Co by nie napisać o Zakynthos, ile zdjęć nie zrobić i nie wstawić na stronę, to i tak, w całości nie odda się jej piękna. Póki sami się tam nie wybierzemy i nie zaczerpniemy wszystkimi zmysłami z jej klimatòw. A jest co i z czego czerpać. Ta wyspa, to prawdziwy skansen i oaza przyrody. Jeszcze dziewicza, nie skażona chmarą turystów, pełna pozytywnych energii i spokojnych sympatycznych ludzi. Taki to raj na ziemi. W dodatku oddalony zaledwie o dwie godziny lotu samolotem z Warszawy, a nie czternaście, jak do najbliższej wyspy w Tajlandii. Zakynthos jest nieco inne w stosunku do pozostałych wysp greckich. Wyróżnia je ciekawa architektura ( w każdym mieście inna) w niektórych miejscach dość nietypowa jak dla Grecji, a bardziej jak dla Azji, czy Meksyku. I jej mieszkańcy są zdecydowanie mniej “greccy”, niż ci na stałym lądzie , czy na Krecie. Swoim zachowaniem i mentalnością bardziej przypominali mi tubylców z La Gomery (Hiszpania). Wbrew pozorom, na wyspie niczego nie brakuje. Można się solidnie najeść i napić, bo w tawernach i restauracjach serwują dużo i bardzo dobrego jedzenia. Można się też na wyspie dóbrze zabawić, na różnych dyskotekach, czy pozażywac zdrowotnych kąpieli, w jednej z zatok że “zgnilymi jajkami” (zapach wody z mikroelementami i siarką). Okresowo tę wysepkę nawiedzają niewielkie trzęsienia ziemi.

Tak spędzałam swoje wakacje w poprzednim roku, w sierpniu, przez

przeszło dwa tygodnie.

A Przy okazji był to super punkt wypadowy, na Kefalonię, Peloponez i Olimpię.

Jak się wypoczywa na Zakynthos i w jakim hotelu najlepiej się ulokować

Kilka rad praktycznych

Ja na miejsce swoich noclegów tym razem wybrałam trzygwiazdkowy hotel o kosmicznej nazwie Jupiter. Jak dla mnie po zimowych wakacjach, był idealnym rozwiązaniem cenowym. Ale nie tak tanim jak pierwotnie sądziłam, że taniutka jest Grecja. Zanim zabrałam się do przeszukiwania internetu, żeby dopaść coś dobrego i rozsądnej cenie. Naczytałam się na forach, że Grecja jest najtańsza, a Egipt to już wyłącznie dla biedaków. Koń by się uśmiał i koza zabeczała ile to “biedaków” z Polski stać na dwutygodniowe wczasy w Grecji, albo w Egipcie. Wcale nie jest tanio, a całą reszta to mity. No chyba, że ktoś jeździ sobie, do najgorszej greckiej speluny z zupkami w proszku w plecaku, do hoteli oddalonych od miast i mòrz, o kilka kilometrów , byleby być w Grecji, czy Egipcie.

Dwutygodniowy pobyt w dobrym trzy gwiazdkowym hotelu, na takiej wyspie jak Zakynthos, to całkiem spory wydatek. A w tym roku, chyba ze względu na grecki kryzys, ceny są na prawdę powalająco, zabójcze.  Pomijając już fakt, że oprócz dwóch posiłków, jeszcze sobie trzeba dokupić klimatyzację .Oczywiście można też udawać, że 36 stopniowy upał w pokoju hotelowym po zmroku, wcale, a, to wcale nam nie przeszkadza. Wytrzymałam do 24.00, wycierając się ręcznikiem i wachlując gazetą, do momentu, aż na termometrze nie pokazało się 31 stopni. Wtedy wymiękłam.

Tak więc wybierając się na Zakhyntos trzeba się liczyć z ukrytymi kosztami imprezy w hotelach każdej klasy. Sporo gości było mocno rozczarowanych brakiem klimy w pokojach i wyładowywało swoje złości na bogu ducha winnych rezydentach. A nie słusznie, bo w katalogach, jak byk, nic nie wspominają o pokojach z klimatyzacją za free. Co zaś się tyczy samego hotelu Jupiter. To fajny zadbany hotel, coś w stylu grecko, meksykańskim, całkiem ładny i gustownie urządzony kompleks z małym czystym basenem, w samym centrum sporego i ślicznego miasta Tsilivi. Odległość od morza również jest przyzwoita, żeby przejść się spacerkiem, około 10 minutek. W morzu woda jest wprost kryształowa. Cud, miód.

