Niesamowita wręcz delikatność ruchów tancerek sprawiała wrażenie,
że oto na scenie pojawiły się prawdziwe boginie albo magiczne Apsary
Można by ten świat z powodzeniem określić jako jarmarczny i kiczowaty ale nigdy tam w Tajlandii w którym ta kultura żyje i oddycha specyficznym parnym klimatem i zapachem kwitnących orchidei.
Co prawdziwa dziś wszystko można sobie kupić u siebie, tuż za rogiem na własnej ulicy, ale to zupełnie co innego, ta “potrawa” najwyborniej smakuje wyłącznie tam gdzie ją przygotowano i w wyjątkowy sposób podano.
Nasz Św. Mikołaj ( wyszedł się ochłodzić) ze stadem reniferów pod palmami wygląda jakoś inaczej niż u nas i i jakoś tam nie pasuje.
















































gdy byłam dzieckiem miałam taka pocztówkę z tajlandzką tancerką…wyobraźnia działa a muzyka ukojenie zmysłów:)