Przeskocz do treści

Archiwum kategorii ‘Azja’

Ryzyko, czy przygoda

Wakacyjne wątpliwości ….

Słuchając dziś rano muzyki, przeglądając teledyski w internecie  i filmiki z wakacji przed kolejnymi zbliżającymi się wakacjami, tak zupełnie przypadkowo natrafiłam na nagranie z Hurghady ze Stycznia 2011.

Pamiętam, że kiedy byłam jeszcze taką zupełnie małą dziewczynką bardzo, ale to bardzo pragnęłam doświadczyć jak to jest przekroczyć granicę.  Ale żadna z przekraczanych dotychczas jakoś mnie nie satysfakcjonowała. Kiedy byłam mała, bywało,  że stojąc tuż przy przejściu granicznym z biało-czerwonym szlabanem z Czechosłowacją, mocno wyciągałam jedną nogę do przodu na tyle ile się dało.  To było piękne móc  tak choćby jedną nóżka stanąć po tej drugiej stronie granicy na obcej ziemi. Potem to pragnienie jakoś przez dłuższy czas pozostawało w uśpieniu. W dniu w którym przekraczałam na lotnisku we Wrocławiu granicę w drodze do Egiptu, powiedziałam do męża; – No teraz to rozumiem, to jest granica. Marzenie spełnione na setkę do oporu.

(Hurghada styczeń 2011)

Klika godzin przez wylotem do Egiptu zasięgnęłam rady znanego polskiego astrologa. W zasadzie powiedział mi to co już sama o sobie wiedziałam.

- Jest możliwość,  że znajdziesz się w sytuacjach związanych z przemocą, albo terroryzmem. Powinnaś jak ognia unikać demonstrujących tłumów, wszelkich podejrzanych zgromadzeń, powinnam się strzec potencjalnie konfliktowych miejsc na ziemi. itp.

Cóż, z aktami terroryzmu to nie jest taka prosta sprawa, żeby je przewidzieć, bo zazwyczaj są totalnym zaskoczeniem dla każdego człowieka.  Tym razem jednak stwierdził że gwiazdy na niebie sprzyjają mi i nie powinno być źle. Też to widziałam na “swoim niebie”. Ale warto było wspomóc się okiem niezależnym. A niebo na pustyni Saharze jest nieziemsko piękne. Chyba w żadnym miejscu na ziemi nie jest tak wyraziste nocą.

Gwiazdy i planety,  jak świąteczne lampiony zawieszone nad głową, układające się w magiczne konstelacje, widoczne już w samolocie przy podchodzeniu do lądowania. Przez chwilę mogłam się poczuć w tym samolocie, jak gwiezdny wędrowiec zmierzający w kierunku nieznanej planety wprost z gwiezdnego szlaku z odległej galaktyki i innego świata.  Nocą na pustyni a miałam tę przyjemność oglądać to niebo, podziwiałam jak Syriusz świecił jasno tuż nad moją głową wraz dobrze widocznym tej nocy Jowiszem, wspólnie byli dobrym omenem dla mnie.

Czyżby wrodzona skłonność do ryzyka, ciekawość nieznanego …  ciągnie mnie jednak w miejsca potencjalnie niespokojne. A jakże, chyba tak.

Coś w tym jest, że będąc w Kambodży tak zajęłam się oględzinami miejscowej ludności, spacerami po buddyjskich cmentarzach, robieniem zdjęć, że na poważnie się zgubiłam i ponad godzinę piechtą w 50-stopniowym upale w chuście na głowie w pełnym słońcu, maszerowałam dziką drogą mijając  prymitywne wozy zaprzężone w wodne woły i ludzi z wioski,  którzy zapewne mieli niezły ubaw widząc jak zasuwam szybko w taki upał. Nie powiem dobrzy to byli ludzie zapewne, bo zapraszali, gościnnie do swoich chatynek na wysokich palach, a ja grzecznie dziękowałam, modliłam się w duchu i pytałam intuicji;

- w którą stronę mam iść.

Kiedy wreszcie udało mi się dotrzeć tam, gdzie powinnam być już od godziny, inni spokojnie popijali wodę i z przejęciem wymieniali wrażenia, a ja rzuciłam się wściekłe; – Dlaczego miałeś wyłączony telefon ?!  - A żebyś wreszcie miała nauczkę i przestała tak szwendać. – Nie rozumiesz, że wszędzie się na ciebie czeka. – A co jakby cię ktoś tu porwał albo zabił w tej wiosce, przecież nie jesteś na Mazurach, ale w Kambodży.  Skwitował.

Sama nie wiem czy ta nauczka na coś się zdała , bo czy to nie jest oczywistą sprawą, że, żeby zrobić fajne zdjęcie, albo zobaczyć coś ciekawe, to trzeba się trochę poszwendać bocznymi drogami /wspak/w poprzek/ ale nigdy nie na wprost. Tak, tak. Inaczej się nie da.

( wioska w Kambodży) Obrazek, złowiony na szybko, w drodze powrotnej

Ptaki i inne zwierzaki

Ptaki i inne zwierzaki


Onieśmielony ...

