Przeskocz do treści
Egipt Styczeń 2011

Czy pilot aby dobrze się dziś czuje ?

W świetle ostatniego dramatu mój post i moje odczucia z lotów samolotami, nie wydają mi się już takie infantylne i głupie.

Podobne lęki ma więcej osób tylko się do tego nie przyznają, ba takie koszmary, naprawdę się zdarzają i to bez względu na osobę, los, nie oszczędza nikogo, od prezydenta i generała sił powietrznych, po szarego obywatela … Czy to los, fatum, wina człowieka, czy co innego ?

Gdy jestem w samolocie zawsze odczuwam stres współpasażerów i ich siłą tłumione lęki.


Końcowy lot z Amsterdamu do Warszawy i piękna idealna wręcz słoneczna pogoda na starcie, a po dwóch godzinach, koszmarna mgła na Okęciu.

Powiem, szczerze myślałam że to koniec, na prawdę wszyscy w samolocie mieliśmy wrażenie, że samolot nie podchodzi do lądowania, a spada i to lotem pikającym w otchłanie tej mgły.

Silniki wyły jakoś tak nienaturalnie i przerażająco, samolot nieskoordynowanie opadał ( jakby wypadkowo), że do dziś strach wspominać.

I pomyśleć, że był to nasz ostatni wysiłek przed metą z napisem “DOM”, czekała na mnie rodzina, córka. Zawsze gdy samolot już po wylądowaniu kołuje na Okęciu, mam łzy w oczach, co ja mówię, zdarzyło mi się kiedyś nawet rozpłakać.

Tak bardzo się cieszę zawsze gdy samolot zwalnia już na płycie lotniska i wiem, że z całą pewnością i tym razem, wróciłam do domu.

Jest ktoś, kto zawsze na mnie czeka, oprócz bliskich kochanych ludzi, czekają na mnie moje ukochane zwierzęta, kot i pies, są ze mną ponad dziesięć lat i są mi bliskie jak wszyscy inni członkowie rodziny, a to najgorsza myśl, gdy coś idzie nie tak, straszna trwoga i cierpienie.

Łączę się w głębokim żalu z wszystkimi którym nie było dane wrócić do najbliższych.

Łączę się z ich rodzinami w bardzo głębokiej empatii i zrozumieniu wymiaru tej tragedii która ich doświadczyła, tak znienacka.

Dzisiejsze “powitanie” na lotnisku Okęcie ilość trumien, była widokiem przerażającym.

Start po życie

Podróże samolotem uruchomiły we mnie pewne skojarzenia.

- Z ludzkim życiem. Start, z narodzinami, wzbijaniem się ponad chmury nieświadomością i niepewnością losu, ale z nadzieją na przeżycie fantastycznej przygody.

Ostatnie spojrzenia w dół, pożegnanie się z przeszłością, piękną i ciekawą z tej perspektywy w oczekiwaniu na nowy świat, być może zupełnie inny od dobrze już znanego?

Potem następują pierwsze samolotowe “normalności” , odprężające czynności, sygnał “pim” znaczy się, można poluzować pasy, wyjść z szelek ( wreszcie na nogach), podają uspakajający zmysły posiłek i kawę wszystko łagodzącą i poprawiającą humor ze sproszkowanym mlekiem i torebeczką cukru. Ciepło w brzuchu, wzrasta poczucie komfortu, może jakiś film, jakaś książka, gazeta i muzyka w mp3, wspólne pasażerów rozmowy, wymiana doświadczeń, kto gdzie był i co widział, a ile się w ostatniej chwili napracował itd. Albo, czas na, wśród ludzi samotność , nie znasz języków, nie ma szans na nic, poza miganiem, jak w życiu; – chcę jeść, pić i gdzie jest WC.

Samotnicy i introwertycy wiedzą co znaczy; “nie mówić w tym samym języku co inni” .

