpiła miejsca dobremu humorowi. Rano, jakbym to nie ja, ale kto inny w moim ciele się obudził. Czy ja wierzę w moc talizmanów ? I tak i nie. Coś w tym jest, będąc w kraju muzułmańskim pomódl się do Allacha. Ja tak zrobiłam, a nawet wracałam przy dźwiękach południowej modlitwy.

Specjaliści od ezoteryki nazwą to podłączeniem się do regionalnego Egregora – ducha tamtejszej wspólnoty. Ponieważ jestem agnostyczką, czasowe przejście na Islam, przyszło mi bez trudu.

Jeśli ktoś sądzi, że to zdjęcie na pustyni, to się nie myli , bo w jednej części to oczywiście jest prawdą, że ten Jeep stoi na pustyni Saharze, ale drugą prawdą jest to, że w miejsce w które spoglądam nie jest puste ;)

Niby zwyczajna Beduinka, a wygląda jak duch na pustyni

Piękne miejsce w hotelu Titanic. Sprzedaż dywanów

Egipt, magia podczas zmieszek (2011)

Piękny widok, lecz tym razem postaram bardziej skupić się na odczuciach niż widokach, zobaczymy jak będzie tym razem ...

Piękna mgławica i trzy jaśniejące gwiazdy Gwiazdozbioru Oriona

Piramidy ustawione są zgodnie z położeniem trzech gwiazd w Gwiazdozbiorze Oriona , Alnitak, Alnilam i Mintaka, owe gwiazdy dokładnie odpowiadały położeniu trzech ( obecnie na skutek precesji ziemi, już nie) piramid na płaskowyżu w Gizie. Te trzy gwiazdy w pasie Oriona, są błękitnymi nadolbrzymami, których masa i ciepłota znaczenie przewyższa wielkość i gorącość naszego słońca .

Położenie piramid w Giza odpowiada położeniu pasa Oriona ok. roku 12.100 p.n.e. i wszystkie trzy budowle należy traktować jako całość, nie doliczając do nich później dobudowanych piramid królowych i piramid w Sakkarze, chociaż oficjalnie tamte piramidy schodkowe w istocie wybudowane w celach nagrobnych, są o wiele młodsze, od tych w Gizie.

Jeśli oficjalna nauka myli się, aż o 10.000 lat, to jest z nią bardzo nie dobrze.

Otóż i ja, po jakimś czasie dostosowałam się do dziwnych odczuć z początku.

Nie chcę wariować, ale z początku źle się czułam pod tą piramidą, a wręcz nie mogłam patrzeć w jej stronę. Spoglądając na nią doświadczałam dziwnych zawrotów głowy, szumu w uszach i czegoś co mogłabym porównać do uderzenia w moją głowę, strumienia światła z silnym dźwiękiem o bardzo niskich częstotliwościach.

Pod piramidami w Meksyku, które miałam okazję zobaczyć wcześniej, dotknąć i wspiąć się na ich szczyty, a które według mojego odczucia już nie pracowały i zakończyły swoje zadanie dawno temu, były “martwe”, nie doświadczyłam niczego podobnego, chociaż, piramidy w Coba, czy Chichen-Itza, robiły niesamowite wrażenie, ale bardziej jednak jak muzeum, nie “coś żywego i aktywnego”..

Czego nie mogę powiedzieć o piramidach na płaskowyżu w Gizie, byłam niemalże zaskoczona reakcją własnego umysłu. Kilka osób pochwaliło się podobnymi objawami i dziś wiem nawet co mgło być tego przyczyną. Ponoć piramidy wybudowano na skrzyżowaniu prądów ziemi, coś jak akumulatory, a nie grobowce, które magazynują w tych miejscach energię i zwiększają aktywność pola elektromagnetycznego.

Być może tak jest, a być może nie jest ?

Na temat piramid ich pochodzenia, zastosowania i użyteczności od lat trwają zaciekłe spory, co nikogo dziś już nie zadziwia, poza samymi budowlami. Ach gdyby tak kamienie potrafiły mówić ? Może potrafią, problem tkwi nie w tym, że nie “mówią”, ale, że my nie potrafimy podłączyć się do technologii “starożytnych” i odczytać tego co mogły by nam przekazać. Dziś jest podobnie, już wkrótce może okazać się, że nie będzie na czym odtworzyć kaset VHS. Ja oczywiście mam na ten temat własną, teorię, intuicję, i z całą pewnością wiem, że piramida Cheopsa, nie jest i nigdy nie była grobowcem, żadnego z Faraonów.