Widoki z plaży na morze, równie urzekajaco, piękne. W oddali widać okoliczne gorzyste wyspy, Peloponez, Itake Kefalonie.

Pokoje w Jupiterze, od strony wyschniętych łąk ze starymi oliwkami, czyli te, nie od strony ulicy, który z początku dostał mi się na parterze. W takim “apartamencie” można się było spodziewać wieczornej ciszy i spokojnej nocy. I faktycznie taka była. Gorzej sprawa się miała z tymi nieszczęśnikami, którym trafił się pokój od strony ulicy ! W tej części hotelu, o otwarciu okna w nocy nie ma co marzyć. Chyba, że ktoś jest głuchy jak pień, albo zaopatrzy się w specjalne korki do uszu. Przez całą noc po ulicy jeżdżą głośno warkoczące skutery, słychać głośną muzykę z okolicznych dyskotek, a bywa, że jakieś wstawione towarzystwo, po prostu wrzeszczy pod oknem, albo śpiewa sobie o czwartej nad ranem. Ponieważ ja nie cierpię parterów, zwłaszcza na wczasach, gdzie z okien można sobie podziwiać morze na horyzoncie, a nocą i tak nie można zasnąć przy otwartym oknie. Tak długo stałam więc w recepcji i molestowałam rezydentkę, aż nie przeprowadzili mnie, na drugie piętro z przepięknymi widokami na dwie plaże, morze i pobliskie wyspy. Niestety pokój był od tej hałaśliwej strony.(coś za coś). Sprawę załatwiło dokupienie klimatyzacji i balkon zamykany po północy, do samego rana. Okna bardzo szczelne i wytlumione.

Za to było bosko wstawać co rano i wychodzić na ten balkon, popijać kawę i kontemplować cudowne widoki.

Widok z okna hoteli Jupiter

Jedzonko w Jupiterze ( dwa posiłki) bardzo smaczne, ale tylko obiadokolacje. To Pycha. Natomiast śniadania, to koszmar, nad koszmary, z jakim nie spotkałam się nawet na kolonijnych socjalistycznych stołówkach. Co dziennie “puszka”, a w niej wciąż przez dwa tygodnie, ta sama zawartość.

Za to kolacja, super, klasa co najmniej sześciogwiazdkowa. Wybór który zadowolił by nawet największego łakomczucha, smakosza.

W pokojach za to standard wcale nie odbiegał od czterech gwiazdek. Wygoda i komfort.

W sierpniu na wyspie jest szczególnie gorąco. W południe temperatury w miejscach zacienionych przekraczały ponad 36 stopni. Miałam tego farta, że moje wypoczywanie i zwiedzanie przypadły własnie na jeden z najgorętszych okresów, właśnie w takie straszliwe upały. Bywały takie momenty, że idąc w kierunku plaży, co i raz zatrzymywałam się w cieniu napotkanej oliwy, żeby nie paść z nasłonecznienia.

Hoteliki na Zakynthos, nawet te trzy gwiazdkowe, są na prawdę znośne. Ludzie mili, acz bez tej znajomej greckiej wylewności, znanej z innych regionów.

Ten kto wybiera się w sierpniu za Zakynthos, niech sprawdzi koniecznie czy w hotelu do którego się wybiera, w cenie ma klimatyzację czy trzeba ją dokupić ?
Co prawda próbowałam pierwszą noc spędzić bez klimatyzacji, ale około 23.00 skapitulowałam, zeszłam do recepcji i wykupiłam sobie “nocny powiew świeżości” . Popełniłam błąd kupując ją od razu na dwa tygodnie. Po kilku dniach przywykłam i zdaje się, że nie była potrzebna. Proponuję zakupić sobie chłodek, na pierwsze dni pobytu, dla tak zwanego zaaklimatyzowania się.

