Archiwum kategorii ‘Kambodża’
Ryzyko, czy przygoda
Wakacyjne wątpliwości ….
Słuchając dziś rano muzyki, przeglądając teledyski w internecie i filmiki z wakacji przed kolejnymi zbliżającymi się wakacjami, tak zupełnie przypadkowo natrafiłam na nagranie z Hurghady ze Stycznia 2011.
Pamiętam, że kiedy byłam jeszcze taką zupełnie małą dziewczynką bardzo, ale to bardzo pragnęłam doświadczyć jak to jest przekroczyć granicę. Ale żadna z przekraczanych dotychczas jakoś mnie nie satysfakcjonowała. Kiedy byłam mała, bywało, że stojąc tuż przy przejściu granicznym z biało-czerwonym szlabanem z Czechosłowacją, mocno wyciągałam jedną nogę do przodu na tyle ile się dało. To było piękne móc tak choćby jedną nóżka stanąć po tej drugiej stronie granicy na obcej ziemi. Potem to pragnienie jakoś przez dłuższy czas pozostawało w uśpieniu. W dniu w którym przekraczałam na lotnisku we Wrocławiu granicę w drodze do Egiptu, powiedziałam do męża; – No teraz to rozumiem, to jest granica. Marzenie spełnione na setkę do oporu.
(Hurghada styczeń 2011)
Klika godzin przez wylotem do Egiptu zasięgnęłam rady znanego polskiego astrologa. W zasadzie powiedział mi to co już sama o sobie wiedziałam.
- Jest możliwość, że znajdziesz się w sytuacjach związanych z przemocą, albo terroryzmem. Powinnaś jak ognia unikać demonstrujących tłumów, wszelkich podejrzanych zgromadzeń, powinnam się strzec potencjalnie konfliktowych miejsc na ziemi. itp.
Cóż, z aktami terroryzmu to nie jest taka prosta sprawa, żeby je przewidzieć, bo zazwyczaj są totalnym zaskoczeniem dla każdego człowieka. Tym razem jednak stwierdził że gwiazdy na niebie sprzyjają mi i nie powinno być źle. Też to widziałam na “swoim niebie”. Ale warto było wspomóc się okiem niezależnym. A niebo na pustyni Saharze jest nieziemsko piękne. Chyba w żadnym miejscu na ziemi nie jest tak wyraziste nocą.
Gwiazdy i planety, jak świąteczne lampiony zawieszone nad głową, układające się w magiczne konstelacje, widoczne już w samolocie przy podchodzeniu do lądowania. Przez chwilę mogłam się poczuć w tym samolocie, jak gwiezdny wędrowiec zmierzający w kierunku nieznanej planety wprost z gwiezdnego szlaku z odległej galaktyki i innego świata. Nocą na pustyni a miałam tę przyjemność oglądać to niebo, podziwiałam jak Syriusz świecił jasno tuż nad moją głową wraz dobrze widocznym tej nocy Jowiszem, wspólnie byli dobrym omenem dla mnie.
Czyżby wrodzona skłonność do ryzyka, ciekawość nieznanego … ciągnie mnie jednak w miejsca potencjalnie niespokojne. A jakże, chyba tak.
Coś w tym jest, że będąc w Kambodży tak zajęłam się oględzinami miejscowej ludności, spacerami po buddyjskich cmentarzach, robieniem zdjęć, że na poważnie się zgubiłam i ponad godzinę piechtą w 50-stopniowym upale w chuście na głowie w pełnym słońcu, maszerowałam dziką drogą mijając prymitywne wozy zaprzężone w wodne woły i ludzi z wioski, którzy zapewne mieli niezły ubaw widząc jak zasuwam szybko w taki upał. Nie powiem dobrzy to byli ludzie zapewne, bo zapraszali, gościnnie do swoich chatynek na wysokich palach, a ja grzecznie dziękowałam, modliłam się w duchu i pytałam intuicji;
- w którą stronę mam iść.
Kiedy wreszcie udało mi się dotrzeć tam, gdzie powinnam być już od godziny, inni spokojnie popijali wodę i z przejęciem wymieniali wrażenia, a ja rzuciłam się wściekłe; – Dlaczego miałeś wyłączony telefon ?! - A żebyś wreszcie miała nauczkę i przestała tak szwendać. – Nie rozumiesz, że wszędzie się na ciebie czeka. – A co jakby cię ktoś tu porwał albo zabił w tej wiosce, przecież nie jesteś na Mazurach, ale w Kambodży. Skwitował.
Sama nie wiem czy ta nauczka na coś się zdała , bo czy to nie jest oczywistą sprawą, że, żeby zrobić fajne zdjęcie, albo zobaczyć coś ciekawe, to trzeba się trochę poszwendać bocznymi drogami /wspak/w poprzek/ ale nigdy nie na wprost. Tak, tak. Inaczej się nie da.