Nie trzeba się wiele wyobraźni, żeby domyśleć się, że każdy kolejny władca kraju nad Nilem, wielki i coraz to potężniejszy wystawiał by dla siebie równie potężny grobowiec, jak nie potężniejszy. Ale na pewno nie mniejszy, i coraz mniejszy, aż w ostateczności zmienił by wielki grobowiec na kryptę w zwyczajnej naturalnej skale. Miejsca w Egipcie nie brak, wszędzie jak okiem sięgnąć tylko pustynia, więc, skąd taka degradacja ? Odpowiedź jest prosto banalna, kolejni władcy z nad Nilu, pozbawieni wsparcia technicznego, którym dysponowano za czasów budowy piramidy Cheopsa, nie potrafili wybudować równie okazałego obiektu, zresztą nie tylko oni, bo i współcześnie nie wiemy jak tego dokonać.

Piramida Cheopsa pozbawiona jest niemalże wszystkiego co towarzyszyło królewskim pochówkom, brak wewnątrz malowideł, kartuszy, hieroglifów, poza “sarkofagiem”, który według mojej oceny, nigdy nim nie był.

Owa kamienna kadź, być może miała zupełnie inne zastosowanie? Była zbiornikiem na ciecz, czegoś z rodzaj kwasu, roztworu, elektrolitu, której zawartość wykorzystywana była poprzez inne oprzyrządowanie dziś już tam nie istniejące i wchodziła w reakcję z gazem, który uwalniał się w szybach podczas aktywnej “pracy” tegoż czegoś.

Według mojej oceny, stojąc dostatecznie blisko piramidy, czuję się ją, jako nadal pracujący na spowolnionych mocach, potężny akumulator energii, nie mający nic wspólnego z przypisywanymi im funkcjami sakralnymi, czy magicznymi. Acz jestem pewna, że co wrażliwsi mogą doświadczyć w tym miejscu tzw. wizji, ze względów na zwiększoną emisję prądów ziemi i pola elektromagnetycznego wpływającego na ich układ nerwowy.

Urządzenie, czy święty grobowiec ?

Fala elektromagnetyczna

Wspominając na ekspozycję ogromnych monumentów przedstawiających różne bóstwa wykute w kamieniu, z głowami ptaków, kotów i innych zwierząt posiadających kartusze określonych władców z różnych dynastii panujących w Egipcie za czasów starego państwa, trzeba uwzględnić poprawkę na to, że wraz ze zmianą kolejnych władców, każdy z nich zacierał działalność poprzedniego, jak w przypadku Totmesa III i Hatszepsut.

Jest prawie możliwe, że owe posągi nie są dziełem artystów, czy rzemieślników ze Starego Państwa i nie przedstawiają władców z kartuszy, ale, że są znacznie starsze, tak jak i sam Sfinks, którego głowa jest mniej skorodowana niż jego ciało, a który być może wcale nie był lwem z głową człowieka, ale Anubisem, bogiem z głową psa, szakala, strażnikiem umarłych – przy czym “umarłych” może oznaczać taki stan w którym człowiek wyglądał by jak nieżywy, podczas kiedy byłby na przykład w stanie hibernacji.

Ten pan w czerwonej koszulce który wybiega z rogu zdjęcia, był tak nieostrożny, że oddał swoją córkę arabowi na wielbłąda, a sam pędził za nimi, chyba poniewczasie zreflektowany ;) Wszystko się dobrze skończyło, ale ...

Wiele tysiącleci przed Chrystusem, okoliczne ludy pustynne podejmowały się prób podbicia starożytnego Egiptu, kiedyś udało im się to połowicznie, obecnie ludy pustyni Arabowie, Beduini i inni, pilnie strzegą tajemnic, pogrzebanych, być może na zawsze pod piaskami pustyni głęboko we wnętrzu ziemi, lecz nie są potomkami starożytnej społeczności która wzniosła piramidy i rzeźbiła zagadkowe posągi. Tak jak zamieszkujące dżunglę meksykańską obecne plemiona Majańskie, nie są Majami, którzy wznosili piramidy.

Zakhyntos na plaży

/ZAKHYNTOS/ U Świętego Mikołaja

Kościółek pod wezwaniem świętego Mikołaja na wyspie Zakhyntos

Co prawda to nie było w grudniu i nie w Mikołajki, ale będąc na tej plaży w sierpniu czułam sprawę mikołajkowych prezentów, za zamkniętą. Pięknie było pobyć tam, na tej plaży, polenić się i wygrzać w greckim słońcu, to tak jakby w środku lata dostać prezent od Św. Mikołaja, nie jakieś tam “coś”, przedmiot, upominek, ale całe morze i plażę z kościołem. Nie można tego prezentu ze sobą zabrać, oczywiście, poza kilkoma zdjęciami na pamiątkę, ale można powspominać do samej starości, gdy smutno, gdy za oknem ziąb i mróz, w łóżku grypa, a w nosie katar.

