Cabo Verde – Sal, piękna pustynia,

wyspa na Oceanie Atlantyckim

Czyściutki piasek, szmaragdowy ocean, wygasły wulkan z ozdrowieńczymi słonymi wodami w Salinas.

Serdeczni, pogodni, acz biedni mieszkańcy wyspy starają się jak mogą ugościć przybyszów z całego świata.

Zdecydowanie warte ośmiogodzinnej podróży samolotem, choć nie ma tam żadnych zabytków do podziwiania, ani urozmaiconej flory i fauny, poza imponującymi rybami, to jest to miejsce z najpiękniejszymi plażami nad oceanem na których byłam, z imponującymi falami i ogromnymi przestrzeniami pustynnych plaż, ciągnących się kilometrami.

Wyspa pozostanie w mojej pamięci jako jedno z najpiękniejszych zakątków na ziemi, jeszcze w 2008r  prawie dziewicze z zaledwie garstką turystów.

Miałam przyjemność spędzić na tej wyspie fantastyczną Wielkanoc w 2008 roku i gasić pragnienie z tego kokosa :)

Mieszkańcy Cabo Verde , zarówno kobiety, mężczyźnie jak i dzieci, uznawani są za ludzi fizycznie bardzo ładnych. To prawda są niezwykle urodziwi, pewnie dlatego, że w ich żyłach płynie krew afrykańsko-portugalska, jako że wyspa ta była kiedyś punktem tranzytowym Portugalczyków, w handlu niewolnikami. Przodków tych ludzi porywano z ich domów w Afryce i tą drogą transportowano do Europy. Ciężki był ich los na tej małej i zupełnie pozbawionej naturalnej wody wysepce na środku oceanu.

Okres niewolnictwa na wyspie trwał  tu,  do połowy XX wieku. W odleglejszych czasach, gdy w trakcie długiej i nieznośnej podróży robiono sobie tutaj przystanek, w drodze do Europy, czasem ktoś z uprowadzonych, starał się uratować ucieczką.  Tutaj nie było gdzie zbiec, ani ukryć, na dziesiątkach kilometrów kwadratowych wyspę pokrywa piach, piach i tylko piach, nie było i nie ma na wyspie Sal, ani jednego drzewa czy naturalnie wysianej palmy. Roślinność sprowadzono i zasadzono tutaj, później.  Na wysepce brak również naturalnych źródeł wody, rzeki czy jeziora. Na potrzeby turystyki dostarcza się wodę z zewnątrz wyspy, wydobywanie jej ze źródeł podziemnych, jest za drogie. Może gdy turystyka na wyspach rozkwitnie, to się zmieni?

A co ja robiłam na tej wyspie ? Korzystałam z ciszy i pozornej pustki . Pustynia jest czasem cenniejsza od ogrodów, w moim przypadku delektowałam się jej piaszczystą przestrzenią i ogromnymi spienionymi falami rozbijającymi się na się na brzegu. Mogłam tak godzinami siedzieć i przypatrywać bezmiarowi wody przede mną, – ależ piękna myślałam i jaka groźna.  Tylko ja i Siła żywiołów, czysta nie przerobiona jeszcze i nie okiełznana przez człowieka, prawdziwa. To było to czego wtedy bardzo potrzebowałam, choć nawet o tym nie wiedziałam.

Przyznam, że po przybyciu na miejsce, dopadło mnie małe załamanie,  nie na tyle silne co prawda, żeby się upić i trwać przy basenie z drinkami do końca wakacji, ale jednak… Początki czasem bywają zaskakujące, a na Cabo Verde przynajmniej jeszcze w 2008r , turystyka dopiero raczkowała i nawet w dobrych hotelach było dość prymitywnie.

Samolot wylądował w nocy, na lotnisku sennie poruszający się celnicy, zupełnie nie przejmowali się naszym poirytowaniem, odprawa trwała od 2.00 w nocy do 6.00 rano, kolejka paszportowa posuwała się strasznie wolno w holu, bez klimatyzacji, jeno przy wiatrakach. Z pod lotniska do hotelu zabrał nas jakiś stary zardzewiały, ledwie się kupy trzymający, rupieć z doczepionym drewnianym bagażnikiem na walizki. Po drodze do hotelu ani jednego drzewa ni roślinki, za oknem, tylko pustynia, jakieś wertepy i leżące gdzieniegdzie kamienie, i stare wysuszone konary po dawno wymarłych drzewach.   Po pobycie w żywym soczystym Meksyku, wydawało się, że to strasznie pomylony kierunek.

Po dojechaniu na miejsce dowiedziałam się, że lepiej tutaj nie chorować, bo opieka medyczna jest prawie żadna, ale to nie była prawda, w stolicy przyjmowali francuscy lekarze i szpital dobrze funkcjonował, nie byłam, ale czyjeś dziecko podejrzewano o malarię.

W nocy wszystko wygląda straszniej , a rano po przebudzeniu,  zupełnie inaczej,  – To prawda, ranek był  dla mnie miłym i pięknym zaskoczeniem.

Pielgrzymka w stronę oceanu, już na dobre zmieniła moje nastawienie i odebrała zmęczenie.

Zobacz dlaczego warto się tam wybrać, doceń piękno szmaragdowego oceanu i uroki życie mieszkańców wyspy

Pomimo kiepskiej sytuacji materialnej ludzie z wyspy są niezwykle pogodni, choć w mieście nie możliwi do ominięcia, każdy z nich bardzo namolnie oferuje do kupienia swoje pamiątki, i nigdy się nie zniechęcają i nie rezygnują.

Cóż każdy stara się na czymś( kimś) zarobić, w tym wypadku, jedynym środkiem ich dochodów są turyści.

Miasta Santa Maria, można się z początku, odrobinę przerazić

Poniżej  cztery zdjęcia z wygasłego wulkanu, kiedyś była tu kopalnia soli, stąd nazwa wyspy – Sal, obecnie miejsce wypełnione jest ozdrowieńczymi solankowymi wodami, o składzie
zbliżonym do Morza Martwego w Izraelu.
Salinas

Piękne są te galerie i warto sobie coś z tej wyspy przywieść, przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy to wyroby w tych galeriach są naprawdę ładne i oryginalne, drugi powód to świadomość, że kupując pomagamy im poprawić egzystencję. Są  zdeterminowani totalnym biedą, trzeba to zrozumieć, gdy “napadną” na nas w mieście, wszystko, co posiadają na sprzedaż, jest właśnie tą pustynną wyspą z pięknym oceanem.  Gdy pojedziemy na wakacje do Francji, albo Włoch, nikt nie będzie żebrał o dodatkowe zakupy, sami kupimy. Fakt,że takie łapactwo, może powodować odwrotny do zamierzonego skutek, nikt nie lubi być przymuszany do zakupu nawet najładniejszej rzeczy, natura, zaraz zaczyna podejrzewać jakieś oszustwo. W przypadku tych sprzedawców tak nie było, przynajmniej w moim przypadku w 2008 roku, ich przedmioty były wartościowe, a ceny nie wywindowane o 200 procent, jak to ma miejsce w Egipcie.

I trochę folkloru