Zdobywca trąby

Poczekaj ...., poczekaj ...

Mam trzy latka

Głodny . Aaaaaaaaaa

Mam 3 latka


Jestem speszony tym zainteresowaniem

dobrze nam razem

ale, obiadeczek :)

nie przeszkadzać ...



Czy te oczy mogą kłamać ?

Pragnę tylko tego mleka


Chcesz może pogadać ?

Grunt to cierpliwość

Czy jest nas dwóch czy jestem sam ?

Być czujnym

Mam muchę na nosie !!!

Dalekowzroczny

Mam muchę na nosie !

A czmu mi się tak przygląda, a ?

Tiziano Terzani – Listy przeciwko wojnie

Wielkie dzięki dla wydawcy – książka już w drodze. Bardzo się cieszę z jej polskiego wydania.

Listy przeciwko wojnie
Nadzieja i apel do polskiego wydawcy !
O ich szybkie polskie wydanie.

(…)Jeszcze bardziej niż na zewnątrz, przyczyn wojny należy szukać w nas. I w namiętnościach takich jak pragnienie, strach, niepewność, chciwość, pycha, próżność … Powoli trzeba się go pozbyć. Musimy zmienić podejście. zaczynając podejmować decyzje, które wpływają na nas i innych dotyczących bardziej moralności, a mniej odsetek. Róbmy więcej, co jest dobre, a nie to, co pasuje dla nas.,wychowywać dzieci, aby być uczciwym, inteligentne. Nadszedł czas, aby zobowiązać się do wiary w swoje wartości . Cywilizacja jest wzmocniona przez swoją moralną determinację, znacznie bardziej, niż od produkcji wciąż nowych broni. (…)


Jest to pozycja o tyle ważna, bo napisana w sposób przejrzysty i po ludzku, o tym czemu i komu służą wojny i jak się bez tych wojen obyć. Czy to możliwe, żeby świat odmienić ?

Terzani bez skrupułów obnaża wątki różnych spisków politycznych i figury na polu szachowym, biorące w nich udział.
Wyłuszcza z sieci, po kolei, króla szachowego i gońca. Jest świadom, złożoności, i tego, że w taki na przykład terroryzm, gra bardzo wielu “porządnych” i szanowanych ludzi. Grają nawet ci którym się zdaje, że w niczym nie biorą udziału, zwyczajni zjadacze chleba., ale korzystający z dobrodziejstw cywilizacji. Niteczka, od niteczki, supełek do supełka i ktoś na tych wojnach i aktach terroryzmu zyskuje “punkty” ktoś traci, a jeszcze ktoś inny po prostu zarabia pieniądze.
Wszyscy wiedzą , kto, po co i jak ? Pewnie że tak, oczywiście, że wszyscy wiemy , przynajmniej ci żywi z nas, a nie “umarli” zamknięci w sieci i sygnale z anteny tv. Wiemy, ale nie znamy szczegółów, które ten pan, poznał, od podszewki. Listy adresowane między innymi do polityków i o politykach bezdusznych machinach, a więc raczej przeciwko nim, ale czy to ich obchodzi ?! Wątpliwe. Raczej nas to powinno obchodzić. I od tego należy zacząć, od siebie, od swojego nastawienia i oglądania świata. Pora wyregulować kontrast i zlikwidować zakłócenia z nadajników pirackich stacji.
Znał ich dobrze, pokrętnych zakompleksionych diablików, sługusów i wielkie szychy. Lata dziennikarskiej pracy, ocieranie się o śmierć i wojnę, na pograniczu ryzyka śmierci, walących się murów i rewolucji wyświetliły mu prawdę o kilku sprawach, nieznanych takim ludziom jak my czy oni, nam fotelowcom – kanapowcom, ewentualnie kilku turystom, piechurom i może kilku rowerzystom. I dlatego Terzani swoje listy kieruje głównie do przeciętnego człowieka, takiego właśnie kanapowca, zasłuchanego w orędzia swoich prezydentów. Nie ma nic gorszego od “nawróconego” dziennikarza, na dodatek dobrego dziennikarza, takiego, któremu ludzie uwierzą ostatecznie bardziej, niż im, politykom, a przynajmniej mogą to zrobić? Na razie jednak, te jego listy są jak głos wołającego na pustyni. W Polsce od 2001 roku, do dziś, nie zainteresowały, żadnego wydawcy. Pytam dlaczego ? Przecież Polska to wręcz poligon doświadczalny dla wielu wojen, czy nie powinna jako pierwsza, a nie jako ostatnia wydać te listy drukiem, a do dziś nie wiadomo kiedy to zrobi i czy w ogóle to zrobi ? Może jak nasi żołnierze wróca z wojny na bliskim wschodzie? Wiem, wiem, polityka i wyższa konieczność.
A tak na marginesie, kilka słów o wyglądzie ojca i jego syna. Ani z nich mistycy, ani politycy, mam na myśli Tirzaniego i jego syna, nigdzie nie zapisani, do niczego nie należący. Ludzie z nieba, ojciec z siwą bujną brodą, syn z włosami twarzą artystycznej wizji Jezusa i żona Angela, cierpliwa i dobra jak jej imię ;)
Prawda, jaka nieznośna jest niemożliwość, podciągnięcia kogoś pod coś, zakwalifikowania, doczepienia mu zwyczajowej metki itd.

