Na ringu – tajski boks
/TAJLANDIA/ Na ring wyszli wyjątkowo przystojni i dobrze zbudowani Tajowie.
Czego absolutnie nie można powiedzieć o pozostałej reszcie mężczyzn w tym kraju. W zasadzie starszy czy młodszy Tajlandczyk każdy z nich bez różnicy reprezentował sobą jeden i ten sam gatunek – męskiego “nieopierzonego” nastolatka, małego przygarbionego chudzinki bez zarostu i zawsze w za luźnych spodniach. Oczywiście bywały wyjątki.
Gdy do stolika podchodził kelner zawsze zastawiało mnie, czy to możliwe, żeby wszyscy ci faceci mieli po trzynaście lat ?
Jak dla mnie przeciętny Tajlandczyk to typ kompletnie nie atrakcyjnego mężczyzny w przeciwieństwie do jego tajskiej dziewczyny.
Mała poprawka do tajskiego boksu. Z tajskiego boksu, pozostało wiele, a nawet, nie tyle pozostało, co nigdy nie zaprzestano w Bangkoku krwawych, brutalnych walk, które uznawane są za jedne z najokrutniejszych na świecie. Ale nie tam gdzie pobiegłam ja, z całą grupą niedzielnych turystów do słoniowego cyrku, w którym zaoferowano nam wszystko w “pigułce” .
Sam przylot do Tajlandii był dla mnie nie tylko klimatycznym i kulturowym szokiem który wywołał we mnie totalny chaos, ale i totalną zmianą planów wstępnych. Początkowo jeszcze w kraju obiecałam sobie wyłącznie odpoczynek nad basenem, albo na plaży. A tymczasem jak spuszczona z łańcucha, wyrwałam się na poszukiwanie przygód, wlekąc za sobą całą rodzinę, przez połowę Azji, na Kambodży kończąc a przy tym nadal jeszcze czując niedosyt.
Ten słoniowy cyrk to była pierwsza wycieczka w nieznane na tak zwane rozruszanie kości. Więc skąd ja u licha miałam wiedzieć że żeby zobaczyć w Tajlandii dobry boks (Muay Thai) powinnam się wybrać do Bangkoku? Oczywiście to żart i nawet gdyby mi dopłacali nie pojechałabym go oglądać, ale warto o tym wspomnieć, że w Bangkoku są co najmniej dwa oficjalne stadiony na których o duże pieniądze toczone są prawdziwie krwawe walki, prawdziwego boksu tajskiego.
Muay Thai to boks, tajska odmiana męskiego obijania się po wszystkich częściach ciała, bez wyznaczonych granic i bez przestrzegania reguł (wszystkie chwyty dozwolone)
Cała reszta wyglądała jak na zdjęciach poniżej, dwóch zawodników, jeden w niebieskich spodenkach a drugi w czerwonych i walka, niejednokrotnie w tym prawdziwym, nie inscenizowanym boksie kończy się poważnym okaleczeniem, połamaniem nóg, rąk albo żeber itd.
Tyle poprawką.
A dla moich oczu było tak:
Dziś z tego prawdziwego tajskiego boksu pozostało nie wiele poza czysto wizualnymi wrażeniami przygotowanymi specjalnie pod show dla turystów z perfekcyjnie wytrenowaną techniką akrobatycznej symulacji prawdziwej walki, rzuty na matę, gniecenie, wyrzucanie poza ring – prawie Matriks
Warto było popatrzeć, choćby dla rozrywki i tejże egzotyki wymieszanej z prezentacjami słoni i tańcem pięknych tajskich tancerek w przerwie pomiędzy podziwianiem przepięknego parku w pobliżu Pattaya z egzotyczną roślinnością tropikalnych ogrodów Nong Nooch.
A prywatnie uważam każdy boks za kontrolowany sposób na wyładowanie męskiej agresji, zwierzęcy obyczaj wiele mówiący o wyższości jednej płci nad drugą i jej wątpliwą racją co do tego kto jest bardziej ludzki: “Patrz to ja jestem człowiekiem, a nie ty babo”.
Przyglądamy się tym wszystkim tańcom i walkom nawet nie zdajemy sobie sprawy, że zarówno walka jak i taniec są elementami zalotów i odwiecznej gry natury w uwodzenie.
Człowiek w przeciwieństwie do zwierzęcia zaleca się w ten sposób do wielu różnych ludzi a nie do konkretnej kobiety czy mężczyzny i bynajmniej nie z potrzebą przedłużenia gatunku, co bardziej poprawienia mu warunków bytowania.










