TAJLANDIA / 2010/ To jeden z krajów, w którym żyje na wolności największa liczba węży. W zasadzie można je spotkać przypadkowo wszędzie, na trasie wycieczek, których szlaki wiodą przez miejsca nie zaludnione i dżungle. 

Niesamowitej ostrożności, wyobraźni i wybitnej czujności, jest śmiertelnie jadowita !

Spotkanie się z nią w jej środowisku i ukąszenie, zawsze pociąga za sobą katastrofalne skutki.

Jedynie natychmiastowa reakcja i świadomość z kim się pogrywa, może ocalić życie.

Ten mężczyzna wiedział jak postępować kobrami, miał doświadczenie, przede wszystkim wyobraźnię i działał z maksymalną ostrożnością, świadom możliwych konsekwencji.  Popatrzcie na niego, na jego pełne skupienia naprężone mięśnia w każdej chwili gotowe do zmiany pozycji na bezpieczną wobec gada.

Znał ich naturę  i wiedział, czym może się skoczyć taka walka.

Był ostrożny. Uniknął jadu kobry nim ta zdołała go dopaść.

Nie zmienisz  natury gada, ale gdy zajdzie konieczna konfrontacja, musisz  zachować szczególne środki ostrożności.

Węże wyczują twoje słabe punkty i emocje w które wpełzają jak śmierć  i ani się spodziewasz, a już umierasz, śmiertelnie ukąszony.

A co jak chcący, albo nie chcący, wtargniesz na ich terytorium ?



TAJLANDIA/ 2010/ Takie działanie wymaga niesamowitej precyzji i sprawnej obserwacji. Poskromienie dwóch jadowitych węży ( żmii, przepraszam nie bardzo znam się na tajlandzkich gadach) jest nie lada sztuką i wymaga dokładnej znajomości ich natury, wręcz empatycznego wczucia się w skórę obydwu.

Tylko takim sposobem można złapać za łeb i zgryźć w szczękach. Znajomość dżungli to sztuka życia. Walka o terytorium i wpływy. Natura kontra natura.

Na spektaklu to człowiek zdominował  dwa węże i zaprzągł do symulowanej walki z sobą.

Walka prawie autentyczna, węże doprowadzone do furii zmagały się z człowiekiem, zupełnie nie zdając sobie sprawy że uczestniczą w spektaklu.

Ich dramat od początku do końca był sprawną reżyserką. Cel dramatu? Oczywiście, potrzeba zysku.

Widowisko fascynujące, bo węże prawdziwe i z jadem ( nie “wykastrowane) , stąd autentyczny stres  i pot na skórze.

W obliczu konfrontacji niesamowicie sprawna demonstracja siły rozumu nad instynktem zwierzęcia, która tak w obliczu zniewolenia jaki i symulowanej walki podyktowała obu wężom ich warunki życia i umierania.

Skupione emocje człowieka skoncentrowane wyłącznie na z góry zamierzonym celu widowiska.

Stres, walka – prawdziwa konfrontacja, oko w oko, publiczność, napięcie i śmierć. Wszystko albo nic. Naturą węży jest bronić się gdy czują  zdominowanie, zagrożenie albo rozdrażnienie. Węże są głuche, reagują tylko na ruch. Dyplomacja mimiką, gestami prawdziwy majstersztyk.

Jako symbole – węże, żmije i  inne gady są między innymi utożsamiane z tą cechą ludzkiej natury, która odpowiada za jej najniższe instynkty, kłamstwa, przewrotności i grzeszki -  zdrady, niskie żądze, wybujałe ambicje oraz zawiści i co oczywiste za pierworodny grzech pychy.

Człowiek w symbolice jest  zawsze Kimś doskonalszym od każdego innego zwierzęcia, niż on sam – oznacza świadomość i wyższość rozumu panującego nad emocjami.

Symbolicznie sprawę traktując, świadomość – człowiek, z premedytacją kusi i prowokuje węża do walki w której, nie pozbawi go życia, a jedynie trującego jadu.

Czyż nie ciekawe to jego lustrzane odbicie … Wąż ( grzech i pycha) kontra człowiek ( świadomość i opanowanie)

Węże na swoim naturalnym gruncie bywają groźne, gdyż nigdy nie wiadomo z której strony podpełzną i zaatakują, w końcu są u siebie.

Ale w tajlandzkim cyrku były  pod całkowitą kontrolą człowieka, nieświadome, że robią co im się karze i do czego są sztucznie prowokowane.

“Nie myślą, więc atakują; nie mówią więc; nie dyskutują, nie słyszą, więc; nie mogą wiedzieć, co się o nich mówi; reagują”.

Oko w oko ze śmiercią, napięcie, irytacja, uspokojenie. Odczucie wyjątkowości i popis koncentracji wręcz dyplomatycznej manipulacji poskramiacza, wężowego stadka.

Wszystko jak prawdziwe, są bohaterowie, kaci i ofiary – węże, żmije jadowite syczące brr, strach się bać.

Łudzenie autentycznością zdarzeń. Widowisko było super, tylko czasem żal za serce ściskał, gdy na scenie pojawiała się autentyczna krew i śmierć. A tak było gdy do walki zmuszano dwa nieświadome spektaklu zwierzątka. Każde drapieżne i dzikie na wolności naturalni wrogowie. Mangusta zdecydowany pogromca węży ( może jedyny jego naturalny przeciwnik) sprawnie i szybko poraniła bezbronnego węża umieszczonego w szklanym terrarium, ta scena dobijała okrucieństwem do jakiego jest w stanie posunąć się człowiek, dla większych emocji i zysków. Według mojej oceny, mangusta zadała wężowi śmiertelne rany. Nigdy nie dowiem się jak było na prawdę, bo natychmiast węża umieszczono w ciemnym worku i szybko wyniesiono, a mangusta na powrót trafiła do klatki.