Z wyglądu można Tirzaniego podciągnąć pod hinduskiego guru, a jego syna Folco, pod Jezusa, czyż nie ?
Ale w żadnym wypadku nie są którymś z nich. Nic mi nie wiadomo ażeby się za nich podawali, przynajmniej jak do tej pory.


Ciekawi mnie w tej kwestii co innego. Co zmienią lata ? Czy Terzani pozostanie tylko oświeconym dziennikarzem, a jego syn Folco niezłomnym jak ojciec, jego następcą, czy jak zwykle powstanie jakaś nowa “sekta” ?
Ale powracając do dnia dzisiejszego i do tematu ” Listów przeciwko wojnie”, chyba łatwiej było je napisać aniżeli dostarczyć pod wskazany adres.
Przez dobrych kilka lat od napisania przez Tirzaniego owych listów, absolutnie nikt nie chciał ich wydać, żadne wydawnictwo na tym świecie. Czy trzeba zgadywać dlaczego?

Listy od człowieka, do człowieka, nie do polityka i nie do armii. Człowieku; Nie morduj, nie kombinuj, nie kontroluj nikogo poza sobą, nie zadawaj innym bólu, nie trzymaj z mordercami, bo życie jest za krótkie, żebyś zasmakował w tym co z taką trwogą i “po trupach” zdobędziesz !
Listy, wysłane z adresem, do świata wydawców, którzy stwierdzili, że na tym świecie nie ma już normalnych ludzi, więc nie mogą ich doręczyć, bo ma odbiorcy; “adresat nieznany”, zginął, przepadł bez wieści, albo się gdzieś wyprowadził ? Na Marsa.

Ale Terzani był upartym człowiekiem( Saturn na Ascendencie na dodatek w Baranie) i znał świat bezdusznej polityki od podszewki ( Koziorożec na MC) a i nie miał nic do stracenia, umierał na raka ( i koniec życia tzw, kres i ladowanie i IC dół nieba, miał właśnie w znaku Raka)
Przecież toczył się w jego w życiu ostatni reportersko dziennikarski rozdział.
Zbiór listów, zamkniętych w okładce książki nie przewiązanych czerwoną kokardką i odłożonych na półkę, żeby się kurzyły, a zaadresowane do uwikłanego w bezsensowne rozgrywki polityczne zwykłego “Kowalskiego”, ciało armatnie, dla jakiegoś rządu, cudzej wiary albo polityki, podtrzymującej w nim, widmo strasznych rzeczy i możliwych gwałtów.
Któż wytrzyma takie napięcie, zniesie ciągły strach, ( nie wiadomo o co) ciągłą szarpaninę z psychicznym terrorem ? Radio, telewizja, internet, kręcą się jak wiatrak w jego i tak już mocno skołowanej głowie.
“Kowalski” otwiera któreś z nich i co widzi, o czym czyta, poza oglądaniem szybko przemykających reklam, samo włączających się filmików i kolorowych obrazków z życia zupełnie obcych i obojętnych mu ludzi, ale gwiazd ?
O wojnach, katastrofach, spadających samolotach, gwałconych dzieciach, końcu świata, lecącej komecie, globalnym ochłodzeniu i ociepleniu, świńskiej i kurzej grypie ( śmiertelnej) wzrastających cenach paliw, skokach walut i jeszcze wielu, wielu innych ciekawych rzeczach. Wieczorem na dobry sen, pozostaje “Kowalskiemu” już tylko dobry thriller z T..N-u, albo horror z dwójki !
Nie ma co fajowe ma życie ten “Kowalski”, a jaką silną i odporną psychikę i niezłomną wolę. Jak przyjdzie czas, rozgrzany do czerwoności, bez namysłu wyruszy na Plac Boju, bronić “wartości” i internetu i T..N , też i wiadomości i całej prawdy o Bogu …
Przecież nie będzie czekał z założonymi rękami, aż mu podejdą pod drzwi nocą i kolbami w drzwi załomocą..
Zawsze któraś ze stron “puszcza”, zwyczajnie nie wytrzymuje i bam, jest wybuch i wojna i zawsze ktoś za nią stoi, ale nie “Kowalski”. Jest Prowokator – Kontroler, zakompleksiony mały człowiek diabełek z rozbieganymi oczkami, któremu nic innego się w życiu nie udało poza zgromadzeniem “fortuny”, kilku jachtów, samochodów, kilku dziwek, nic nie wartych pustych kobiet, burzy oklasków od kilku innych osłów, oraz wizerunku swojej gęby po liftingu, na przedwyborczym plakacie.