Zupełnie jak w życiu, narodziny i chwile napięcia, lekkiego albo strasznego niepokoju, ucisk i ciśnienie w górę, żeby potem poczuć odprężenie, przy jedzeniu, piciu i takich tam różnych ludzkich czynnościach. Leci się zawsze dokądś, samolot nigdy nie jest miejscem docelowym podróży, ale etapem, wehikułem przenoszącym w czasie i przestrzeni, tak samo postrzegam życie, jako lot i etap, do czegoś więcej jeszcze.

W ograniczonej przestrzeni samolotu i ludzkiej cielesności wszystko inne, przestaje mieć znaczenie, poza marzeniami, o “ziemi obiecanej”, łagodnym lądowaniu i o tym jak przeżyć te kilkanaście godzin lotu, kilkadziesiąt lat, zanim zaczniemy “schodzić” z niemiłym odczuciem słabnącego ciśnienia.

Przed nami stres lądowania, w tle majacząca obca ziemia, jakieś nieznane. Ciało umiera, podróż skończona.

Gdy zapytać ludzi, co im się bardziej podoba ? Start samolotu, czy lądowanie, większość, przynajmniej tych których ja pytałam, odpowiadała mniej więcej tak:

- No oczywiście że start, przy lądowaniu jakoś źle się czuję, te spadki ciśnienia o mało mi głowy nie rozwaliło, to schodzenie, nie lubię za bardzo …

Zupełnie jak z życiem, kto lubi “schodzić” ?

Czy Ktoś lubi zakańczać lot, zwany życiem ? Nie chodzi o ostateczne wylądowanie, ale właśnie o to pełne niepewności i złego samopoczucia schodzenie w oczekiwaniu na spotkanie z bliżej nieznanym lądem.

Nie sądzę żeby ktoś to lubił, no chyba że udało mu się już osiągnąć stan nirwany, ten już jednak nie “schodzi” tylko odchodzi z tego koła odlotów i przylotów, na zawsze.

A jak było za pierwszym razem ?

Przed każdym startem, czuję się tak, jakbym traciła kontrolę nad własnym życiem i choć tłumaczę sobie, że tej kontroli mam przecież wszędzie tyle samo, to współpasażerów zwykłam nazywać, grupą przeznaczeniową.

Podczas pierwszego lotu, ledwie się opanowałam żeby nie wyskoczyć, tuż przed zatrzaśnięciem drzwi samolotu. Zawsze gdy wchodzę do środka po schodach, robię to pierwszymi drzwiami, żeby przez chwilę popatrzeć na kabinę pilotów, w mojej głowie pojawia się taka myśl; – czy pilot dobrze się dziś czuje, jest wyspany, nic go nie boli, nie kłócił się z żoną, nie cierpi na depresję ? A może obydwaj piloci, jakimś dziwnym trafem źle się czują? Są tylko ludźmi, jak my wszyscy. Wiem, powiecie, samolot prowadzi komputer, a co jeśli ten co robił przegląd, też miał gorszy dzień i zrobił go na odwal ? itd. itd. Wchodzę więc pierwszymi drzwiami i spoglądam do kabiny pilotów w nadziei, że na serio mam w sobie moc zmieniania rzeczywistości i umiem odczarować ewentualne awarie.

————->>> START wspomnienie pierwszego lotu.

- Pokład samolotu KLM z Warszawy do Amsterdamu, po lewej stronie siedział wyluzowany facet i czytał gazetę, to mnie trochę uspokoiło i zmobilizowało, żeby iść dalej, przedzierać się pomiędzy rzędami ciasno osadzonych foteli w poszukiwaniu swojego miejsca. W do bólu spiętej głowie, krzyczały jakieś spanikowane głosy, – Czy zdajesz sobie sprawę co ty robisz, że wsiadasz do nienormalnego pojazdu ? Zawiodły mnie wszystkie sprawdzone “uspokajacze”, totalna klapa, wszystko co do tej pory działało, albo tak myślałam, przestało.