Miałam przyjemność w tym roku pokąpać się w kilku innych pięknych morzach na świecie, ale woda w zatoce Św. Mikołaja urzekła mnie i stwierdzam, że jest wyjątkowa.

Zatoka oprócz walorów naturalnych, czyściusieńkiej wody, pięknej plaży, ma jeszcze jeden atut – sakralny. Zaraz nieopodal morza szmaragdowego, na skałach stoi kościółek pod wezwaniem patrona zatoki Św. Mikołaja.

Szczególnie więc polecam tę plażę ludziom głęboko wierzącym i praktykującym.

St. Nicholas, to, św. Mikołaj, w tym miejscu patrona wszystkich marynarzy.

To jedno z niewielu miejsc w którym można mieć przyjemność, zarówno skorzystania z bogactwa szmaragdowej i wręcz niebiańskiej aury oraz doznań religijnych. Widok kościółka wprost z plaży, czy z morza i dochodzące z niego modlitwy i śpiewy wiernych oraz głośno dzwoniące dzwony, są prawdziwie mistycznym przeżyciem.

Oczywiście mam tę świadomość, że w kościele prawosławnym adoracja i kult Św. Mikołaja są nieco inne niż obchodzenie naszego Mikołajowego święta z 6 grudnia. Tamten święty, nie jest postacią wymyśloną z bajki, nie ubierał się na czerwono jak krasnal, nie mieszkał na biegunie i nie latał z reniferami, ale był zwyczajnie, człowiekiem, jak i my, żył dobrze, umarł godnie, a za swoje bogobojne i cnotliwe życie został po śmierci uznanym za świętego.

Mikołaj był poważnym i dobrym biskupem, serdecznym człowiekiem, który nie jednego desperata uratował przed życiem w nędzy, albo staropanieństwem z braku posagu, czy morską katastrofą, bo jest Św. Mikołaj przede wszystkim w tej zatoce patronem marynarzy, nad którymi sprawuje pieczę i troszczy się o ich szczęśliwe powroty z morza do domu.

Piękna rozłożysta plaża, widok ze skarpy na której stoi kościół Św. Mikołaja

Tak czy inaczej, być na plaży św. Mikołaja to jak otrzymać prezent z nieba. Dlatego też sprawę tegorocznych Mikołajek, po wykąpaniu się w tym morzu i wygrzaniu na tej plaży uważałam za całkowicie zamkniętą.

Okres szkolny i Mikołajki, wspominam źle. Miałam w dzieciństwie jakiegoś dziwnego niefarta do wylosowanych na loterii prezentów. Rok w rok dostawało mi się coś tak nie ciekawego, jak książka o budowie kwiatostanu , albo układanka, ale taka dla chłopczyków, szaro-bury samochodzik z plastiku w wielkości 2 cm, który za nim go złożyłam do kupy rozpadł mi się w rękach.

I wszystkie Mikołajki, jak jedno wielkie “Nie kocham cię”, zawsze takie samo z prezentem z przeceny, aż zaczęłam podejrzewać, że albo Mikołaj mnie nie kocha tak jak innych dzieci, albo wcale go nie ma. Trudno nie być rozczarowaną gdy inni przytulają do siebie miękkie pluszaki a ty wciąż masz czytać, albo składać mikro-układankę.

Tak więc co roku spoglądałam podejrzliwie w niebo, wciąż z tym samym pytaniem; – Dlaczego ?

Jednak którejś zimy Mikołaj przypomniał sobie o mnie i szczodrze obdarował, za co mu jestem stokrotnie wdzięczna, bo przede wszystkim najbardziej na świecie kocham morza.

Bardzo stara oliwka, nieopodal zatoki Św. Mikołaja. Drzewa oliwkowe na wyspie Zakhyntos były wyjątkowo magiczne.