Człowieczek który poczuł się raz wyróżniony, kiedy był pożyteczny i użyteczny, stąd jego potrzeba zmierzania na sam szczyt, choćby po trupach matek i dzieci! On sam, już nie wie ani kim jest , ani kiedy to się zaczęło, ale ma wytyczony jasno cel.
Za nic nie chce powrócić do “zagrody” z owcami, nie chce być mięsem rzucanym na pożarcie, woli pożerać !

I żre, karmi się naszą niepewnością naszym strachem, naszymi waśniami, wzajemną niechęcią i narodową nietolerancją. Trzyma wszystko żelazną ręką, kontroluje, a żeby tej kontroli nie stracić wciąż od nowa manipuluje, knowa i wymyśla nowe strachy na lachy. Ale ludzie w to wierzą, boją się, widma nadciągającej wojny, gwałtu i sami tą wojnę wywołują. Prosty zwierzęcy mechanizm samozachowawczy, za nim, on mnie, to ja jemu, pierwszy przyłożę, wciąż ma się w człowieku bardzo dobrze, wciąż działa i wciąż się nim tak dobrze manipuluje.


Są to listy od przyjaciela, po części prawie osobiste, od człowieka do człowieka., do mnie i do ciebie też.

Terzani pisze w nich o tym co jest dla nas najistotniejszym sensem życia? Żeby żyć tak aby móc cieszyć się z każdego dnia, nie bać wciąż nowej wojny, końca świata, a bawić z dziećmi nad morzem, na bielutkim piasku budować zamki, kąpać się w cieplutkich wodach szmaragdowych mórz, albo w basenie, a nie w plamach czarnej ropy i chloru i czuć się bezpiecznie w swoim domu, ze swoją rodziną u boku . Kochać życie, słońce, chmury, jedzenie, czekoladę i seks, i nie wspinać się na żadne tam wyimaginowane szczyty, bo po cholerę, jak już teraz można na tym szczycie być i podziwiać z góry widoki. Są piękne, miał Tiziano zdecydowaną rację, tak właśnie trzeba życie przeżywać, aż do końca.
Kocham tego faceta :) Serio, wcale nie żartuję. Ten mężczyzna to największa miłość mojego życia. Dlaczego? Bo ma charakter , właśnie taki jaki mi odpowiada i jaki ja bym miała gdybym urodziła się oczekiwanym synem mamy i taty, a nie ich kolejną córką. Jego wady do których przyznaje się dopiero u kresu życia i jego zalety, poza końskim zdrowiem, które chyba jednak poddał zbyt forsownej próbie, ale może potrzebnej ? Są i moimi w co najmniej 95 procentach, jak nie w 100?

Pokochałam go niemalże fizycznie i od pierwszego spojrzenia. Spotkaliśmy się kilka lat temu w moim ulubionym miejscu tuż przy molo, nad pewnym morzem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że jego już nie ma.
To pierwszy mężczyzna, na dodatek brodaty, z którym tak cudownie się dogaduję, bez zbędnych pytań, bez odczucia, że narzuca mi się siłą jakieś argumenty, nie moją filozofię itd. To co pisze Terzani od książki “Przepowiedział mi wróżbita”, (poprzednie były automatyczne, sam to stwierdza) jest i moją filozofią w każdym najmniejszym zdaniu i wrażeniu jakiego doświadczał Terzani spotykając wszelkiej maści ezoteryków, wróżbitów i uzdrowicieli. Czytałam, coraz bardziej zdumiona, moimi w jego wydaniu myślami,; wewnętrznym dialogiem, zdenerwowaniem, rozbawieniem, i wkurzeniem. Wszystkim, tym byłam, bez zająknięcia. Czegoś takiego doświadczyłam, po raz pierwszy, stąd i moja miłość do niego :)

Stara to prawda i niezmienna, miał facet potencjał, wrodzony w duszy i w kości . Z żołędzia nic innego nie wyrośnie, jak tylko dąb, żadna wierzba, ani lipa.

Po owocach poznacie (..)
Żadna wojna nie jest dobrem i nigdy nie była.

Na ringu – tajski boks

/TAJLANDIA/ Na ring wyszli wyjątkowo przystojni i dobrze zbudowani Tajowie.

Czego absolutnie nie można powiedzieć o pozostałej reszcie mężczyzn w tym kraju. W zasadzie starszy czy młodszy Tajlandczyk każdy z nich bez różnicy reprezentował sobą jeden i ten sam gatunek – męskiego “nieopierzonego”  nastolatka, małego przygarbionego chudzinki bez zarostu i zawsze w za luźnych spodniach. Oczywiście bywały wyjątki.

Gdy do stolika podchodził kelner zawsze zastawiało mnie,  czy to możliwe,  żeby wszyscy ci faceci  mieli po trzynaście lat ?

Jak dla mnie przeciętny Tajlandczyk to typ kompletnie nie atrakcyjnego mężczyzny w przeciwieństwie do jego tajskiej dziewczyny.

Czytaj dalej…

Bajeczna Tajlandia

I ZNÓW SŁOŃ ;) ?

