Wakacje skończyły się już prawie miesiąc temu, a u mnie na blogu wciąż brak Greckich wysp i słońca. Obiecałam swoim towarzyszom podróży całą furę zdjęć a tymczasem na zdjęciach zamiast greckich bogów, szmaragdowych wód morza Jońskiego, plaż i oczka wodnego z Kefalonii pojawiły się “fajerwerki”, drzewa z lasu szykującego się do zimowej hibernacji i jeże pod drzwiami. Przepraszam. Kto by pomyślał, że tyle zajmie mi odpoczywanie… i powrót do codzienności ?
Postanowiłam zacząć od Kefalonii mojej pierwszej i bardzo forsującej wycieczki, czterdziestostopniowy żar z nieba brak potrzebnego zaaklimatyzowania robiły swoje, taki mały “obóz kondycyjny”, ale .., po tej wycieczce byłam gotowa na wszystko..

Zawsze gdy nie wiem o co chodzi to rację ma intuicja i tym razem tak było. Kolejny termin wycieczki na Kefalonię był nawet rozumowo uzasadniony, bo po z góra ponad tygodniowym pobycie zahartowana, opalona, zaaklimatyzowana i silna jak koń być może miałabym z tego wyjazdu więcej satysfakcji ? Ale w ten kolejny termin tuż, tuż przed końcem naszych wakacji na Zakynthosie zaczęło mocno wiać.
Wiatr przygnał na Kefalonię szare brzydkie chmury i wszystkie niewątpliwe cuda wyspy zdecydowanie straciły na uroku nie wspominając o bujaniu promem (bez aviomarinu ani rusz ).
Tak więc ci wszyscy rozsądnie myślący którzy wybrali się na wycieczkę po ponad tygodniowym pobycie na Zakynthos z rozgoryczeniem zrelacjonowali mi w skrócie tę samą wyprawę i jak się okazuje, bardzo, ale to bardzo zależną od czystego błękitu nieba i jasno bez przeszkód świecącego słoneczka.
Na przykład jeden pan powiedział mi tak;
- Wie pani jak można ludziom takie atrakcje wciskać, o weźmy choćby tę słynną filmową plażę z “Kapitana Corellego”, no zwykła plaża, żadnej rewelacji ot przeciętna, a oni ją mają w programie po kiego ? !
Poniżej plaża o której mowa. Rzeczywiście nic nadzwyczajnego, ot trochę skał, niebieskiego morza może trochę bardziej niebieskiego od naszego swojskiego Bałtyku koloru “butelkowego” .
Ale wystarczy wyobrazić sobie ten widoczek przy zachmurzonym niebie z mgłą opadającą na skaliste wzniesienia powyżej plaży, żeby skończyć z drwinami za taką kasę!
Widok na Zatokę Myrtos i półwysep Assos
Po chwili rozmowy wyjaśniliśmy sobie z lekka zachmurzone na szaro niebo nad filmową plażą i okazało się, że w istocie tak było w każdym z tych pięknych miejsc w tydzień po mnie. Podsumowując. Kto słucha intuicji swej ten ma zdecydowanie lżej. Widoczki i zdjęcia na Kefalonii uzależnione od pogody i to od “przezroczystej” pogody ! Takiej jak moja.
Uwaga na jedzenie
Natomiast dla wszystkich potencjalnych turystów którzy w przyszłym roku będą mieli ochotę wybrać się na Zakynshos z biurem Itaka, a potem z nimi na Kefalonię nadmienię tylko, że “super dobre” jedzenie w tawernie do której na koniec wycieczki zwożą hurtem wszystkich wygłodzonych turystów w ramach wspólnej grecko-polskiej umowy zasługuje na słowa, co najwyżej “ może być” .
Ziemniako – frytki ociekające tłuszczem, jagnięcina nie strawienia, ani duszona, ani pieczona, czekało się strasznie długo ( bo świeże, ale nie dobre) i co prawda tawerna była zadaszona z cieniem, ale na zewnątrz i nad samym morzem, gdzie pioruńsko nagrzewało słońce i co zrozumiałe w cieniu do temperatury 40 stopni.
Polecam wyłącznie sałatkę i lody po drugiej stronie ulicy.
Wspominam o tym przystanku na jedzenie nie bez powodu, ponieważ tak jak nam zachwalano jedzenie w tej jedynej konkretnej tawernie, tak będą zachwalali i innym po nas. I co bardziej niezaaklimatyzowani i niezorientowani na nowym terenie, tacy jak ja byłam, oszołomieni upałem i aktywnym słońcem po całym dniu zwiedzania Kefalonii nabiorą jak ja wilczego apetytu, na tę jedną tawernę i “niezwykle pyszne jedzenie w rozsądnej cenie”. Jedzenie było fatalne i zdecydowanie nie w rozsądnej cenie !
