IZRAEL/ JEROZOLIMA/ BETLEJEM/ Miejsca niespokojne

Styczeń 2009 rok

Wielki plakat na granicy - Jerozolima, Pokój i Miłość, wjazd do Betlejem

A wybrałam się do Izraela w nie najlepszym okresie do podróżowania, bo zaraz po wojnie, dokładnie pod koniec stycznia 2009. Zaledwie miesiąc wcześniej wybuchł tam jakiś konflikt na granicy, chyba pomiędzy Izraelem, a strefą Gazy i przygasł, nie wiem dokładnie o co chodziło, bo polityka dla mnie to temat tabu. Wpadłam więc akurat w tę lukę pomiędzy-konfliktową i jakoś z niej wyszłam bez szwanku.
Już nie pamiętam kto mnie namówił na wycieczkę do Ziemi Świętej, ale chyba jednak rezydent. Zapewniał, że teraz jest  tam w Jerozolimie bezpiecznie, już po najgroźniejszych atakach, że był i było cudnie, a rozminąć się z takim doświadczeniem, to wielka strata i może się więcej nie powtórzyć, bo kto to wie,  jak z tymi walkami będzie w przyszłości.  Doświadczyłam, uroków Izraela, jasnych i ciemnych jego stron, ale przyznam, że miałam nieco inne wyobrażenie na temat tego wyjątkowego doświadczenia,  które miało mi się przytrafić jako mistyczne i wzruszające, coś jak odkrycie Boga w stajence przez pastuszków, a takie nie było.

A wszystko zaczęło się bardzo szybko i niewinnie, ot dylemat o podłożu religijnym -  wymiana przewodników w Jerozolimie. Zaraz przed wjazdem do Betlejem jeden wysiadł, bo był Żydem i jemu nie wolno było wchodzić do miejsc w których narodził się Jezus, pod karą więzienia, a wsiadł drugi, innego wyznania, chyba chrześcijanin, rodowity mieszkaniec Betlejem, który pochwalił się, że ożenił z dziewczyną z Polski.

Był  bardzo sympatycznym i uprzejmym facetem, starał się  jak mógł, żebyśmy się odprężyli i zrelaksowali na tej pielgrzymko – wycieczce . Improwizował,  żartował , opowiadał kawały o Żydach i Chrześcijanach,  i o tym, że to co widzimy za oknem, to tylko tak groźnie wygląda, a na prawdę tak nie jest.

A zza szyb autokaru wyłaniał się jakby inny świat, dla mnie zupełnie jak z filmu, albo z serwisu wiadomości wieczornych. I całe jego gadanie było na próżno, bo dosłownie z każdego miejsca na granicy obu tych miast, wyłaziły dziwnie podejrzane typy, bardziej przypominające terrorystów, niż  normalnych żołnierzy na posterunku. Żołnierze w kominiarkach i w dresach z karabinami pod pachą, albo, wycelowanymi na wprost autokarów!

W Jerozolimie nadal jest bardzo dużo żołnierzy, a zwłaszcza na przejściu "granicznym" z Betlejem. Za to, zaraz obok ściany płaczu, bardzo chętnie pozują do zdjęć.

Twarze tych “żołnierzy” , były jak kopie  telewizyjno-filmowych terrorystów z wiadomości , takich, co porywają i rozstrzeliwują na miejscu, bez litości i bez zbędnych pytań  ; \
Pamiętnego dwudziestego – któregoś stycznia 2009, coś zakorkowało się na granicy obydwu tych miast i utknęliśmy na dobre. A zaraz potem przyszedł do nas jakiś facet i powiedział ( do dziś nie wiem, czy na poważnie), że pod żadnym pozorem nie wolno nam opuszczać stojącego autokaru , nawet gdyby się komuś siusiu zachciało, albo słabo zrobiło, bo zastrzelą każdego na miejscu, bez ostrzeżenia.
Po tej informacji, staliśmy jeszcze przez ponad trzy godziny na granicy pod murem z napisem “Jerusalem, miasto pokoju i miłości ” ( kierowca wyłączył wszystko i klimatyzację też).

Kobieta z którą dzieliłam miejsce, tuż obok mnie siedząca, po kryjomu sięgnęła do torebki po Validol, a w mojej głowie pojawiła się sugestia; Boże, skoro ta kobieta potrzebuje tabletki uspokajającej, bo jest duszno, to ja też jej za chwilę  mogę potrzebować. W autokarze zapadła grobowa cisza, ludzie prawie nie oddychali. Co może stres, pomyślałam. Zero paniki, bo nie opłacalna, nikt się nie spieszy, nie wykłóca, a dlaczego to, a dlaczego tamto. Siedzą wszyscy grzecznie stłoczeni prawie jeden drugiemu na kolanach, bo dali jeden autokar dla dwóch grup, słońce przygrzewało w dach, duszno się zrobiło i śmierdząco , bo wszyscy pociliśmy się jak prosięta, a nikt nie zaprotestował, ani duży, ani mały. Każdy siedział  i machał sobie przed nosem betlejemskim przewodnikami, ja też.