I ZNÓW SŁOŃ !!! TAK JE KOCHAM ŻE MOGŁABYM TAK WSTAWIĆ JE BEZ KOŃCA.

A co na to dobrzy ludzie, co tak licznie przybyli na to widowisko  ?

Oj Bardzo rożnie

Co nie którzy byli wyraźnie poirytowani, w przeciwieństwie do bardzo opanowanych Tajów :)

Zobaczcie, o mały włos ..., A omal mu się nogi nie splątały.

Zobaczcie, o mały włos ..., A omal mu się nogi nie splątały.

Zobaczcie ba miny tych panów …

Ta pani aż się popłakała, że słoń się przedźwiga :(

Pan treser ze szczególną uwagą patrzy czy słoń nie pomylił pupy z bananem.

W Tajlandii panuje taki zwyczaj i że kawaler do panny przybywa na czerwono ubranym słoniu :)

A potem jest  ślub

Ten zdecydowanie woli banany od bycia gwiazdorem

W tym przypadku słonie i ich wyczyny są Bez Szans !

Wszędzie w okół kręciły się jadowite czerwone pajączki ( mrówki?)

Ta pani przestrzegała nas przed czerwonym robactwem, a i tak mnie coś bardzo mocno ugryzło i to bardzo czerwonego.

A papugi objadając się kukurydzą oniemiały na widok malującego słonia

Ależ to była frajda napatrzeć się do woli, naprzyglądać ludziom i zwierzakom.


Przez moment nawet przyszło mi do głowy że ludzie na widowni i ich reakcje są o wiele ciekawsze niż zmagające się z siłą grawitacji słonie chodzące na dwóch tylnych nogach.

Baśniowa Tajlandia, taka była piękna egzotyczna czasem niepokojąca i cudowna.

Świat jak z bajki, przynajmniej dla turysty, świat zdumiewający i tak odmienny od dobrze nam znanego w Europie, że człowiek ma wrażenie iż przeniósł się na inną planetę. Tamtejszy świat jest tak urozmaicony i niezwykły a jednocześnie tak ludzki jak mało gdzie.

Cudowne jedzenie, nigdzie nie jadłam tak pysznego rosołu z kalmarów ! I pewnie już nie zjem …

Co najbardziej podobało mi się w Azji ? W zasadzie nie miałam czasu żeby się zastanowić, po pierwszej wizycie w tym miejscu w zasadzie wszystko, oprócz zmuszania słoni żeby chodziły na dwóch nogach, wszechobecnego ulicznego smrodku, bardzo dziwacznych potraw, prostytucji i ludzi trzymający na uwięzi “jakieś” zwierzątka  albo ptaszki w drewnianych klateczkach maleńkich , że ledwie się ten ptaszek nie udusił  w oczekiwaniu na dolara za którego można było nie tylko zwrócić owemu zwierzątku wolność co jeszcze zyskać dobrą karmę, no  i jeszcze ta straszna duchota i prawie non stop zachmurzone niebo.

Podobną zmorą co duszność, był tam wszechobecny bardzo pozorny bałagan. Żeby w Pattaya w sobotni wieczór przejść na drugą stronę ulicy, odstawałam przy krawężniku około 15 minut, albo i więcej.

Kogo to obchodziło że chciałam przejść? Absolutnie nikogo. Stałam tak zniecierpliwiona, ja po jednej stronie ulicy a mąż po drugiej próbując mnie skłonić do wejścia na ulicę.  Próbowałam wpakować się na silę jak w Warszawie, ale to była porażka i tylko moje ryzyko – nikt absolutnie nigdy się nie zatrzymał widząc moją determinację, a co najwyżej przejechał po nogach. Natomiast co ciekawe przez cały ten czas nie dostrzegłam też pogotowia ratunkowego policji i wypadku. Niesamowite.

No właśnie ten pierdolnik i syf uliczny był pozorny, bardzo pozorny ( zupełnie na odwrót jak u nas) bo gdy się troszkę tam zadomowiłam z przerażeniem spostrzegłam,  że to ja jestem nerwowa, rozbałaganiona i cały czas pobudzona do działania – spięta jak agrafka, nieprzytomna, a Tajlandczycy pod tym pozornym zamieszaniem ukrywają wręcz niesamowity jakiś wewnętrzny spokój i kompletny brak nerwowości oraz mimiki twarzy. Przez cały swój pobyt przebywając w bardzo różnych miejscach nie spotkałam nikogo kto by się irytował, gdzieś spieszył albo z kimś kłócił, co jest nie do pomyślenia nawet w moim bardzo spokojnym mieście.

Nigdy nie zgadłabym jak szybko po drodze napotkam grupkę buddyjskich mnichów.

Ledwie wysiadłam z samolotu w drodze do hotelu na małym przystaneczku na siusiu, poszłam nie gdzie indziej jak do męskiej toalety.

Co prawda mnisia grupa próbowała na migi i BARDZO SPOKOJNIE  odwieść mnie od zamiaru wchodzenia dalej, żeby ostatecznie kompletnie mnie zignorować.