Wyspy Zielonego Przylądka

WYSPY ZIELONEGO PRZYLĄDKA /DUCH PUSTYNI / 2008/ Żeby doświadczyć pustyni wypadałoby się wybrać się do Egiptu, jak zrobił to Santiago z “Alchemika” Paula Coelho, ja jednak nie wybrałam sobie tej akurat pustyni egipskiej dla swego ducha, a raczej to mój duch jej sobie nie upodobał, chociaż tam byłam, na tej pustyni i fajkę wodną paliłam i na wielbłądku się przejechałam z dwa razy. Lecz pomimo to, że pustynia egipską była i magiczną, jak dla mnie nazbyt “jarmarczną” jej część zobaczyłam, żeby poczuć w niej ducha – ducha mej pustyni.

Urodzona Caboverdyjka, duch Afryki, życie we Francji, Madame Cesaria Evora.

Kocham jej głos i wykonania różnych starych klasycznych standardów, a i piosenki o Afryce, czy Brazylii mnie rozmarzają. Jest wprost idealnie brzmiąca, na długie zimowe i jesienne wieczory, gdzieś w romantycznej kafejce, może w Paryżu, a może w Poznaniu, albo, gdziekolwiek indziej, byle z nią i jej muzyką i z płomieniami świec w koło siebie, z dobrym winem na stole i nie banalnym towarzystwem u boku.

Cudowne i dzikie Salinas, wygasły krater wulkanu, po brzegi wypełniony kryształami soli. Fajnie było tak unosić się w słonej wodzi i robić sobie peeling solą z dna wulkanu.

A duch pustyni to taki stan w materii gdzie nic tylko cztery żywioły w okół ciebie tańczą, pod tobą nad tobą i przed tobą, żadnego człowieka jedynie kilometrami ciągnące się połacie piachu, nad głową rozgrzane słońce, najlepiej południowe i pod nogami sucha ziemia zapiaszczona gdzieniegdzie jakimś “zielem” urozmaicona, zawsze tym samym, zielem wytrwałym.

Czytaj dalej…

Na ringu – tajski boks

/TAJLANDIA/ Na ring wyszli wyjątkowo przystojni i dobrze zbudowani Tajowie.

Czego absolutnie nie można powiedzieć o pozostałej reszcie mężczyzn w tym kraju. W zasadzie starszy czy młodszy Tajlandczyk każdy z nich bez różnicy reprezentował sobą jeden i ten sam gatunek – męskiego “nieopierzonego”  nastolatka, małego przygarbionego chudzinki bez zarostu i zawsze w za luźnych spodniach. Oczywiście bywały wyjątki.

Gdy do stolika podchodził kelner zawsze zastawiało mnie,  czy to możliwe,  żeby wszyscy ci faceci  mieli po trzynaście lat ?

Jak dla mnie przeciętny Tajlandczyk to typ kompletnie nie atrakcyjnego mężczyzny w przeciwieństwie do jego tajskiej dziewczyny.

Czytaj dalej…

Bajeczna Tajlandia

I ZNÓW SŁOŃ ;) ?

I ZNÓW SŁOŃ !!! TAK JE KOCHAM ŻE MOGŁABYM TAK WSTAWIĆ JE BEZ KOŃCA.

A co na to dobrzy ludzie, co tak licznie przybyli na to widowisko  ?

Oj Bardzo rożnie

Co nie którzy byli wyraźnie poirytowani, w przeciwieństwie do bardzo opanowanych Tajów :)

Zobaczcie, o mały włos ..., A omal mu się nogi nie splątały.

Zobaczcie, o mały włos ..., A omal mu się nogi nie splątały.

Zobaczcie ba miny tych panów …

Ta pani aż się popłakała, że słoń się przedźwiga :(

Pan treser ze szczególną uwagą patrzy czy słoń nie pomylił pupy z bananem.

W Tajlandii panuje taki zwyczaj i że kawaler do panny przybywa na czerwono ubranym słoniu :)

A potem jest  ślub

Ten zdecydowanie woli banany od bycia gwiazdorem

W tym przypadku słonie i ich wyczyny są Bez Szans !

Wszędzie w okół kręciły się jadowite czerwone pajączki ( mrówki?)

Ta pani przestrzegała nas przed czerwonym robactwem, a i tak mnie coś bardzo mocno ugryzło i to bardzo czerwonego.

A papugi objadając się kukurydzą oniemiały na widok malującego słonia

Ależ to była frajda napatrzeć się do woli, naprzyglądać ludziom i zwierzakom.


Przez moment nawet przyszło mi do głowy że ludzie na widowni i ich reakcje są o wiele ciekawsze niż zmagające się z siłą grawitacji słonie chodzące na dwóch tylnych nogach.

Baśniowa Tajlandia, taka była piękna egzotyczna czasem niepokojąca i cudowna.