Z torebki umieszczonej pod nogami bardzo dyskretnie tak żeby nikt nie widział, wylosowałam kartę z aniołem. Wybrałam taką z napisem ” Witaj w niebie”, zrobiło mi się jeszcze gorzej, ogarnęły mnie wątpliwości czy aby dobrze rozumiem, a może to dosłownie znaczy, że zaraz skończysz żywot i pójdziesz do nieba ? Wpadłam w pułapkę wewnętrznego chaosu, nie mogłam zebrać myśli.

A jednak byłam siebie najzwyczajniej świadomym obserwatorem, obserwatorem i uczestnikiem jednocześnie. Co najmniej dwie we mnie, rozdzielone, na jakieś, ja i ona. Ona, dzika wrzeszcząca z wnętrza mojej głowy, uderzająca w czułe nerwowo punkty i ta druga ją kontrolująca, jakby z poza mnie, a jednak ja.

Ta mądrzejsza we mnie starała się uspokoić tę głupszą, spokojnie do niej przemawiając ; – mówię ci uspokój się to normalna podróż, pomyśl że jedziesz pociągiem, wszystko będzie ok, popatrz na tego faceta, czyta sobie gazetę, wcale się nie przejmuje, a wariatka na to; – nie mogę się uspokoić i nie chcę, boję się, rozumiesz, nie chcę umierać, wypuść mnie stąd za nim będzie za późno !

Było, minęło, wygrał we mnie, ten ucywilizowany i mniej dziki, a obserwator poczuł satysfakcję.

Posted by podróże&różne on 20 Marzec 2010
8 komentarzy Post a comment
  1. 02/21/2010
    zazek

    Bardzo fajnie oglądać jest zdjęcia robione z samolotu normalnie kuszą żeby gdzieś się wybrać. Mam pytanie skąd u ciebie wziął się taki lęk przed lataniem? widać że bardzo to przeżywasz, pewnie ci to psuje całą przyjemność, przecież jak dolecisz musisz czymś wracać? Sama wiesz jak jest teraz, jeśli za każdym razem zamiast radości czujesz zagrożenie to może masz intuicje i nie lataj?

    Odpowiedz
    • 02/21/2010

      Za długa historia i za osobista, ale uwierz mi był powód, ważny na tyle, że przekroczenie tej granicy jest moim sukcesem. Był powód, ale go niema. Nie mam tych obaw, to tylko wspomnienia, dziś traktuję je jak przygodę, fajne przeżycie. Znam wiele osób które bardzo panicznie boją się latania i z reguły zawsze wybierają podróż samochodem, nawet na długie dystanse. Mi to nie grozi, tak jak na wstępie napisałam, uwielbiam latać, a intuicja? Matko jedyna, gdybym każdy swój niepokój uznała za znak, oszalałabym.

      Odpowiedz
  2. 02/25/2010
    k pirx

    Też się boję latać pomimo że często muszę boję się zawsze, nie wiem dlaczego? Ci co ze mną latają też wśród nich jest kilka bardziej strachliwych. Za moim pierwszym razem było tak że poczułem że drętwieją mi nogi i głowa jakbym w nich tracił czucie pamiętam że usiłowałem zmusić stewardesę żeby zawrócili z powrotem na lotnisko ;) Dala mi proszek na uspokojenie i przeszlo, moje towarzystwo wzięło po piwku i po bólu, przez cały czas potem kpili ze mnie że nie wiedzieli że mam nerwicę :) Powodzenia życzę w dalszych lotach bez latania nie ma przygód ani pracy, pozdrawiam.