Tak więc grupę pomarańczowych mnichów spotkałam zaraz po przylocie w drodze do w męskiej toalety i  pomyśleć, że zawsze gdy rozważałam możliwość takiego spotkania, przez myśl by mi nie przeszło, że będzie to spotkanie w męskiej toalecie.

W marzeniach i duchowych oczekiwaniach,  była to pachnąca kadzidłami świątynia  gdzieś na szczytach niedostępnych gór i  jaskiń,  albo ocieniona drzewami magiczna dolina – a tu masz babo publiczny wychodek. Powyżej na zdjęciu to oczywiście nie są mnisi z mojej “przygody” ( nie śmiałabym takim młodym mnichom robić zdjęć przed toaletą … nie, nie),  a przed wejściem do jednej ze świątyń w Bangkoku ;)

Powiem tylko, że byłam tak nieprzytomna i  ani trochę nie czułam się rozczarowana, a ta toaleta tylko nazywała się TOALETĄ i zdecydowanie nie pachniała kadzidłami ;) ,  A już do niej  trafić  było dla mnie wyższą szkołą jazdy, zdecydowanie nie po kilkunastu godzinach w samolocie i z -25 w Polsce  na + 35 tam.

Czułam się jakbym mnie wysadzili na Marsie.

Przyznam szczerze. Ten ich spokój i brak emocjonalnych reakcji trochę mnie irytował,  a zwłaszcza w ostatni dzień w który jakieś złe licho kazało mi położyć prawą rękę akurat tam gdzie siedział sobie jakiś dziwny czerwony i co normalne egzotyczny niezidentyfikowany pajączek, około centymetrowej średnicy. Tak mi się przypiął do ręki na poziomie kciuka i tak mocno mnie  ugryzł, iż myślałam, że z bólu oszaleję ( na szczęście co odkryłam dopiero w domu nie był jadowity i nie śmiertelny).

Wpadłam w prawdziwy obłęd i panikę,  ratowałam się o wiele lepiej niżbym kiedykolwiek przypuszczała, że potrafię. Na początek omal nie odgryzłam sobie kawałka ciała wysysając to co wpuścił mi do środka obrzydliwy czerwony robal, potem zawiązałam ugryzioną dłoń,  na poziomie przegubu, następnie włożyłam rękę do lodówki hotelowego zamrażalnika , a potem pobiegłam na miasto szukać pomocy.

To nic, że było aż 40-45 stopni w słońcu i że po drodze śmierdziały grzały przydrożne grille.- i kopciły samochody.  Nikt w żadnej aptece  ani zielarni w ogóle się mną nie przejął , a spotykałam się wyłącznie z wyrozumiałym spokojem i jakąś tam oferowaną maścią na ugryzienia oraz  tabletkami hydroxizinum na uspokojenie i wręcz nienaturalnym kamiennym spokojem buddy na twarzy ( bez uśmiechu, co mnie niepokoiło).

Pomyślałam, że to chyba nie są ludzie,  tacy jak ja czy Ty. Nic dziwnego, że uważa się Chińczyków za potomków kosmitów i najstarszą rasę ludzi na świecie ( nie wiem tego na pewno) , a Tajowie zdecydowanie przywędrowali z południowych Chin i pochodzą właśnie od Chińczyków.

Ich oczy przemawiały w zrozumiałym dla mnie,  duchowym dialekcie i brzmiały jak szyderstwo losu;

- No cóż moja droga, jeśli taka twoja karma, to umrzesz, ale nie przejmuj się, przecież umrze tylko twoje ciało nie Ty !

Nie będę ukrywać, Tajlandia zrobiła na mnie ogromne i niepowtarzalne wrażenie,  będę tęsknić za tymi klimatami, zupą z kalmarów, tym całym ich bałaganem i miastem ożywającym nocą, domkami duchów i pomnikami Brahmy i Buddy i już do końca swoich dni będę o niej marzyć,  chyba, że uda mi się jeszcze raz złamać wszystkie swoje  strachy i samolotowe lęki i  odłożyć trochę kasy, nie na czarną godzinę jak się zwykło robić i najrozsądniej, tylko oszaleję raz jeszcze i  polecę bez wahania, aż na koniec świata. Ale kto wie co zrobię ? Świat jest zdecydowanie za duży żeby go obrobić na szybko w jedno życie.  Czy nie pora mi teraz wybrać się do Indii, do których tak mocno i przekonywująco zachęcają mnie słowa  Tiziano Terzaniego z książki  o pięknym tytule;  “Nic nie zdarza się przypadkiem” ( kocham tego faceta i jego dzielnego i mądrego ducha) i dodam, że tak trochę dzięki niemu odważyłam się polecieć aż do Azji, zdecydowanie pod wpływem jego duchowej sugestii.

Alcazar Show

ALCAZAR SHOW/ PATTAYA/ Tych Dwoje jednym ciałem się stało,

i zamieszkało w Pattaya

Jedyne tak liczne show na świecie

Składające się z aktorów transwestytów.