Świat jak z bajki, przynajmniej dla turysty, świat zdumiewający i tak odmienny od dobrze nam znanego w Europie, że człowiek ma wrażenie iż przeniósł się na inną planetę. Tamtejszy świat jest tak urozmaicony i niezwykły a jednocześnie tak ludzki jak mało gdzie.

Cudowne jedzenie, nigdzie nie jadłam tak pysznego rosołu z kalmarów ! I pewnie już nie zjem …

Co najbardziej podobało mi się w Azji ? W zasadzie nie miałam czasu żeby się zastanowić, po pierwszej wizycie w tym miejscu w zasadzie wszystko, oprócz zmuszania słoni żeby chodziły na dwóch nogach, wszechobecnego ulicznego smrodku, bardzo dziwacznych potraw, prostytucji i ludzi trzymający na uwięzi “jakieś” zwierzątka  albo ptaszki w drewnianych klateczkach maleńkich , że ledwie się ten ptaszek nie udusił  w oczekiwaniu na dolara za którego można było nie tylko zwrócić owemu zwierzątku wolność co jeszcze zyskać dobrą karmę, no  i jeszcze ta straszna duchota i prawie non stop zachmurzone niebo.

Podobną zmorą co duszność, był tam wszechobecny bardzo pozorny bałagan. Żeby w Pattaya w sobotni wieczór przejść na drugą stronę ulicy, odstawałam przy krawężniku około 15 minut, albo i więcej.

Kogo to obchodziło że chciałam przejść? Absolutnie nikogo. Stałam tak zniecierpliwiona, ja po jednej stronie ulicy a mąż po drugiej próbując mnie skłonić do wejścia na ulicę.  Próbowałam wpakować się na silę jak w Warszawie, ale to była porażka i tylko moje ryzyko – nikt absolutnie nigdy się nie zatrzymał widząc moją determinację, a co najwyżej przejechał po nogach. Natomiast co ciekawe przez cały ten czas nie dostrzegłam też pogotowia ratunkowego policji i wypadku. Niesamowite.

No właśnie ten pierdolnik i syf uliczny był pozorny, bardzo pozorny ( zupełnie na odwrót jak u nas) bo gdy się troszkę tam zadomowiłam z przerażeniem spostrzegłam,  że to ja jestem nerwowa, rozbałaganiona i cały czas pobudzona do działania – spięta jak agrafka, nieprzytomna, a Tajlandczycy pod tym pozornym zamieszaniem ukrywają wręcz niesamowity jakiś wewnętrzny spokój i kompletny brak nerwowości oraz mimiki twarzy. Przez cały swój pobyt przebywając w bardzo różnych miejscach nie spotkałam nikogo kto by się irytował, gdzieś spieszył albo z kimś kłócił, co jest nie do pomyślenia nawet w moim bardzo spokojnym mieście.

Nigdy nie zgadłabym jak szybko po drodze napotkam grupkę buddyjskich mnichów.

Ledwie wysiadłam z samolotu w drodze do hotelu na małym przystaneczku na siusiu, poszłam nie gdzie indziej jak do męskiej toalety.

Co prawda mnisia grupa próbowała na migi i BARDZO SPOKOJNIE  odwieść mnie od zamiaru wchodzenia dalej, żeby ostatecznie kompletnie mnie zignorować.

Tak więc grupę pomarańczowych mnichów spotkałam zaraz po przylocie w drodze do w męskiej toalety i  pomyśleć, że zawsze gdy rozważałam możliwość takiego spotkania, przez myśl by mi nie przeszło, że będzie to spotkanie w męskiej toalecie.

W marzeniach i duchowych oczekiwaniach,  była to pachnąca kadzidłami świątynia  gdzieś na szczytach niedostępnych gór i  jaskiń,  albo ocieniona drzewami magiczna dolina – a tu masz babo publiczny wychodek. Powyżej na zdjęciu to oczywiście nie są mnisi z mojej “przygody” ( nie śmiałabym takim młodym mnichom robić zdjęć przed toaletą … nie, nie),  a przed wejściem do jednej ze świątyń w Bangkoku ;)

Powiem tylko, że byłam tak nieprzytomna i  ani trochę nie czułam się rozczarowana, a ta toaleta tylko nazywała się TOALETĄ i zdecydowanie nie pachniała kadzidłami ;) ,  A już do niej  trafić  było dla mnie wyższą szkołą jazdy, zdecydowanie nie po kilkunastu godzinach w samolocie i z -25 w Polsce  na + 35 tam.

Czułam się jakbym mnie wysadzili na Marsie.