Przeszło połowa hoteli na Zakynthos oferuje swoje usługi z klimatyzacją jako opcją dodatkową.

Jeśli chodzi o atrakcje turystyczne i wycieczki.

Jest ich sporo dla kazdego i ciekawe.  Zdecydowanie lepiej kupić je sobie na mieście. Wychodzi sporo taniej, pod warunkiem, że się zna biegle angielski. Bo jeśli się nie, to proponuję dopłacić za polski i wiedzieć gdzie się jest i co ogląda.

Przygody na Zakhyntos

Jedno trzęsienie ziemi jakie się zdarzyło podczas mojego pobytu, mnie ominęło. Bo wybrałam się tego dnia na Olimpię. Poza tym, spokojnie na wyspie, jak w sanatorium. Tylko plaża, morze, słońce, pływanie, jedzenie, spacerowanie, słuchanie muzyki. Wieczorem jakaś tawerna, ogromne wielkie porcje naleśników z czekoladą, albo przejażdżka dorożką z dzwoneczkami.

I nie podpalać się na wiele obiecującą wycieczkę – na żółwia Caretta Caretta. Wycieczka odbywa się w tłoku i przy upale lejącym się bezpośrednio na głowę. A na łodzi  ludzie zachowują się jak szaleńcy. Biegają z jednej strony łódki na drugą. Tam gdzie “przewodnik” zakrzyknie. – O żółw, jest, o, tam jest ! Wszyscy biegną za jego wyciągniętym paluchem, powtarzając ; – O tam jeeest. – O tuuu, widzisz !  Zdarzało się, że jeden turysta, właził na drugiego byle tylko cyknąć , to  upragnione zdjęcie, żółwiego łba. Zanim ten zdążył już nabrać powietrza i dać nura pod wodę. Przekleństwo tych żółwi polega na tym, że oddychają płucami i żeby się nie udusić MUSZĄ co jakiś czas wystawić nos z pod wody.

A w rejonie w którym te żółwie są, żyją i składają jaja ( uwaga są pod ochroną). Pływa jedna łódź turystyczna, przy drugiej, prawie że się nie zderzając ze sobą i wypłaszają te biedne żółwiki na powierzchnię. Aż dziw bierze, że jest na to zgoda, żeby straszyć żółwie zagrożone wyginięciem (poniżej głowa mojego “upolowanego” żółwia) . Podobno między innymi własnie ze względu na te żółwie, istnieje zakaz lądowania samolotów nocami, bo po zmroku składają jaja.

Uwaga. Uczestnicząc w takiej wycieczce, jedynie się przyczyniasz do szybszego wyginięcia tych żółwi. Gdybym wcześniej miała świadomość na czym polega ta impreza, nigdy bym się na nią ponownie nie wybrała. A tymczasem, czułam się jak idiotka wyniszczająca resztki natury.

Uwaga na słońce. Spala natychmiast na czerwoną skwarę. Wieczorem na ciele pojawia się piekło, nie do opisania. Poparzenie boli przez kilka dni i nocy. Proponuję krem z faktorem 50.

Osobiście wyspa Zakynthos spodobała mi się bardziej od Krety.

Widok z plaży

Kąpiel na wyspie żółwia

Polowanie na żółwia

Fantastyczne formacje skalne z licznymi jaskiniami

Mój upolowany żółwik Caretta Caretta :)

Wiadomo. Że podpływające jedzonko :)

Panorama miasta Tsilivi


Plażowe SPA

Owado-ptaszek. Było ich bardzo dużo, a wielkością i zachowaniem sprawiały wrażenie koliberków

Szyszka która przyjechała ze mną do domu ;)

Centrum Tsivilii

Widoczek z Kefalonii

Tajlandki masażystki

Trochę późno te zdjęcia. Ale myślę, że przydadzą się tym wszystkim którzy na przełomie sierpnia i września wybierają się na Zakynthos.

Jakoś nie nie maiłam czasu ich wcześniej opublikować, a teraz trzeba zrobić porządki, przed kolejną wycieczką.

Tym razem to będzie Turcja Kapadocja, Goynuk i Kemer.

Ależ się podpaliłam na ten kanion.

Sami zobaczcie film który znalazłam na zachętę.