Show Alcazar

kliknij w zdjęcie i zobacz więcej

Zobacz Więcej >>>

Wiara w duchy. Tam gdzie ludzie i duchy wspólnie mieszkają

Jak to z tymi duchami jest ? Wierzyć w nie czy nie wierzyć? A może to zależy od tej części świata w której przyszło nam się urodzić i wychować, a potem żyć i nabrać przekonań ? A  Być może w naszym zachodnim klimacie ulegamy bardziej destruktywnemu wpływowi od bytów niematerialnych, niż mieszkańcy np. Tajlandii ? Ciekawe jak za 100 lat wypowie się na ten temat nauka?  Ale to innym razem. Teraz jedynie obserwacja tego co jest i moje prywatne domowe eksperymenty z domkiem duchów, muszą mi wystarczyć.

Moja córka pochwaliła się w szkole że była mieście duchów, dzieciaki aż zaniemówiły z wrażenia. – Gdzie byłaś, a nie wróciłaś opętana przez złego ducha?

Oczywiście Pattaya to nie miasto duchów, a wręcz przeciwnie tętni w nim życie,  to jednak nie sposób ominąć tej jego części, która ludziom wychowywanym w wierze chrześcijańskiej na pewno skojarzy się z czymś takim jak pogaństwo, albo wręcz szataństwo.

Chodzi o to, że w Tajlandii wierzy się w dobre i złe duchy tak  jak w naszej kulturze w zastępy beatyfikowanych świętych.  W każdym miejscu na ulicy w sklepie czy w urzędzie jest miejsce,  na coś, co nazywa się tam domkiem dla duchów. Tajowie na bardzo poważnie i z szacunkiem traktują te duchowe miejsca.

Ten hotelowy domek, kącik dla duchów, był nadzwyczaj eklektyczny, stała w nim i choinka.

 

 

Domek duchów w hotelu Empress w Kambodży, w tym przypadku jest eklektycznie, w tym domku ustawiono nawet choinkę

Kiedy zaraz na początku naszej wizyty w Pattaya udaliśmy się do lokalnego fotografa żeby zrobić zdjęcia do kambodżańskiej wizy, zaskoczyła nas pewna scena. Kiedy my grzecznie czekaliśmy na sklepowych krzesełkach, aż nasze zdjęcia się zrobią , z zaplecza wyszła młoda dziewczyna ze stołkiem w ręku i podeszła do czegoś w rodzaju kilkupoziomowego ołtarzyka z rożnymi figurkami, zdjęciami i  jedzeniem, po czym zabrała stamtąd szklankę z wodą i talerzyki z owocami, a na ich miejsce przyniosła nowe. Mąż spojrzał się na mnie i dodał. – No co się dziwisz ? To tak jak Ty zmieniasz kanarkowi wodę,  ona duchowi.

Duchy też jedzą, jak je nakarmisz do syta, nie zjedzą ciebie

Na mieście co parę kroków można napotkać takie domostwo, stoją przy restauracjach , przyozdobione kwiatami, figurkami z buddy, albo innego bóstwa. Duchy w Tajlandii karmi się tym co i ludzi, a więc w ich domkach nie może zabraknąć jedzenia i picia, najczęściej podaje się duchom owoce i różne napoje, czasem nawet ze słomką, od zwykłej czystej wody, po napoje gazowane i piwo.  Pod naszym hotelem stał domek z wizerunkiem złotego Brahmy, bóstwa z czterema twarzami. Gdy wracałam do hotelu zawsze go mijałam i miałam wrażenie, że z każdego miejsca spogląda na mnie jedną ze swoich twarzy.

Czytaj dalej…

Słoń, seks, duchy, Budda i kwitnące orchidee są symbolami Tajlandii

Do Tajlandii pojechałam z rodziną, mąż, ja i jedenastoletnia córka. Najważniejsze dla nas w Tajlandii były oczywiście słonie, przejażdżka w dżungli, obmacywanie bosymi stopami ich grzbietu pokrytego klującymi krótkimi włoskami, karmienie bananami, podziwianie ich przyjaznej natury i niesamowitych oczu z rzęsami.

Czytaj dalej…

Warszawa – Amsterdam-Bangkok- Pattaya do Tajlandii

Siedzą i do siedzenia cierpliwego zachęcają. Czekać, czekać …

Podróż z Warszawy do Amsterdamu trwała dwie godziny, był to mój przystanek tranzytowy z którego czekało mnie następne 12 godzin lotu w kierunku wschodzącego słońca. Ostatni raz gdy byłam na tym lotnisku w Amsterdamie w drodze do Meksyku, chyba nie było jeszcze tej pomalowanej holenderskiej krowy ? Albo jej wtedy w stresie, nie zauważyłam ?