Przyznam szczerze. Ten ich spokój i brak emocjonalnych reakcji trochę mnie irytował,  a zwłaszcza w ostatni dzień w który jakieś złe licho kazało mi położyć prawą rękę akurat tam gdzie siedział sobie jakiś dziwny czerwony i co normalne egzotyczny niezidentyfikowany pajączek, około centymetrowej średnicy. Tak mi się przypiął do ręki na poziomie kciuka i tak mocno mnie  ugryzł, iż myślałam, że z bólu oszaleję ( na szczęście co odkryłam dopiero w domu nie był jadowity i nie śmiertelny).

Wpadłam w prawdziwy obłęd i panikę,  ratowałam się o wiele lepiej niżbym kiedykolwiek przypuszczała, że potrafię. Na początek omal nie odgryzłam sobie kawałka ciała wysysając to co wpuścił mi do środka obrzydliwy czerwony robal, potem zawiązałam ugryzioną dłoń,  na poziomie przegubu, następnie włożyłam rękę do lodówki hotelowego zamrażalnika , a potem pobiegłam na miasto szukać pomocy.

To nic, że było aż 40-45 stopni w słońcu i że po drodze śmierdziały grzały przydrożne grille.- i kopciły samochody.  Nikt w żadnej aptece  ani zielarni w ogóle się mną nie przejął , a spotykałam się wyłącznie z wyrozumiałym spokojem i jakąś tam oferowaną maścią na ugryzienia oraz  tabletkami hydroxizinum na uspokojenie i wręcz nienaturalnym kamiennym spokojem buddy na twarzy ( bez uśmiechu, co mnie niepokoiło).

Pomyślałam, że to chyba nie są ludzie,  tacy jak ja czy Ty. Nic dziwnego, że uważa się Chińczyków za potomków kosmitów i najstarszą rasę ludzi na świecie ( nie wiem tego na pewno) , a Tajowie zdecydowanie przywędrowali z południowych Chin i pochodzą właśnie od Chińczyków.

Ich oczy przemawiały w zrozumiałym dla mnie,  duchowym dialekcie i brzmiały jak szyderstwo losu;

- No cóż moja droga, jeśli taka twoja karma, to umrzesz, ale nie przejmuj się, przecież umrze tylko twoje ciało nie Ty !

Nie będę ukrywać, Tajlandia zrobiła na mnie ogromne i niepowtarzalne wrażenie,  będę tęsknić za tymi klimatami, zupą z kalmarów, tym całym ich bałaganem i miastem ożywającym nocą, domkami duchów i pomnikami Brahmy i Buddy i już do końca swoich dni będę o niej marzyć,  chyba, że uda mi się jeszcze raz złamać wszystkie swoje  strachy i samolotowe lęki i  odłożyć trochę kasy, nie na czarną godzinę jak się zwykło robić i najrozsądniej, tylko oszaleję raz jeszcze i  polecę bez wahania, aż na koniec świata. Ale kto wie co zrobię ? Świat jest zdecydowanie za duży żeby go obrobić na szybko w jedno życie.  Czy nie pora mi teraz wybrać się do Indii, do których tak mocno i przekonywująco zachęcają mnie słowa  Tiziano Terzaniego z książki  o pięknym tytule;  “Nic nie zdarza się przypadkiem” ( kocham tego faceta i jego dzielnego i mądrego ducha) i dodam, że tak trochę dzięki niemu odważyłam się polecieć aż do Azji, zdecydowanie pod wpływem jego duchowej sugestii.

Tajlandki i turyści

 

 

 

W Tajskich kobietach zamieszkuje wyjątkowa dusza

Tajlandki są przepięknymi kobietami, a oprócz urody mają w sobie coś tak urzekającego od wewnątrz, że nie można im się oprzeć. Jeśli jakiemuś mężczyźnie z zachodu uda się posiąść ciało tajskiej dziewczyny, to wyłącznie ciało, nigdy nie zdobędzie jej całej, choćby i “kupił” ją sobie na własność. Mentalność Tajów, ich moralność polega na nie przywiązywaniu większej wagi do spraw cielesności, ich moralność ma niewiele wspólnego z naszą europejską, a już na pewno nie katolicką. Miłość według Tajów, to nie ciało, ono, nie jest miłością, jedynie narzędziem potrzebnym do życia, miłość może chwilowo być w ciele, jak dusza w nim jest, ale nie jest z nim tożsama. Jeśli twoje wnętrze i dusza nie kocha innego, nigdy nie dopuszczasz się zdrady.