Z małymi wyjątkami wszyscy dali się uwieść zachwalanej kuchni, a potem cichaczem zrzędzili pomiędzy sobą jakie to jedzenie było fuj. Do dziś zachodzę w głowę, że w ogóle mogłam być głodna na mięso w takiej temperaturze ? A jednak, zamówiłam jagnięcinę.
Miała być chudziutka i kruchutka, a postawili mi na stole straszliwie żylastą z tłustą na centymetr skórą z czymś w rodzaju “pysznych” frytek, surówki nie dawali w zestawie.
Fantastyczny tatuaż, ale strasznie będzie wyglądał gdy te plecy stracą na jędrności, wtedy, maska tragiczna będzie jeszcze bardziej tragiczna, a komiczna stanie się normalna, albo tragiczna … Pozostawiam to wyobraźni oglądających.
Sporo determinacji i afirmacji potrzebowałam w związku z wycieczką numer jeden. Zmagałam się z sobą z nogami, potem zalewającym mi oczy i sklejającym czuprynkę, ze słonecznym żarem, spoconym okiem i trzęsącą się co chwila ręką do zdjęcia, tak też nie są te fotki najwyższych lotów, ale kilka wyszło, mniej niż sądziłam że mam w aparacie, ale te najbardziej udane wstawiam dziś, resztę dodam jutro i tak do końca tygodnia się zmieszczę…
Poniżej podziemne słono – słodkie bezdenne jezioro mitologicznie powiązane z Bożkiem Panem, jego nimfami i jego harcami.
Nimfy Bożka Pana przy wejściu do jego cudownego podziemnego jeziora.
Poniżej sam właściciel podziemnego jeziora na Kefalonii, Bożek Pan. Do jego “świątyni” można wchodzić z odkrytymi ramionami, a nawet nogami i z dekoltem do pępka, byle by nie siać zgorszenia wśród dzieci.
A może wierni wszystkich religii do której kościołów trzeba się starannie przykryć tu i ówdzie myślą że Bóg jest ludzkim dzieckiem do lat pięciu ?
Piękne wrażenia tak płynąć łodzią po tym magicznym jeziorku Bożka Pana. Błękitna woda, plusk zanurzanych wioseł, mijane po drodze skaliste strome ściany i widok na niebo i światło załamujące się w konarach drzew. A wszystko to, wyłącznie przy pięknej pogodzie, gdy słońce wpada przez szczeliny w skałach.
Wycieczka na Kefalonię
Punkt pierwszy:
W kościele św. Gerassimosa
Praktycznie wszystkie wycieczki nawet te po maleńkim Zaktynthosie rozpoczynały się w jakimś kościółku, kościele, albo klasztorze. Nawet wypoczynek przy pięknej plaży Agios Nikolaos ( plaża św. Mikołaja) odbywał się w cieniu urokliwego greckiego kościółka. Po raz pierwszy w życiu kąpałam się idealnie przeźroczystej morskiej wodzie z widokiem na kościół rozbrzmiewający dźwiękami dzwonów.
Poniżej Klasztor patrona wyspy – św. Gerassimosa, akurat odbywały się pielgrzymki dla emerytów i rencistów, którym państwo greckie takie duchowe podróże co roku organizuje za darmo i wtedy jest ogromnie dużo potrzebujących. Tak więc święty Gerassimos i jego zmumifikowane zwłoki były wystawione jako lokalna cudownie uzdrawiająca relikwia, między innymi święty uzdrawia ludzi obłąkanych, z problemami psychicznymi, depresją i opętanych. Idealne miejsce dla ludzkich owieczek.
Poniżej jedna z sióstr przyklasztornych w pracy i czyjś łokieć.
Wszyscy pchali się po sobie, rozpychali łokciami, oszukiwali kolejkę, w kolejce o przywrócenie zdrowia psychicznego, a nie którzy bardzo ale to bardzo agresywnie. Po odstaniu swojego i wysłuchaniu po grecku różnych uwag na temat moich za krótkich czarnych spodni po kolana, pomyślałam, czy to z Bogiem jest coś nie tak, że można go obrazić maleńkim fragmentem obnażonego ciała, które sam stworzył? Czy to ludzi obraża, że się ich Boga nie szanuje tak jak sobie wyobrażają, że Bóg chciałby być uszanowany ? Wiem, tak tradycja, zasady itp. Ale po marudzić można.
Za to bardzo mi się podobało zaraz na wejściu powitanie z możliwością zapalenia świeczki w intencji kogoś albo czegoś bliskiego.
Taką świeczkę rozpalało się od innej i wstawiało w piasek.