Na szczęście mój umysł zapanował nad materią serca i obyło się bez wspomagaczy, poza wachlowaniem się.  Ale wcale nie było mi do śmiechu i jeszcze przez godzinę po drodze uspakajałam rozdygotane nerwy. A już w żadnym razie nie koloryzuję tamtego wydarzenia, ten kto wtedy jechał ze mną, wie jak było.  Nawet ten facet który wsiadł do nas w Betlejem, zamiast naszego Żyda,  był podenerwowany i przez te trzy godziny wcale się z tym nie krył.
Obok autokaru biegali uzbrojeni faceci w kapturach, kominiarkach z bronią ! Dziwnie spięci, agresywnie gestykulujący. Próbowałam zrobić zdjęcie z ukrycia, ale się ostatecznie nie odważyłam, pomyślałam, że może się włączyć flesz, a szkoda, bo były by ciekawe ujęcia. Zrobiłam przez okno,  mur graniczny ( poniżej)
A kiedy weszli wreszcie do środka sprawdzać nam twarze i paszporty, na wszystkich padł blady strach, tak długo nam się przypatrywali, nawet dzieciom, że i trudno było zgadnąć, czy do środka weszli żołnierze i zaraz wysiądą, a my pojedziemy dalej,  czy może terroryści, weszli porwać nas i rozstrzelać.  Taki nie fart i jaki pech, akurat ja tym razem, nie jak zwykle, jakiś “ktoś” inny.  Każdy ma przecież tę nadzieję, że to nie jego dotyczy, a zawsze kogoś innego.
Na tę okoliczność nogi zatrzęsły mi się porządnie pod siedzeniem, a serce podeszło pod gardło. W życiu nie widziałam, tak poważnych i strasznych min na ludzkich twarzach, a ci faceci co krążyli w okół naszego autokaru i weszli sprawdzać twarze i paszporty, wyglądali  jak diabły, że tylko się pomodlić ; “zlituj się nade mną Panie Boże”.

W drodze powrotnej, już sama siebie karałam w myślach.

- Tyle razy powtarzałaś, że tylko wariaci jeżdżą narażać tam życie, żeby zwiedzać te świątynie, a ty pojechałaś i nie wtedy, gdy panował tam względny spokój, ale zaraz w dwa tygodnie po wojnie i nalotach bombowych ! – Wariatka. Pocieszałam się tylko, że tych wariatów było więcej niż ja jedna.
Ale był i pozytyw.  Piękne jest miasto Jerozolima, a równie egzotyczne i ciekawe architektonicznie jest Betlejem. Wszędzie było mało ludzi, zero tłoku i kolejek, to można było sobie dłużej pobyć tu, tam i przemyśleć i to i owo. Tak też uczyniłam.

Jerozolima dzisiejsza.

Jerozolima stara, piękna i centrum wszystkiego. Dobra, zła i czegoś poza nim. Absolutnie wszystkiego.

Kościół Narodów, tylko przejazdem ( trzy godziny na granicy wymusiły zmiany, nieuniknione)

Widok na Jerozolimę i cmentarz żydowski.

Jerozolima , widok na stanowisko archeologiczne i ruiny domu w którym zbierali się Jezus i jego uczniowie

Nocna Jerozolima, wejście do synagog i ściany płaczu

Wnętrze Jerozolimskiej Świątyni, tej w której jest grób Pana Jezusa

W Betlejem

Widok głównej świątyni, główne wejście do "stajenki"

W drodze do betlejemskiego "Żłóbka"

Ulice w Betlejem

Betlejem i piękny witraż w postaci szesnasto -ramiennej gwiazdy z Świętą rodziną wewnątrz.

Zejście do miejsca w którym narodził się Jezus.

We wewnątrz bazyliki narodzenia w Betlejem, w miejscu w którym na świat ponoć przyszedł ( kwestia uzgodnień) nasz Mesjasz, brak szopki, brak klimatu.... modlitwy, czy czegokolwiek co kojarzyć by się mogło z Jezusem. To moje odczucia, osobiste.

Ale pięknie było popatrzeć, poczuć się ... akurat tam, a nie gdzie indziej.

Wewnątrz betlejemskiej świątyni

Jezus, (jak się domyślam, że to on) w podzielonym promieniami kole z księżycem w dłoniach. W świątyni Jerozolimskiej . W części, archeologicznych poszukiwań.

We wnętrzu betlejemskiej bazyliki. Piękny obraz Matki Bożej z dziecięciem i dzieckiem.