Ciało, to seks, prokreacja i karmienie zmysłów, pojazd przez życie. Dusza jest wieczna i miłość również , obie są ponad cielesnością, nie do zdobycia. Dlatego można posiąść tajską dziewczynę i nasycić nią zmysły i pożądania, nigdy zaś nie można posiąść jej w całości. Tajskie kobiety mają klasę o jakiej jedynie mogą pomarzyć kobiety z innych części świata.

Rzadkością jest usłyszeć żeby ktoś mówił o tajskich kobietach, jako o dziwkach, nikt ich tak nie nazywa, poza swojskim “Tajka” , a dlaczego ? Bo tajskie dziewczęta nie są dziwkami, pomimo, że handlują bez skrępowania swymi wdziękami, ku uciesze mężczyzn z zachodu, tracących dla nich nie tylko głowy, ale i często dorobek życia. A jeśli nie dorobek życia, to przynajmniej sporo kasy z karty kredytowej, gdy na przykład okaże się, że dziewczyna tylko wyglądała na pełnoletnia, a zdarza się to dosyć często, gdyż prawie wszystkie Tajki z wyglądu sa dziewczynkami ;)

 

 

Czy te naczynia nie mają z nami ludźmi, coś wspólnego ? Gliniane twarze na których malują się zupełnie ludzkie nastroje.

Tajlandia to kraj po brzegi wypełniony symboliką, nie sposób jej przegapić i przejść obojętnie, z niczym nie skojarzyć …

Gliniane głowy w ogrodzie

Alcazar show Pattaya. Tajlandia


FILM/ ALCAZAR SHOW/  Wyglądali jak duet dwóch oddzielnych osób, kobiety -dziewczyny w sukience i mężczyzny – chłopca we fraku. Kiedy Ona jemu śpiewała, on ukrywał się w cieniu za kurtyną, a kiedy jej kobieca połowa wkraczała na scenę, on rozpływał się gdzieś w mroku, żeby po jakimś czasie rozwiać złudzenia widowni, co do ich wzajemnej oddzielności, ale nie odrębności . Jedno ciało, jedna osoba i dwie przeciwstawne natury.

Taniec człowieka z samym sobą i swoją podwójną naturą. Kobieta i mężczyzna jedno stanowili ciało, przynajmniej w wydaniu grupy tanecznej Alcazar.

Show transwestytów budziło w widzach na widowni lekkie zażenowanie, chociaż nie było ku temu powodów poza wyobraźnią oczywiście i ewentualnie końcowym toples tancerzy wymalowanych na srebrno i złoto do muzyki z filmu J. Bond ; Jutro nie nadejdzie nigdy”. W tej scenie panowie ( panie?) pokazały odkryte jędrne biusty ( niektóre silikonowe).

Skupienie widzów było maksymalne, aparaty fotograficzne i kamery wystawały za każdej głowy. A na scenie show roztańczonych pięknych artystów w kolorowych błyszczących strojach z mocnym makijażem. – Popatrz widzu tak wygląda transwestyta jak idealna piękna kobieta, a ty pewnie przez cały czas zastanawiasz się gdzie ono w tych skąpych majtkach ukryło “ptaka”?

Po skończonym spektaklu oklaski były jakieś cieniuchne i nijakie, choć artyści zaprezentowali maksymalnie dobry poziom i zasługiwali nie tylko na oklaski, ale i na burzę braw ! Tajemnica tkwiła chyba w narodowości zasiadających na widowni. Większość tancerzy w Show Alcazar jest pochodzenia Rosyjskiego z tego też powodu ( jak mniemam) doceniono licznie przybyłą na przedstawienie grupę rodaków z Rosji i ostatni popisowy numer wykonano w języku i w strojach ludowych matki Rosji. Pierwsza reakcja? Totalne zaskoczenie. Przyjechać do Tajlandii i oglądać na scenie kreml i kolorową rażącą po oczach szopkę z Moskwą, to dopiero przeżycie. Druga reakcja, Rosjanie w pierwszej chwili zareagowali na to wyróżnienie z entuzjazmem, żeby po chwili zgasnąć jak świeczki na wietrze, chyba jednak po drodze coś do nich dotarło i z wrażenia nie wiedzieli czy się czuć zaszczyconymi czy obrażonymi. Pewnie dlatego końcowe oklaski były tak mizerne, jakby z połowa sali wyszła przed końcem przedstawienia (nie wyszła), aż mi się żal zrobiło pięknych “panien” .