Świeczniki na których tkwiły wetknięte w piach świece były okrągłe i co jakiś czas obracały się po czym siostra stojąca obok nich, co kilka minut wyjmowała te już prawie wypalone i gasiła w pojemniku z wodą. Na ich miejsce pojawiały się nowe światełka i nowe intencje, życzenia i ludzkie nadzieje – jak to w życiu, moje również tam się znalazły.
Każda świątynia bez względu na wyznawaną religię to taki wielki symboliczny komos z ziemią i siłami które bezustannie ze sobą współpracują. Dla nas czasem na dobre, a czasem na złe, ale i tak zawsze po to żeby zawsze to co rozproszone mogło powrócić do jedności.
Dlatego lubię kościoły i wyznaję wszystkie wyznania.
Przepiękne są od wewnątrz prawosławne świątynie.
Zdobiące jego ściany i sufity ikony malowidła są symbolicznie uporządkowane i nie malowane, ale pisane, bo ikon w kościele prawosławnym się nie nie maluje, ale pisze, choć jak dla mnie to się je maluje.
Jedno mnie natomiast zastanawiało, jak oni to robią, że malują nie mieszając farb, a używając każdego koloru z oryginalnej barwy, oddzielnie ?.
Powyżej sufit w kościele Św. Hieronimusa
Kościoły podczas upałów mają tę dodatkową zaletę, że zawsze są “klimatyzowane”.
I nie tylko symbolicznie czy duchowo można w nich złapać wytchnienie po trudach drogi ale dosłownie w nich ochłonąć aby ruszyć ponownie do rozgrzanego “piekarnika” i dalszej drogi.
Kościoły podczas upałów są jak oazy na pustyni.
Wnętrze kościoła Św. Hieronimusa. Przepiękne i ta podłoga w szachownice, piękna, symboliczna i taka efektowna.
A przed, górzyste piękne widoki, bardzo gorąco i pięknie zielono, cudownie.






















ech pięknie , może kiedyś się wybiorę a plaza cudowna…dziwie się temu facetowi ze marudził, może żal mu się zrobiło wydanych piniedzzy..:))
Marudził bo tak jak wspomniałam ogladał ja przy zachmurzonym niebie, a swoja droga pewnie też chodziło o kasę, czuł że ten widok nie jest tego wart. Ale jednak chyba najbardziej ta pochmurność …
Bardzo podoba mi sie stwoja relacja z Grecji, fajne masz te podroze i ciekawe zdjecia na stronie ( dużo tego). Kościoły prawosławne masz rację są warte wielu fotografii to dzieła sztuki. Oczywiście czekam na ciag dalszy o Grecji, my tez sporo mamy przygód za sobą i kto wie może jeszcze więcej przed soba ?
Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję ***
ja się poznaję! ale perspektywa mi nie wyszła
Z ogromną przyjemnością przeczytałam ten artykuł. Dla mnie to jak podróż w czasie:) Bo swego czasu Grecja była moim ulubionym krajem letnich wakacji – i dlatego, że tak urocza, i dlatego, że to kolebka naszej cywilizacji, i wreszcie dlatego, że wakacje nad Bałtykiem okazywały się trzykrotnie droższe! /lol/ Serio! Piszę tu o czasach sprzed 12 – 8 lat. Córka uwielbiała smażyć się na plażach, ja kochałam zwiedzanie, więc obie byłyśmy zadowolone:)
Cerkwie… Czy Ty też masz w nich wrażenie “przytulności”? Coś jak w babcinym pokoju:) Nie piszę o tych gigantach ale o takich zwykłych, małych cerkiewkach. Chociaż z jednej zostałam wywalona na zbitą twarz przez rozmodlone dewotki za odkryte plecy /rotfl/ Z tym, że nie było to w Grecji tylko w Warnie:)
Pozdrawiam:)
Tak, cerkwie urzekły mnie kolorami, ciepłem, przytulnością, mam podobne wrażenia
Wakacje nad Bałtykiem… hmm, miałam zamiar nie szaleć za bardzo i wybrać się bliżej nad nasze morze, ale tak po obliczeniu wszystkich kosztów, wyszło że zdecydowanie taniej będzie w Grecji z gwarantowanym słońcem, błękitnym niebem i ciepluteńkim piaseczkiem pod stopami. Jak mi się dziś robi zimno, albo smutno, przenoszę się wyobraźnią w tamto miejsce, rozciągam na leżaku i zanurzam stopy w gorącym piachu
Zawsze działa !
Rzeczywiście nieźle się teraz prezentują twoje strony. Jestem pod wrażeniem. Grecja – mój własny, prywatny Eden.
Pozdrawiam
Dzięki
Grecja to Eden, mój też, cóż dodać pięknie jest na każdej wysepce i na lądzie