Moje Ja w szybie przypatruje się “przeznaczeniu”

Odbicie w szybie

Czytaj dalej…

Alcazar show Pattaya. Tajlandia


FILM/ ALCAZAR SHOW/  Wyglądali jak duet dwóch oddzielnych osób, kobiety -dziewczyny w sukience i mężczyzny – chłopca we fraku. Kiedy Ona jemu śpiewała, on ukrywał się w cieniu za kurtyną, a kiedy jej kobieca połowa wkraczała na scenę, on rozpływał się gdzieś w mroku, żeby po jakimś czasie rozwiać złudzenia widowni, co do ich wzajemnej oddzielności, ale nie odrębności . Jedno ciało, jedna osoba i dwie przeciwstawne natury.

Taniec człowieka z samym sobą i swoją podwójną naturą. Kobieta i mężczyzna jedno stanowili ciało, przynajmniej w wydaniu grupy tanecznej Alcazar.

Show transwestytów budziło w widzach na widowni lekkie zażenowanie, chociaż nie było ku temu powodów poza wyobraźnią oczywiście i ewentualnie końcowym toples tancerzy wymalowanych na srebrno i złoto do muzyki z filmu J. Bond ; Jutro nie nadejdzie nigdy”. W tej scenie panowie ( panie?) pokazały odkryte jędrne biusty ( niektóre silikonowe).

Skupienie widzów było maksymalne, aparaty fotograficzne i kamery wystawały za każdej głowy. A na scenie show roztańczonych pięknych artystów w kolorowych błyszczących strojach z mocnym makijażem. – Popatrz widzu tak wygląda transwestyta jak idealna piękna kobieta, a ty pewnie przez cały czas zastanawiasz się gdzie ono w tych skąpych majtkach ukryło “ptaka”?

Po skończonym spektaklu oklaski były jakieś cieniuchne i nijakie, choć artyści zaprezentowali maksymalnie dobry poziom i zasługiwali nie tylko na oklaski, ale i na burzę braw ! Tajemnica tkwiła chyba w narodowości zasiadających na widowni. Większość tancerzy w Show Alcazar jest pochodzenia Rosyjskiego z tego też powodu ( jak mniemam) doceniono licznie przybyłą na przedstawienie grupę rodaków z Rosji i ostatni popisowy numer wykonano w języku i w strojach ludowych matki Rosji. Pierwsza reakcja? Totalne zaskoczenie. Przyjechać do Tajlandii i oglądać na scenie kreml i kolorową rażącą po oczach szopkę z Moskwą, to dopiero przeżycie. Druga reakcja, Rosjanie w pierwszej chwili zareagowali na to wyróżnienie z entuzjazmem, żeby po chwili zgasnąć jak świeczki na wietrze, chyba jednak po drodze coś do nich dotarło i z wrażenia nie wiedzieli czy się czuć zaszczyconymi czy obrażonymi. Pewnie dlatego końcowe oklaski były tak mizerne, jakby z połowa sali wyszła przed końcem przedstawienia (nie wyszła), aż mi się żal zrobiło pięknych “panien” .

Po skończonym spektaklu “tancerki” oczekiwały na co odważniejszych i ciekawskich turystów, wyciągając w ich stronę ponętnie ręce i z całej siły kusząc jędrną odkrytą piersią; – Choć, wezmę cię w ramiona, a sam-a sprawdzisz jaki jestem piękny z bliska.

Ale nie było zbyt wielu chętnych. Nasi wschodni sąsiedzi tak jak licznie przybyli, tak i szybko się zmyli, a to oni stanowili większą cześć widowni. Reszta przeważnie Niemcy, Francuzi i Amerykanie chętnie dali się uwieść tej chwili dla zdjęcia, omalże się przy tym nie nie kurcząc w objęciach wielgaśnych i bardzo czułych kobiecych panów. I ja dałam się ponieść upalnej nocy i wolnemu tajskiemu duchowi i przytulic do prawie obnażonych “kobiecych” wdzięków i też się trochę “skurczyłam”, ale zrobiłam i mężowi też pozwoliłam i po tym eksperymencie z całą stanowczością stwierdzam, że zdecydowanie to nie były kobiety.

A tu znajdziecie opinie innych : Długie włosy, wcięte talie, smukłe nogi i jędrne piersi. Kształtów tancerek kabaretu “Alcazar Show” nie powstydziłyby się najlepsze paryskie sceny. Jest jednak pewien drobny szczegół, który sprawia, że te aktorki są wyjątkowe. Szczegół anatomiczny (a właściwie już tylko jego pozostałość…). Bo te piękne tancerki jeszcze niedawno były mężczyznami.

Piękne tancerki po spektaklu wychodzą przed budynek teatru żeby pozować do zdjęć z wciąż oszołomionymi turystami. Zdradzają je jedynie zbyt duże, nieproporcjonalne stopy i… głos. Mimo kuracji hormonalnych wciąż niski i zbyt męski, by pasował do porcelanowych twarzyczek. Kiedy więc aktorki pozdrawiają nas swoim tubalnym głosem (w spektaklu śpiewają z play backu) czar pryska ;-) ( fragment ze strony FlashFashion.pl)




Show Alcazar

Show Alcazar

This movie requires Adobe Flash for playback.

The End