Po skończonym spektaklu “tancerki” oczekiwały na co odważniejszych i ciekawskich turystów, wyciągając w ich stronę ponętnie ręce i z całej siły kusząc jędrną odkrytą piersią; – Choć, wezmę cię w ramiona, a sam-a sprawdzisz jaki jestem piękny z bliska.

Ale nie było zbyt wielu chętnych. Nasi wschodni sąsiedzi tak jak licznie przybyli, tak i szybko się zmyli, a to oni stanowili większą cześć widowni. Reszta przeważnie Niemcy, Francuzi i Amerykanie chętnie dali się uwieść tej chwili dla zdjęcia, omalże się przy tym nie nie kurcząc w objęciach wielgaśnych i bardzo czułych kobiecych panów. I ja dałam się ponieść upalnej nocy i wolnemu tajskiemu duchowi i przytulic do prawie obnażonych “kobiecych” wdzięków i też się trochę “skurczyłam”, ale zrobiłam i mężowi też pozwoliłam i po tym eksperymencie z całą stanowczością stwierdzam, że zdecydowanie to nie były kobiety.

A tu znajdziecie opinie innych : Długie włosy, wcięte talie, smukłe nogi i jędrne piersi. Kształtów tancerek kabaretu “Alcazar Show” nie powstydziłyby się najlepsze paryskie sceny. Jest jednak pewien drobny szczegół, który sprawia, że te aktorki są wyjątkowe. Szczegół anatomiczny (a właściwie już tylko jego pozostałość…). Bo te piękne tancerki jeszcze niedawno były mężczyznami.

Piękne tancerki po spektaklu wychodzą przed budynek teatru żeby pozować do zdjęć z wciąż oszołomionymi turystami. Zdradzają je jedynie zbyt duże, nieproporcjonalne stopy i… głos. Mimo kuracji hormonalnych wciąż niski i zbyt męski, by pasował do porcelanowych twarzyczek. Kiedy więc aktorki pozdrawiają nas swoim tubalnym głosem (w spektaklu śpiewają z play backu) czar pryska ;-) ( fragment ze strony FlashFashion.pl)




Show Alcazar

Show Alcazar

This movie requires Adobe Flash for playback.

The End

Jukatan Meksyk

Piramida w Chichenicy Jukatan

Piramida w Chichen Itza najsłynniejsza piramida Majów. Obecnie zaliczona do ósmego Cudu Świata

Sala tysiąca kolumn na Jukatanie w kompleksie Chichen Itza

Sala tysiąca kolumn na Jukatanie w kompleksie Chichen Itza

Wybrzeże Morza Karaibskiego w Tulum

Wybrzeże Morza Karaibskiego w Tulum

Jukatan, Tulum, zatoka karaibska

Jukatan, Tulum, zatoka karaibska

Jedna z Iguan licznie zamieszkujcych ruiny w Tulum na Jukatanie

Jedna z Iguan licznie zamieszkujących ruiny w Tulum na Jukatanie

Miasta Starożytnych, Tulum nad morzem Karaibskim

Miasta Starożytnych, Tulum nad morzem Karaibskim

Morze Karaibskie

Morze Karaibskie

 
Widok Morze Karaibskie w Tulum

Widok Morze Karaibskie w Tulum

Zstępujący wąż. Fragment obserwatorium astro w Chichen Itza

Zstępujący wąż. Fragment obserwatorium astro w Chichen Itza

Stanowisko Archeologiczne w Chichen Itza

Stanowisko Archeologiczne w Chichen Itza

Stanowisko archeo. w Tulum na Jukatanie. Miasto centrum władzy starożytnych Majów

Stanowisko archeo. w Tulum na Jukatanie. Miasto centrum władzy starożytnych Majów

Przyroda w punktach archeologicznych, na zdjęciu Tulum

Przyroda w punktach archeologicznych, na zdjęciu Tulum

Uprawa Agawy na bardzo dobrą meksykańską Tequilę

Uprawa Agawy na bardzo dobrą meksykańską Tequilę

Rękodziło wspólczesnych mieszańców Jukatanu

Rękodzieło współczesnych mieszańców Jukatanu

 
 
MEKSYK / PIRAMIDY / FILM 
 
 
 
 

Koty, wakacyjne wspomnienie z Teneryfy

/ KRÓL LEW/ i inne koty / TENERYFA

...

...

...

biała lwica

Biały tygrys

I inne koty trzymane w niewoli, poza kotem domowym. Może czasem warto nie urodzić się na króla wtedy, być może nie do końca, ale zawsze w jakimś stopniu, pozostanie się bardziej wolnym — od głów ugrzywionych i koronowanych.