    Odpowiedz
  3. 03/14/2010
    Jakub

    Jak ja cię dobrze rozumiem ! Nawet do Turcji pomknąłem samochodem ;)

    Odpowiedz
  4. 04/19/2010
    Magda

    Witaj Aviko:) Jednak jestem matołem informatycznym, bo bardzo chciałam skomentować bajkę ezoteryczną o baranku, ale nie umiałam /lol/ Dlatego piszę tutaj:) No więc: czytam ją drugi raz, i pewnie przeczytam ją jeszcze niejednokrotnie:))) Bo bardzo mi się podoba!
    PS. Pięknie tu u Ciebie! Za każdym razem coraz bardziej i bardziej!:) Pozdrawiam:)

    Odpowiedz
    • 04/20/2010

      Nie, nie absolutnie nie jesteś matołem, to ja zapomniałam o włączeniu komentarzy na stronie z filozofią. Bardzo się cieszę, że ci się spodobała. Patrz tyle czasu kwitła na tym blogu i ciężko było ją wyłowić z “tłumu”. Posegregowałam tematy za bardzo się różniły i jest chyba czytelniej, jedno pod drugim, niż taki “groch z kapustą” na jednej stronie ;) Muszę tę bajeczkę dokończyć bo “baranek” doszedł na razie do znaku Wagi :)
      Pozdrawiam serdecznie i włączam komentarze

      Odpowiedz
  5. 04/20/2010
    magda

    No to mnie pocieszyłaś!:) I dodałaś odwagi, bo mnie wciąż kusi i nęci WordPress. Już kiedyś próbowałam – nie wiem, czy pamiętasz:) – ale wtedy się poddałam. Teraz też mam tu dwa nieczynne adresy, no i w zasadzie przeniesione już wszystkie blogi z Bloggera… Lubię się bawić szablonami, bo wtedy mi się b.dobrze myśli:) A spraw do przemyślenia mam hohohooo! albo i jeszcze więcej:)
    A więc “gdyby”, to mam cichą nadzieję, że będę mogła liczyć na Twoją ewentualną pomoc w wordpressowej abrakadabrze?:)
    Oczywiście na razie się nie przenoszę, ale …ziarno zostało zasiane:) Szczególnie po obejrzeniu tych Twoich cudowności:)))
    PS. No i tym razem z pewnością już nie zniknę, tylko wszędzie pozostawiam czytelne ślady – tak jak kiedyś Ty, i Dorota, na Onecie:) Pamiętam!:)
    Pozdrawiam Cię serdecznie!
    To ja sobie tu jeszcze troszkę pomyszkuję, dobrze?;)

    Odpowiedz
    • 04/20/2010

      Zdecydowanie :) A propos bawienia się szablonami, to jest tak jak z ubieraniem się i dekorowaniem domu. Praktycznie każda zmiana jest inspirująca, ale częste zmiany mogą służyć wyłącznie nam ( i o to chodzi) a innych irytować, bo się ludziska przyzwyczaili, że to i tamto mają poukładane tu i tu, ja sama po sobie wiem, że jak często odwiedzam jakąś stronę a ona nagle się zmienia to nie mogę się w niej odnaleźć jakby tam połowa treści zginęła, a przecież lubiłam ją właśnie za tę treść a nie za dekorację.
      Kiedy półtora roku temu przeniosłam się na WordPress, postanowiłam mieć wyłącznie jednego bloga i basta. I prawie mi się udało, tylko wtedy nie wiedziałam jeszcze że w moim życiu tak wiele się zmieni. Blog to przede wszystkim jakaś odskocznia od codzienności, “sprzedanie” własnego poglądu, przemyślenia , przypływu myśli , dobra zabawa, chęć ponownego zasmakowania w raz odbytej podróży i przede wszystkim taki kontakt z drugim człowiekiem. Dla mnie to właśnie taki wymiar..
      Bardzo się cieszę z naszego spotkania, pozdrawiam i chętnie służę podpowiedzią, ale pòki co, masz bardzo fajną stronę i tak trzymaj, fajnie piszesz, bardzo mi się podobał post o ciszy co aż krzyczała :) ))

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Note: HTML is allowed. Your email address will never be published.

Kanał z komentarzami